„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” jest najnowszą książką Bernadetty Darskiej. Osoby, która zarówno promuje czytelnictwo, pracuje jako profesorka na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, działa w jury w ważnych konkursach literackich. Zaglądam na stronę bloga Bernadetty Darskiej „Nowości książkowe”, gdyż znajduję tu recenzje, którymi wiem, że mogę ufać. Poprzednia książka autorki pt. „Małgorzata Szejnert. Szczegół” ukazała się w 2024 roku, wcześniej wydane zostały eseje „Berlinowanie. Zapiski z doświadczania miasta”. Czytaj dalej
Archiwum kategorii: literatura faktu
„Hotel Ziemia. Żyć i mieszkać dobrze” – Joanna Jurga
Joanna Jurga jest projektantką przestrzeni, badaczką oraz edukatorką. W centrum jej zainteresowań znajduje się relacja człowieka z przestrzenią. Zainteresowała mnie najnowsza książka Joanny Jurgi pt. „Hotel Ziemia. Żyć i mieszkać dobrze”, choć nie mam pojęcia o architekturze, ale chciałabym wiedzieć, czy możliwa jest jeszcze harmonia między tym, jak powinna być projektowana przestrzeń, a tym jak to wygląda w rzeczywistości. Jo Jurga napisała już wcześniej publikację o tym, czym powinien być dla nas własny dom. Zawarła te informacje w książce “Szałas na hałas”. Teraz przyszedł czas na kolejny tytuł. Czytaj dalej
„Nie zostawaj influencerem” – Janek Strojny
Na co dzień pracuję z młodzieżą. Kiedy rozmawiamy o tym, kim chcą zostać, jaką drogę pragną dla siebie wybrać, wielu z nich marzy, by zaistnieć w mediach społecznościowych. Godziny spędzane przed ekranami smartfonów sprawiają, że zaczynają wierzyć, że ich idole z Internetu wiodą boskie życie i nie są obarczeni żadnymi obowiązkami, a czas spędzają na samych przyjemnościach. Każdy by tak chciał: żyć bez stresów, robić tylko to, co lubi i na dodatek jedynie wtedy, kiedy ma na to ochotę. Trudno młodym ludziom wyobrazić sobie, że tiktokerzy i youtuberzy ciężko pracują, a za kilkudziesięciosekundowym filmikiem, który obejrzały, często stoi kilka osób oraz wiele godzin pracy. Przecież to wszystko robi się samo! Podobnie jak sława i pieniądze spływające wraz z nią. Czytaj dalej
„Mein Gott, jak pięknie” – Filip Springer
Filip Springer jest autorem, którego dobrze się czyta, ale również słucha. Z tego powodu lubię spotkania autorskie z tym pisarzem. W tym roku podczas Literackiego Sopotu miała miejsce rozmowa, którą prowadził Michał Nogaś. Dotyczyła ona najnowszej książki Filipa Springera pt. „Mein Gott, jak pięknie”. Miejsca, w które zabiera nas autor, w pewnym sensie bardzo podobne do tych opisanych w „Odrzanii” Zbigniewa Rokity. Filip Springer pisze o nich zupełnie inaczej. Czytaj dalej
„Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych” – Zbigniew Rokita
Jakiś czas temu poznałam książkę Zbigniewa Rokity pt. „Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku”. Reportaż spodobał się nie tylko mnie, zdobył spore uznanie wśród czytelników, ponadto za tę książkę autor otrzymał Nagrodę Literacką „Nike” 2021. Czy „Odrzania. Podróż po Ziemiach Odzyskanych” powtórzy ten sukces, to oczywiście czas pokaże. Postanowiłam przyjrzeć się najnowszej książce Zbigniewa Rokity, ponieważ uznałam, że temat jaki podejmuje autor, jest interesujący. Czytaj dalej
„Sopoty” – Tomasz Słomczyński
Kto nigdy nie był w Sopocie? Na Monciaku trzeba pokazać się choć raz w życiu, podobnie jak na Krupówkach, czy przy Neptunie w Gdańsku. Dla mieszkających tu na co dzień sopocian tacy turyści zjeżdżający z całej Polski to pewnie przekleństwo, ale dla wielu również źródło dochodów. Jak to się jednak stało, że właśnie to miasto, jest tak popularne? Dlaczego moja babcia wybierała się do Zoppot, a nie do Sopotu? Tak jakby to była wyprawa do jakiegoś innego kraju, a nie miasta położonego kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu. Tomasz Słomczyński w książce „Sopoty” objaśni nam to miejsce. Nie będzie miało za wiele wspólnego z tym, co dostrzega przeciętny turysta na molo.
