„Exitus szpitalis” – Kalina Rut

Exitus szpitalis, Kalina RutPolska służba zdrowia to temat szeroki jak ocean, głęboki jak Rów Mariański. Jeśli chodzi o literaturę, ostatnio modne są publikacje związane z medycyną, ale najwięcej jest książek tłumaczonych, opowiadających o absurdach, jakie przytrafiają się lekarzom w innych krajach, niż nasz. Jednym z takich popularnych twórców jest Adam Kay. W Polsce jednak podobne tytuły też się pojawiają. Na liście bestsellerów jednej z aplikacji z ebookami i audiobookami znajdziemy „Polski SOR” Jana Świtały, ale ja sięgnęłam po książkę „Exitus szpitalis” Kaliny Rut. Jak wygląda życie młodej lekarki w szpitalu?

Kiedy trafiamy pod skrzydła opieki szpitalnej, zmienia się nasz statut społeczny. Tak jak byśmy za murami szpitala stawali się kimś zupełnie innym. Okazuje się, że z perspektywy lekarza wygląda to trochę podobnie. W białym fartuchu wydaje się kimś posiadającym supermoce. Osobą, która niesie pomoc i ratunek potrzebującym. Posiada misję, by przywracać zdrowie chorym. Tak przynajmniej wydaje się wszystkim z zewnątrz, którzy nigdy w szpitalu nie byli (nie licząc porodówki). Kiedy młody absolwent medycyny przekracza próg kliniki, zderza się z bolesną rzeczywistością.

W „Exituus szpitalis” oglądamy właśnie takich ludzi: pełnych ambicji i wzniosłych idei. Jednak ich energia i pozytywne nastawienie szybko się ulatniają. Przychodzi proza życia. Młody człowiek zamienia się w kogoś, kto ma pracować ponad siły, tyle godzin ile wytrzyma, albo trochę więcej. Zderza się z najróżniejszymi ludźmi na oddziale, ale przełożeni niekiedy wcale się nie różnią od szalonych pacjentów. A tu jeszcze trzeba przygotować się do egzaminów, skończyć specjalizację. Jeśli jesteś kobietą, pragnącą mieć dzieci, to trudno się spotkać z własnymi potomkami, tak wiele czasu trzeba poświęcić szpitalowi.

Nie będę opisywać absurdów polskiej służby zdrowia. Kalina Rut pokaże je nam w całej okazałości. Trudno w szpitalach znaleźć kogoś na miarę serialowego dr House, nie o tym jest ta książka. O naszej medycynie najlepiej napisać w taki sposób, by dało się to jakoś znieść. Dobrym sposobem będzie humor. Właśnie taką drogę wybrała Kalina Rut. W „Exitus szpitalis” zobaczymy młodą lekarkę, którą spotykają mało przyjemne sytuacje. Autorka posługuje się ironią oraz absurdem. Język, jakiego używa, ma nas bawić i rzeczywiście tak się dzieje. Kalina Rut lubi stosować hiperbole i czarny humor. Dzięki temu łatwiej nam przejść przez opisywaną rzeczywistość i nie popaść w rozpacz, gdy pomyślimy o tym, co nas czeka w szpitalach. Śmiejemy się, ale z czasem przychodzi refleksja. Jak odnaleźć złoty środek w pracy lekarza? W „Exitus szpitalis” widzimy, jak trudno to osiągnąć, ale w tej opowieści nie zabraknie pewnych zwrotów akcji, które zmienią perspektywę ukazywaną przez bohaterkę. Przed laty lubiłam słuchać audycji radiowej „Z pamiętnika młodej lekarki” autorstwa Ewy Szumańskiej. W „Exitus szpitalis” satyra prowadzi nas w nieco innym kierunku. Mamy do czynienia z powieścią, czyli historią fikcyjną, ale i tak czytelnik odnosi wrażenie, że Kalina Rut jest tak blisko polskich realiów, jak tylko się da. Nawet humor i satyra nas od nich nie oddala.

    • Wcale się nie dziwię, gdyż książka „Exitus szpitalis” nie jest dostępna w największych księgarniach. Widziałam, że można ją kupić ze strony Wydawnictwa Seqoja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *