Tanya Talaga jest dziennikarką śledczą pracującą dla „Toronto Star”. Autorka książki „Siedem opadłych piór” zajęła się problemem, jaki dotknął rdzennych mieszkańców Kanady. W książce zobaczymy, co wspólnego mają niewyjaśnione zgony siedmiorga uczniów w Thunder Bay, z rasizmem. Autorka książki jest Kanadyjką posiadającą korzenie rdzenne i polskie. Jej przodkowie pochodzących z First Nations uczęszczali do szkoły rezydencjalnej, o której między innymi opowie autorka.
Zacznę od tego, że czytając książkę Tanyi Talagi, miałam w pamięci inną, napisaną przez Joannę Gierak-Onoszko. Reportaż „27 śmierci Toby’ego Obeda” poruszył wielu czytelników. Pokazał nam, jak traktowano rdzennych mieszkańców Kanady w szkołach z internatem i sierocińcach. Dziennikarka kanadyjska podejmuje podobny temat. Poprzez historie kilkorga dzieci, pokazuje, że wciąż wiele jest do zrobienia w kwestii równego traktowania ludzi, zwłaszcza tych osób, którzy mają inny kolor skóry, niż biały.
Łatwo sobie wyobrazić surowe i zimne miejsca, w których żyją i żyli rdzenni mieszkańcy Kanady. Gorzej, gdy wyobrazimy sobie rodziny, którym zabierano dzieci siłą, po to by wychować je zgodnie z koncepcją edukacyjną białych. Kultura rdzennych mieszkańców nie cieszyła się poważaniem, również języki Pierwszych Narodów nie były uważane za istotne. Trudno sobie wyobrazić, że rdzenni mieszkańcy Kanady, stanowią niewielki odsetek ludności tego kraju. W Thunder Bay jest ich aż 10%. To jednak właśnie tu w niewyjaśnionych okolicznościach zmarło siedmioro młodych ludzi. Łączyło ich to, że należeli do First Nations. Jethro Anderson, Curran Strang, Paul Panacheese, Robyn Harper, Reggie Bushie, Kyle Morrisseau i Jordan Wabasse są tymi uczniami uczęszczającymi do szkoły w Thunder Bay, którzy zginęli w latach 2000–2011. Co się z nimi stało?
Autorka książki w 2011 roku postanowiła porozmawiać o nadchodzących wyborach ze Stanem Beardym, Wielkim Wodzem NAN, organizacji politycznej reprezentującej społeczności rdzennych mieszkańców Kanady. Ten jednak zachowywał się dziwnie, gdyż nie odpowiadał na jej pytania, a tylko wspominał Jordana Wabasse, zaginionego ucznia. Ta zmiana tematu zmusiła dziennikarkę, by przyjrzała się właśnie tej sprawie.
Tanya Talaga pisze także o szkołach rezydencjalnych, w których kształcono dzieci dosłownie wyrwane z domów rodzinnych. Trudno uwierzyć, że ostatnią taką placówkę zamknięto w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Przez sto trzydzieści lat kolejne pokolenia rdzennych dzieci zaznawały tam wiele cierpienia. Nic dziwnego, że ludzi zaliczanych do First Nations nazywa się ocaleńcami. Widzimy w tej książce, że polityka kolonialna skutecznie przyczyniała się do zagłady tubylców.
Przez pryzmat kolejnych siedmiu żyć, oglądamy jak współcześnie wygląda sytuacja rdzennych mieszkańców Kanady. Z jakimi problemami się zmagają, z jakimi ograniczeniami muszą się liczyć. Choć rząd posiadał dobrą wolę, zapowiadał poprawę sytuacji, to rasizm wciąż jest obecny. Tanya Talaga przeprowadza nas przez tę trudną rzeczywistość, z jaką musi się zderzyć każdy nastolatek rdzennej krwi. Dlaczego jednak tak wielu kosztowało to życie? Na pytanie, co rzeczywiście stało się ze zmarłymi uczniami, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tanya Talaga buduje pewien obraz rzeczywistości, przedstawia fakty, dzięki któremu może my wyrobić sobie pewne zdanie na ten temat. Dostrzegamy, jak złożone są poruszone przez nią kwestie i jak wiele wymagają pracy odgórnej o oddolnej. Rasizm nie zniknie w kilka chwil, ale ważne jest, żeby nie było przyzwolenia na krzywdzenie innych. W książce „Siedem opadłych piór” odbiorca musi się mierzyć ze wstrząsającymi i brutalnymi faktami. Trudno przejść obok tego obojętnie i myślę, że niejeden czytelnik będzie musiał odłożyć co jakiś czas tę książkę, gdyż podczas lektury pojawi się wiele trudnych emocji.