Każdy z nas ma swój własny Sopot. Pamiętam doskonale wiele z tych obrazów, które przedstawia Tomasz Słomczyński. Pokazuje Sopot w latach, kiedy byłam dzieckiem. Koncerty w Operze Leśnej mogłam oglądać w telewizji i marzyć o wspaniałym kolorowym świecie, jaki jawił się za szklanym ekranem. Autor książki choć mieszkał w Sopocie, również nigdy nie zasiadał na widowni, ale mógł podziwiać tłumy ciągnące na festiwal. Słuchał dźwięków płynących z Opery Leśnej. Co zatem wspólnego ma obalenie komuny z koncertem Sabriny w Sopocie? Według Tomasza Słomczyńskiego był to już pewien powiew wolności, nadziei, że wkrótce runie dzielący nas od świata mur.
Mieszkam nie tak daleko od morza. Jednak, kiedy przypominam sobie wakacje z dziecięcych lat, to okazuje się, że nie mam we wspomnieniach kąpieli w Sopocie, czy w Trójmieście. Tam się nigdy nie kąpało w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdyż woda w Bałtyku była zbyt brudna. Słabo jak na kurort, ale w czasach PRL-u władze chyba nie za bardzo się przejmowały takimi kwestiami. Odpoczynek był gdzie indziej, np. nad jeziorami, albo na wczasach… pod gruszą.
Sopot powstał oczywiście na długo przed komunizmem w Polsce. Bardzo chciałam poznać tysiącletnią historię tego miasta i oczywiście to otrzymałam. Książki „Sopoty” nie położymy jednak obok tytułów typowo historycznych. Tomasz Słomczyński nastawił się na innego rodzaju narrację. Podkreśla, że każde pokolenie, a nawet każdy z nas ma swój indywidualny Sopot. Z tego całego zbioru szuka wspólnego mianownika. Pokazuje między innymi swój Sopot, miasto w którym autor dorastał i w którym na jego oczach działa się historia, co wiadomo dopiero z perspektywy czasu.
Z jakimi problemami zmagają się współcześni sopocianie? Mogą narzekać na turystów. Nie będą jednak pierwsi. Już w XVI wieku Sopot miał z nimi problem. W tym czasie najbardziej narzekano na Szwedów. Tomasz Słomczyński opowiada, kim byli mieszkańcy miasta na przestrzeni wielu wieków. Poznajemy ludzi, którzy przyczynili się do rozwoju kurortu, upadku, czy zwyczajnie zwykłych mieszkańców próbujących tu przetrwać. Wcale nie było to łatwe. Można powiedzieć, że miasto wiele razy traciło swoich obywateli. Po wielokroć się odbudowywało, podnosiło z kryzysów. W jakim momencie znajduje się teraz?
Tomasz Słomczyński by opisać różne oblicza miasta, pokazać nie tylko swoją własną perspektywę, odbył rozmowy z ludźmi związanymi z Sopotem. Zarówno z prezydentem miasta, wiceprezydentką i pierwszymi samorządowcami miasta w wolnej Polsce. Są też opowieści o sławach, które mieszkały w Sopocie, jak choćby znany mojemu pokoleniu autor komiksu „Kajko i Kokosz”, czyli Janusz Christa.
Książka „Sopoty” budzi wspomnienia i zmusza do refleksji. Mnie miasto przyciąga za względu na Literacki Sopot. Uwielbiam przyjeżdżać na festiwal. Mam wtedy własne, prywatne czterodniowe święto, na które czekam, jak pięciolatek na Świętego Mikołaja. Dzięki książce Tomasza Słomczyńskiego inaczej będę patrzyła w tym roku na nieznane do tej pory miejsca, choć przecież wielokrotnie mijane w czasie pobytu w Sopocie. Najlepiej wziąć książkę do ręki i popatrzeć na miasto jeszcze raz.