„Upiór” – Maciej Siembieda

Upiór, Maciej SiembiedaPodczas spotkania autorskiego z Maciejem Siembiedą w lutym, w którym brałam udział, pisarz zdradził nam, że jego najnowsza powieść będzie związana z cyklem z Jakubem Kanią. Oczywiście wzbudziło to ogromny entuzjazm, ale autor jeszcze bardziej pobudził naszą ciekawość tym, że w tej historii dotyka problemu tafofobii oraz opowiada o pewnym polskim pisarzu, laureacie Literackiej Nagrody Nobla, który mierzył się lękiem przed pogrzebaniem żywcem. Właśnie tym jest wspomniana tafofobia.

„Upiór”, bo o tym tytule będzie mowa, zaczyna się od niezwykle dramatycznego momentu. Podczas treningu Jakuba Kani na pływalni, dochodzi do wypadku. Ratownik zauważa ciało na wodzie. Natychmiast podejmuje ratunek, wyciąga z  basenu mężczyznę i długo go reanimuje, ale nieskutecznie. Po przybyciu karetki i ratowników medycznych akcja jest kontynuowana. Człowiekiem, którego próbują uratować, jest sam Jakub Kania.

W kolejnej scenie widzimy ostatnie pożegnanie mężczyzny. Okazuje się, że w trumnie spoczywa ciało zupełnie innej osoby. Nie byłoby może wielkiej afery, gdyby nie fakt, że owym zmarłym był znany polityk. Zakład pogrzebowy, w którym doszło do tej nieprofesjonalnej sytuacji, musi grubo się tłumaczyć. Skandal w ekskluzywnym Domu Pogrzebowym Kopczyńskich nie służy jego właścicielce. Jak mogło dojść do takiej pomyłki w miejscu, które miała nienaganną opinię przez ostatnich dwadzieścia lat swojego istnienia?

Poznajemy historię rodziców Beaty Kopczyńskiej, którzy założyli zakład pogrzebowy. Opowieść się rozwija, ale czytając „Upiora” wciąż zastanawiamy się, gdzie jest Kuba? Główny bohater, najlepszy śledczy Hathoru, były prokurator IPN i ekspert od rozwiązywania najtrudniejszych spraw, zwłaszcza historycznych, znika. Zastanawiamy się, co się z nim stało po wydarzeniach na pływalni, ale na odpowiedź trzeba będzie długo czekać, choć cała sytuacja bez wątpienia pobudza ciekawość i skraca noc (jeśli zdecydujemy się na czytanie wieczorem).

Maciej Siembieda, mistrz budowania napięcia, intryguje nas swoją powieścią i z rozrywkowego śledztwa prowadzonego przez pracownika agencji ubezpieczeniowej „Hathor”, przekształca się w coś więcej. Widzimy barwne, choć niekoniecznie bezpieczne i prawe, lata przełomu w Polsce. Poznajemy niuanse związane z prowadzeniem domu pogrzebowego, a także sporo dowiadujemy się na temat wspomnianej wcześniej tafofobii. Śledzimy w napięciu fikcyjną historię, ale Maciej Siembieda nie byłby sobą, gdyby nie wplatał wydarzeń, które naprawdę miały miejsce. Odbrązawia nam też nieco postać słynnego autora „Chłopów”.

„Upiór” jest powieścią, którą można spokojnie czytać bez znajomości poprzednich części cyklu. Okazuje się, że historia z Jakubem Kanią może się toczyć, nawet jak zniknie nam z oczu główna postać. Maciej Siembieda potrafi pisać tak, by zachwycić odbiorcę zarówno zagadką, jak i samym stylem oraz kunsztem pisarskim. Stosuje ironię, a sama intryga poprowadzona jest tak, byśmy do ostatnich stron nie mogli się oderwać od fabuły. Nie mogę za wiele zdradzać, by nie odbierać przyszłemu odbiorcy przyjemności z odkrywania kolejnych elementów układanki. Zapewniam jednak, że nawet znawcy historii nie raz będą przecierać oczy ze zdumienia. Dobrze, że w posłowiu Maciej Siembieda wyjaśnia na jakich prawdziwych wydarzeniach oparł swą historię, więc można skonsultować własną wiedzę z tym, co opisał autor. Mistrz wplatania prawdziwych wydarzeń w sensacyjną intrygę jest jeden. Wiadomo: Maciej Siembieda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *