Tym razem książka dla dzieciaków, ale takich, które mają już nieco ukształtowane gusta czytelnicze. Powieść: „Detektyw Max. Klątwa pradawnej maski” Simona Chesire kierowana jest do tych młodych odbiorców, którzy lubią rozwiązywać zagadki.
Tytułowy bohater Max Smart pozornie jest zwykłym dzieciakiem, jakich mnóstwo wokoło. Chodzi do szkoły, ma rodziców. Z tym, że jego tata uwielbia powieśći kryminalne, a Max nimi żyje. Dlatego chłopak postanowił zostać kimś na wzór Sherlocka Holmesa. Tylko nie posiada asystenta. Owym pomocnikiem ma być właśnie osoba czytająca tę powieść. Dziesięciolatek posiada nawet swoje biuro z fotelem do myślenia. Tak naprawdę jego siedziba jest zwykłą szopą, na której bohater zawiesił tabliczkę: „Detektyw Max. Nie przeszkadzać”.
Pierwszą zagadkę, którą ma rozwiązać, jest tytułowa „Klątwa pradawnej maski”. Koleżanka z klasy zleciła mu zadanie, gdyż odkąd jej ojciec kupił podczas wyjazdu służbowego tę pamiątkę, zaczęły się kłopoty całej rodziny. Jaki związek ma maska z najnowszą technologią? Czy chłopiec rozwikła tajemnicę?
Kolejny problem miał miejsce w szkole. Uczniowie – jak co roku – mają napisać esej na konkurs. Najciekawsza praca zostanie nagrodzona laptopem. Dzieciaki pracują z mozołem i wielkim trudem, by zdobyć nagrodę. Znajduje się jednak ktoś nieuczciwy, który próbuje likwidować konkurencję, niszcząc kolejne prace. Dołącza za każdym razem swój podpis: Purpurowy Mściciel. Czym jest ta purpurowa substancją, za pomocą której likwidowane są kolejne prace? Czy Max znajdzie podejrzanego?
Ostatnia zagadka dotyczy pewnej feralnej spinki, którą zgubiła niezwykle wredna starsza pani. Oskarża ona jedną z koleżanek detektywa o kradzież, grozi nawet wezwaniem policji, jeśli za kilka dni cenna spinka się nie znajdzie. Max znowu musi użyć swego sprytu, by uratować przyjaciółkę Hortensję.
Jak widać, powieść podzielono na trzy części. Dzięki temu nawet początkujący miłośnik historii detektywistycznych, może się wykazać inteligencją i świetnie się bawić. Max próbuje nawet nawiązać kontakt z odbiorcą, dając nam pewne podpowiedzi. Wszystkie trzy zagadki nie są trudne, ale trzeba dokładnie analizować fakty, przeprowadzać skomplikowane operacje umysłowe, by rozwikłać zadania. Maxowi udaje się za każdym razem, więc nawet jeśli sobie nie radzimy, detektyw dokładnie przeprowadzi przed nami swoje przypuszczenia, rozważania, pokaże nam poszlaki, a wreszcie dowody. Przy okazji pomaga swoim kolegom, dlatego niemal wszyscy go lubią.
„Detektyw Max” jest napisany tak, by wciągać czytelnika do zabawy. Każda przygoda powoduje, że nie możemy doczekać się końca i rozwikłania zagadki. Oprócz tego książka zmusza odbiorcę do myślenia. Moim małym domownikom się spodobała. Chociaż więcej zrozumiała ośmiolatka, za to pięciolatek bardziej się utożsamiał z głównym bohaterem. Myślę, że najlepszymi adresatami tej powieści będą dzieciaki od trzeciej, czwartej klasy, ponieważ mają tyle lat, co Max i doskonale zrozumieją jego świat.
Pingback: Detektyw Max. Kły smoka – kryminał S. Cheshire dla dzieciaków | Czytam, bo chcę i już