Dzieciaki mają wakacje, na szczęście nie zapominamy o wieczornych lekturach. Trudno czasem wybrać książkę, bo syn i córka domagają się różnych historii. Tym razem wybór padł na powieść detektywstyczną. „Detektywa Maxa” Simona Cheshire dzieciaki już znają z „Klątwy pradawnej maski”, więc sięgnęliśmy po kolejny tom, noszący tytuł „Kły smoka”.
W książce mowa o trzech śledztwach, które ma rozwiązać Max. Pierwsze dotyczy „Grobowca śmierci”, czyli zaginionego, niezwykle cennego komiksu, ktory znika z sejfu, choć nie ma śladów włamania. Następnie poszukiwany jest „Skarb z ulicy Cmentarnej”. Trzecią, ostatnią sprawą, są „Kły smoka”.
Młody detektyw będzie rozwiązywał zagadkę dwóch włamań oraz poszukiwał skarbu. Przyznam, że zagadki wcale nie są tak proste – w końcu dla młodszych odbiorców – jak by można sądzić. Trzeba się mocno nagłówkować, żeby je rozwikłać. Podobie jak w pierwszej części, Max traktuje czytelnika jak swego partnera. Naprowadza nas, podsuwa rozwiązania, żebyśmy i my pomyśleli nad sprawami.
Najardziej wciągnęła dzieciaki historia poszukiwania skarbu. Tu Maxowi Smartowi przydała się pomoc przyjaciół. Choć Max działa sam, nie jest samotny, ponieważ jego niezwykły umysł pomaga mu też w zdobywaniu przyjaciół. Jednak – podobnie jak każdy detektyw – ma jednego zaciekłego wroga, z którym jedna z tajemniczych zagadek będzie powiązana. Odpowiednikiem Moriartego będzie kolega z klasy, Kamil Orłowski.
Książka dla młodszej młodzieży zainteresowała już i pięciolatka, który bardzo chętnie utożsamiał się z Maxem. Śledził zagadki, dopytywał, ale jednak starsza, bo ośmioletnia siostra, rozumiała więcej z tych historii. Detektyw posiada pewną wiedzę historyczną, matematyczną, w końcu jest bystry, dlatego myślę, że książkę można polecać dzieciakom od czwartej klasy szkoły podstawowej. Ważne, że historie zmuszają do myślenia, dzięki temu każdy odbiorca chce podążać krok w krok za detektywem, jak dr Watson. Tyle, ze historie odwołują się do rzeczywistości kilkunastolatków, więc dotyczą szkoły, podwórka, kolegów, czy rodzeństwa. Istotne jest też to, że śledztwa do końca trzymają w napięciu. Powieść podzielono na trzy sprawy, nie ma więc w niej dłużyzn, a to zachęca do czytania. Mogę tylko się przyczepić do tego, że niektóre nazwiska są tłumaczone na język polski, a inne nie – jest np. pani Pędzel, a Max nosi nazwisko Smart….




