Książka Isabelle Lafléche „Kocham Nowy Jork” na pierwszy rzut oka może przywoływać skojarzenia z powieścią „Diabeł ubiera się u Prady”, czy serialem „Ally McBeal”. Jednak w historii opowiedzianej przez autorkę, coś innego będzie tematem przewodnim.
Przywoływany przeze mnie serial nawiązuje do „Kocham Nowy Jork” w ten sposób, że główna bohaterka historii wymyślonej przez Lafléche również z zawodu jest prawniczką. Z kolei z powieścią „Diabeł ubiera się u Prady” łączy książkę to, że Catherine uwielbia modę. I to tyle. No może jeszcze bezwzględny świat korporacji.
Trzydziestokilkulatka – Catherine – prawniczka z Paryża, rozpoczyna pracę w Nowym Jorku. Miejsce do którego trafia, stanowi obiekt marzeń wielu ambitnych prawników, jednak właśnie przebojowej Francuzce się udaje. Wreszcie ma Nowy Jork na wyciągnięcie ręki z jego nocnym życiem, najwspanialszymi sklepami. Tyle, że nie może za bardzo z tego korzystać. Musi niemal cały czas pracować. Poznaje więc miasto z perspektywy sklepów z kawą, kancelarii, czy bankietów prawniczych – niekoniecznie z wymarzonym towarzystwem.
Bohaterka poddaje się tej niemal niewolniczej pracy, ponieważ chciałaby zostać partnerem w kancelarii. Na chwilę postanawia zapomnieć o życiu prywatnym, by osiągnąć cel. Jednak jej wspaniały asystent hinduskiego pochodzenia – Rikash, znający się na modzie jeszcze lepiej niż Catherine, będzie co jakiś czas odciągał od pracy swoją szefową.
Historia ambitnej prawniczki składa się z elementów, które doskonale już znamy. Młoda atrakcyjna kobieta, wspaniałe kreacje, kariera… A jednak nie jest to historia próżnej i płytkiej kobiety, która pnie się po szczeblach kariery za wszelką cenę, a przy okazji zdobywa najatrakcyjniejszego mężczyznę, ubiera się w najlepszych sklepach, bo przecież myśli tylko o kreacjach znanych projektantów. Trochę próżności będzie, romanse też się pojawią, jednak coś innego chce nam przekazać Izabelle Lafléche.
Z grubsza, tylko pobieżnie przeglądając tę powieść, można odnieść wrażenie, że książka została napisana dla tych, którzy chcieliby zapomnieć o szarej rzeczywistości i przyjrzeć temu niedostępnemu większości światu. Kto z nas ma możliwość, by ubierać się w najlepszych domach mody, czy pracować wśród prawniczych rekinów?
Bajka? Może troszkę tak, tyle że opowiada o kulisach świata prawniczego na najwyższych szczeblach. O tym jak ciężko trzeba pracować w korporacjach, otrzymując w zamian tylko pieniądze i ile trzeba poświęcić w imię kariery. A ta ostatnia jest możliwa jedynie wtedy, gdy wiemy jak prowadzić intrygi oraz potrafimy podporządkować się właściwym osobom. A nawet wówczas stanowimy tylko maleńki trybik w olbrzymiej machinie. Na dodatek taki, który łatwo da się zastąpić.
Czy piękna paryżanka, kochająca modę, odnajdzie się w takim świecie? Jak połączyć walkę o karierę z poczuciem szczęścia? Pracując kilkanaście godzin na dobę trudno poznać kogoś bliskiego, jeszcze trudniej się z nim spotykać.
Powieść Lafléche świetnie się czyta. Akcja wciąga, niekiedy przypomina kryminał sensacyjny. Autorka miała zamiar zadowolić szerokie rzesze odbiorców. Będzie intryga miłosna, afery finansowe, wielki świat i francuska moda. Pisarka nie zapomniała, że wtłoczyła Catherine w świat prawniczy, więc sporo tu żargonu tej grupy zawodowej, dzięki czemu rzeczywistość staje sie bardziej wiarygodna. Ubierając swoją powieść w modne opakowanie, na szczęście nie zapomniała, by dać czytelnikowi jakieś głębsze przesłanie. Ów świat wcale nie będzie tak piękny, jak mogłoby się wydawać z daleka. Teraz czekam na drugą część, bo akcja kolejnej książki Isabelle Lafléche będzie rozgrywała się w moim ukochanym Paryżu.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za powieść.
Myślę, że to byłaby dobra książka na niezobowiązująca letnią lekturę. Choć tak naprawdę… to ja od lat marzę o wycieczce do NYC 🙂
Dobrze, że chociaż można poczytać o takim miejscu. Chociaż preferuję Paryż…
Ciekawe czy moja biblioteka zakupi tę książkę, bo w tym roku jakoś z nowościami trochę krucho 😉
Książka miała niedawno premierę, więc jeszcze jest spora szansa 🙂
Heh, tak się składa, że wygrałem tę książkę, ale póki co leży sobie spokojnie na półce. Przyznam, że nie jestem fanem „odmóżdżaczy”, czy „lekkich, niezobowiązujących lektur”, więc raczej ją sobie odpuszczę 🙂
Choć nie lubię dzielić literatury ze względu na płeć, po tę książkę sięgną raczej kobiety. Zawsze można komuś podarować, kogo ona zainteresuje…