O współczesnej literaturze rumuńskiej nie wiem za wiele. Nieco się to poprawiło za sprawą tegorocznej edycji Literackiego Sopotu, która była poświecona twórcom tego kraju. Przyjechało wielu pisarzy, a Bogdan-Alexandru Stănescu był jednym z nich. Spotkanie autorskie zachęciło mnie do sięgnięcia po jego powieść pt. „Abraxas”. Książka wyróżnia się już na pierwszy rzut oka grubą oprawą skrywającą między okładkami 600 stron tekstu. Najważniejsze jednak jest, co w tej powieści znajdziemy. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Literacki Sopot
„Inne historie miłosne” – Lucian Dan Teodorovici
Nie czytam romansów, bo ile można czytać słodkich i schematycznych książek o miłości? Napisano o niej tyle, że trudno wymyślić coś nowego. Tyle, że przecież dla każdego miłość chyba jest ważna. W literaturze zwracam jednak przede wszystkim uwagę na to, w jaki sposób się o niej pisze. Rumuński pisarz, Lucian Dan Teodorovici, zdaje sobie sprawę, jak trudny to temat. Mimo to postanowił się z nim zmierzyć poprzez zbiór „Inne historie miłosne”. Książka została zebrana w formie opowiadań, choć w pewnym momencie będziemy mieli wrażenie, że może jest coś więcej niż temat, który łączy te opowieści. Czytaj dalej
„Grzeczne dłonie i Wszystko, co dobre, i wszystko, co złe na świecie” – Ana Dragu, Eduard Dragu
Wychowywanie dzieci nie jest łatwym zadaniem. Rodzic staje przed pewnym wyzwaniem, gdyż ma do czynienia z żywą istotą, na którą wpływa w jakimś stopniu. Nie zawsze wszystko dzieje się zgodnie z naszym wyobrażeniem. Droga bywa trudna, zawsze pojawiają się jakieś wyboje. Co jednak zrobić, gdy tych problemów jest tak ogromna ilość, że aż przytłaczają? Ana Dragau w książce „Grzeczne dłonie” pisze o tym, jak wyglądało wychowywanie dziecka w spektrum autyzmu w Rumunii, jej syn Eduard dodaje do tej publikacji swój rozdział zatytułowany „Wszystko, co dobre, i wszystko, co złe na świecie”. Czytaj dalej
„Śmierć przychodzi nawet latem” – Zsuzsa Bánk
Zsuzsa Bánk jest niemiecką pisarką, która ma węgierskie korzenie. Mieszka we Frankfurcie nad Menem. Jej rodzice uciekli z Węgier w 1956 roku., co jak zobaczymy, będzie miało znaczenie w kontekście książki „Śmierć przychodzi nawet latem”. Przed tym najnowszym tytułem w Polsce ukazały się trzy książki Zsuzsy Bánk: „Pływak”, „Jasne dni”, „Najgorętsze lato”. Wszystkie tłumaczyła Elżbieta Kalinowska. Pisarka za swoją twórczość otrzymała wiele prestiżowych nagród, a „Śmierć przychodzi nawet latem” to moje pierwsze zetknięcie z pisarstwem Zsuzsy Bánk. Czytaj dalej
„W lasach ludzkiego serca” – Antje Rávik Strubel
Antje Rávik Strubel jest niemiecką pisarką. Choć publikuje od ponad dwudziestu lat, do tej pory nie mieliśmy okazji poznać jej twórczości. Książka „W lasach ludzkiego serca” to pierwszy tytuł pisarki, który został przełożony na język polski. Dokonała go Agata Teperek. Antje Rávik Strubel będzie gościem na festiwalu Literacki Sopot i spotka się z czytelnikami 18 sierpnia. Sama wybieram się na to spotkanie, a lubię być przygotowana, więc postanowiłam przeczytać książkę. Po jej lekturze będę więcej rozumiała, gdy rozmowa będzie dotyczyła powieści. Czytaj dalej
„Sopoty” – Tomasz Słomczyński
Kto nigdy nie był w Sopocie? Na Monciaku trzeba pokazać się choć raz w życiu, podobnie jak na Krupówkach, czy przy Neptunie w Gdańsku. Dla mieszkających tu na co dzień sopocian tacy turyści zjeżdżający z całej Polski to pewnie przekleństwo, ale dla wielu również źródło dochodów. Jak to się jednak stało, że właśnie to miasto, jest tak popularne? Dlaczego moja babcia wybierała się do Zoppot, a nie do Sopotu? Tak jakby to była wyprawa do jakiegoś innego kraju, a nie miasta położonego kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu. Tomasz Słomczyński w książce „Sopoty” objaśni nam to miejsce. Nie będzie miało za wiele wspólnego z tym, co dostrzega przeciętny turysta na molo.
