Książka Stephana Talty’ego zaskoczyła mnie już na samym początku. Kiedy sięgałam po „Ucieczkę z Krainy Wiecznego Śniegu” spodziewałam się, że po prostu poznam historię Dalajlamy. Jednego nie przewidziałam, iż będzie ona niezwykle interesująca, pełna zwrotów akcji, zupełnie jak w filmie sensacyjnym.
Umiera XIII Dalajlama. Zgodnie z tradycją, należy odszukać jego kolejną inkarnację. Grupa poszukiwawcza trafia na małego Lhamo Thondupa, mieszkającego z ubogą i liczną rodziną w północno-wschodnim Tybecie, przy granicy z Chinami. Jednak, żeby chłopiec mógł zostać Dalajlamą, musi przejść szereg testów, mających wskazać, czy jest prawdziwą inkarnacją Awalokiteśwary. Następnie autor opisuje życie chłopca w Lhasie – stolicy Tybetu. Warto obejrzeć – chociażby w internecie, jaka ona jest niezwykła.
Miejsce, które było najważniejsze nie tylko dla mnichów buddyjskich, ale i całego Tybetu, stało się domem małego Lhamo. Niemal od początku zdawał sobie sprawę, jak wielkie brzemię na nim ciąży. Trudno być wcieleniem Awalokiteśwary, jeśli jest się małym dzieckiem, z daleka od rodziców. Dalajlama jednak nie przypuszczał jeszcze, jak mroczna rysuje się przyszłość.
Nadchodzi rok 1959, który będzie miał olbrzymie znaczenie dla Tybetańczyków. W tym czasie ich kraj jest okupowany, bo został on zajęty 9 lat wcześniej przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą. 17 marca 1959 roku Dalajlama postanawia uciekać do Indii. Podejmuje niezwykle niebezpieczną wędrówkę. Te dwa tygodnie podróży staną się jego testem na dojrzałość.
Autor przybliża czytelnikowi skomplikowaną historię Tybetu. Skupia się najbardziej na roku 1959, on jest punktem kulminacyjnym opowieści. Jednak dopiero po przeczytaniu tej książki widzimy, jak niezłomny jest ten naród. Pojawia się pytanie, co daje siłę Tybetańczykom? Z książki wynika, że wiara. Nie tylko w buddyzm, ale i Dalajlamę. W „Ucieczce…” Talty’ego pojawia się porównanie, które daje nam lepsze zrozumienie sytuacji. Dla Tybetańczyków Dalajlama jest jakby odpowiednikiem żyjącego Jezusa dla chrześcijanina. Stąd bierze się nadzieja i chęć ujrzenia tego niezwykłego wcielenia Awalokiteśwary.
„Ucieczka z Krainy Wiecznego Śniegu” pozwala czytelnikowi dotknąć istoty problemu, jakim jest konflikt tybetańsko-chiński. Choć nie jest to łatwe zagadnienie, Talty mówi prostym językiem. Czytałam „Ucieczkę…” jednym tchem. Nawet zupełny laik może sięgnąć po tę książkę bez obaw, że czegoś nie zrozumie. Dla ułatwienia jest słownik trudnych terminów oraz objaśnienia kim są bohaterowie.
Talty kreśli portret Dalajlamy nie tylko jako bóstwa wcielonego, ale jako człowieka z krwi i kości. Pokazuje wady i słabości tybetańskiego przywódcy. Dzięki temu pojawia się obraz osoby pełnej empatii, ciepłej, wrażliwej na losy świata, ale i doskonałego władcy nieistniejącego państwa. Szkoda, że nie można tak jak w fikcji literackiej czekać na szczęśliwe zakończenie tej opowieści. W 2009 dziennikarz odwiedził Tybet. Niestety, niewiele mógł zobaczyć, bo niemal na każdym kroku stali Chińczycy z bronią. Mimo wszystko najeźdźcy nie złamali ducha Tybetańczyków. Nim właśnie kieruje do dziś niezwykły Dalajlama XIV.
Dziękuję wydawnictwu SQN za książkę „Ucieczka z Krainy Wiecznego Śniegu”