Każdy z nas ma swój własny Sopot. Pamiętam doskonale wiele z tych obrazów, które przedstawia Tomasz Słomczyński. Pokazuje Sopot w latach, kiedy byłam dzieckiem. Koncerty w Operze Leśnej mogłam oglądać w telewizji i marzyć o wspaniałym kolorowym świecie, jaki jawił się za szklanym ekranem. Autor książki choć mieszkał w Sopocie, również nigdy nie zasiadał na widowni, ale mógł podziwiać tłumy ciągnące na festiwal. Słuchał dźwięków płynących z Opery Leśnej. Co zatem wspólnego ma obalenie komuny z koncertem Sabriny w Sopocie? Według Tomasza Słomczyńskiego był to już pewien powiew wolności, nadziei, że wkrótce runie dzielący nas od świata mur.
Mieszkam nie tak daleko od morza. Jednak, kiedy przypominam sobie wakacje z dziecięcych lat, to okazuje się, że nie mam we wspomnieniach kąpieli w Sopocie, czy w Trójmieście. Tam się nigdy nie kąpało w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdyż woda w Bałtyku była zbyt brudna. Słabo jak na kurort, ale w czasach PRL-u władze chyba nie za bardzo się przejmowały takimi kwestiami. Odpoczynek był gdzie indziej, np. nad jeziorami, albo na wczasach… pod gruszą.
Sopot powstał oczywiście na długo przed komunizmem w Polsce. Bardzo chciałam poznać tysiącletnią historię tego miasta i oczywiście to otrzymałam. Książki „Sopoty” nie położymy jednak obok tytułów typowo historycznych. Tomasz Słomczyński nastawił się na innego rodzaju narrację. Podkreśla, że każde pokolenie, a nawet każdy z nas ma swój indywidualny Sopot. Z tego całego zbioru szuka wspólnego mianownika. Pokazuje między innymi swój Sopot, miasto w którym autor dorastał i w którym na jego oczach działa się historia, co wiadomo dopiero z perspektywy czasu.
Z jakimi problemami zmagają się współcześni sopocianie? Mogą narzekać na turystów. Nie będą jednak pierwsi. Już w XVI wieku Sopot miał z nimi problem. W tym czasie najbardziej narzekano na Szwedów. Tomasz Słomczyński opowiada, kim byli mieszkańcy miasta na przestrzeni wielu wieków. Poznajemy ludzi, którzy przyczynili się do rozwoju kurortu, upadku, czy zwyczajnie zwykłych mieszkańców próbujących tu przetrwać. Wcale nie było to łatwe. Można powiedzieć, że miasto wiele razy traciło swoich obywateli. Po wielokroć się odbudowywało, podnosiło z kryzysów. W jakim momencie znajduje się teraz?
Tomasz Słomczyński by opisać różne oblicza miasta, pokazać nie tylko swoją własną perspektywę, odbył rozmowy z ludźmi związanymi z Sopotem. Zarówno z prezydentem miasta, wiceprezydentką i pierwszymi samorządowcami miasta w wolnej Polsce. Są też opowieści o sławach, które mieszkały w Sopocie, jak choćby znany mojemu pokoleniu autor komiksu „Kajko i Kokosz”, czyli Janusz Christa.
Książka „Sopoty” budzi wspomnienia i zmusza do refleksji. Mnie miasto przyciąga za względu na Literacki Sopot. Uwielbiam przyjeżdżać na festiwal. Mam wtedy własne, prywatne czterodniowe święto, na które czekam, jak pięciolatek na Świętego Mikołaja. Dzięki książce Tomasza Słomczyńskiego inaczej będę patrzyła w tym roku na nieznane do tej pory miejsca, choć przecież wielokrotnie mijane w czasie pobytu w Sopocie. Najlepiej wziąć książkę do ręki i popatrzeć na miasto jeszcze raz.