Paryż kojarzy mi się ze sztuką i modą. Czy dzisiaj stolica Francji jest nadal miejscem, gdzie znajdziemy największe sławy ze świata kultury i najwybitniejszych projektantów to już inna kwestia. Choć nie podążam za nowinkami ze świata mody, lubię poznawać ciekawe postacie. Wielu projektantów właśnie do takich osób się zalicza. Niedawno czytałam książkę „Dom Gucci”. Autorka, Sara Gay Forden, przedstawiła w niej historię tego domu mody i rodziny. Jednak „Merci, monsieur Dior” Agnès Gabriel to książka zupełnie inna. Przede wszystkim otrzymujemy powieść. Czytaj dalej
Archiwa tagu: moda
„Mademoiselle Coco. Miłość zaklęta w zapachu” – Michelle Marly
Trudno uwierzyć, że jeden z najsłynniejszych zapachów wkrótce będzie obchodził stulecie powstania. Chodzi o perfum Chanel No 5, który pokochało wiele pokoleń kobiet. Jak doszło do jego narodzin? Dlaczego Gabrielle Chanel, słynna projektantka mody oraz ikona stylu, dała kobietom właśnie taki zapach? Coco Chanel pokazała, że nie trzeba iść z góry ustalonym szlakiem. To jej zawdzięczamy rewolucję, nie tylko jeśli chodzi o kanon i zasady szyku. Właśnie takie kobiety, jak Chanel pokazały, że kobiety mogą być sobą. Czytaj dalej
„Niedorajda” – Michał Rusinek
Kim jest niedorajda? Po pierwsze to osoba niezręczna, po drugie niezdarna. W książce Michała Rusinka mamy do czynienia z osobą poszukującą rady. W końcu sukces poradników właśnie z tego się bierze. Szukamy sposobów na powodzenie w każdej dziedzinie życia. Od metod na skuteczne podrywanie, poprzez leczenie, bycie mężczyzną czy paryżanką. Wielu rzeczy już nie dowiadujemy się od starszych od nas: rodziców czy dziadków, wolimy sięgnąć po odpowiednią książkę. Czy rzeczy, których dowiadujemy się z poradników są warte uwagi? Czytaj dalej
„Księga stylu Coco Chanel” – Karen Karbo
Jeśli ktoś choć raz był w Paryżu, zaraz zwróci uwagę na paryski szyk. Wystarczy przejść się ulicą, aby natychmiast wyłowić wzrokiem paryżanki, które tak bardzo różnią się od turystów. W ubiegłym wieku Paryż był nie tylko miastem mody, ale i artystyczną stolicą świata. Dzisiaj traktujemy ubrania niemal jak dzieła sztuki, między innymi za sprawą takich artystek jak Coco Chanel, która oprócz pięknych ubrań dała kobietom wolność…
Książka Karen Karbo: „Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą” nieco mnie wywiodła w pole. Spodziewałam się typowego poradnika, na który nawet nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie to słynne nazwisko w tytule. A tu otrzymałam też biografię Coco Chanel, która według mnie jest bardzo ciekawą postacią, więc to właśnie jej wolałam się przyjrzeć a modzie przy okazji.
Amerykańska autorka Karen Karbo specjalizuje się w pisaniu biografii znanych postaci: np. Audrey Hepburn, Julii Child. Oprócz tego publikuje artykuły w znanych pismach: „Elle”, „Vogue”, „New York Times”. Mnie zaskoczyło w książce „Księga stylu Coco Chanel” niezwykle nowoczesne podejście do tematu.
Publikacja nie jest w zasadzie stricte biografią, czy poradnikiem – a ich połączeniem. Znajdziemy w niej przemyślenia autorki na temat stylu Coco Chanel, a przy okazji niejako poznajemy życie tytułowej bohaterki, jej drogę na sam szczyt. Przecież taka kariera dziecka wychowanego w sierocińcu przez siostry zakonne nie była realna. W tamtych czasach biedne dziewczyny chcąc osiągnąć sukces często kończyły zwyczajnie na ulicy. Na początku XX wieku niewiele było dróg, którymi mogła podążyć młoda kobieta. Najłatwiejszą było zamążpójście. Tylko, że żaden dobrze sytuowany mężczyzna nie pozwoliłby sobie na mezalians i nie poślubiłby dziewczyny źle urodzonej.
Coco Chanel, żeby przetrwać, musiała stać się silną osobą, wręcz hardą. Dzięki temu zdołała osiągnąć cel – stała się niezależną kobietą. Aby tego dokonać potrzebowała pomocy… mężczyzn. Karen Karbo wymienia nie tylko kochanków Chanel, ale pokazuje, co od każdego z nich otrzymała. Jej największą miłością był Boy Capel. On dał jej pożyczkę, dzięki której mogła otworzyć Chanel Modes, gdzie sprzedawała zaprojektowane przez siebie spódnice i kardigany. Jako, że wybuchła I wojna światowa ten pierwszy dom mody był w Deauville, ale to właśnie tam uciekły wszystkie (bogate) paryżanki.
Tak zaczęła się kariera Coco Chanel. Ona właśnie wyzwoliła kobiety z wielkich i niewygodnych kapeluszy, dając im w zamian słomkowe, czy w marynarskim stylu. Pozwoliła kobietom oddychać pełną piersią odrzucając gorsety, wreszcie mogły czuć się swobodnie. Coco postawiła na wygodę, a to była rewolucja. Dzięki niej mamy „małą czarną”, ubrania z dżerseju, kardigany, stroje sportowe, czy słynne żakiety. Do tego dochodzą perfumy. Któż nie słyszał o Chanel No. 5?
Karen Karbo opowiada o tym jak być elegancką opierając się przede wszystkim na biografii Coco. Tyle, że tytułowa bohaterka uwielbiała konfabulować. Po latach powstała pewna legenda, z której trudno oddzielić prawdę od kłamstwa. Autorka szuka dla współczesnych kobiet złotego środka w drodze do określenia własnego, indywidualnego stylu. Nie każe nam wybierać najdroższych ubrań, z najnowszych kolekcji. Pozwala nam być taką jak Chanel – niezależną i wolną
Książka „Księga stylu Coco Chanel” może być też historią o kobiecie, która całe życie szukała wolności. Nigdy nie wyszła za mąż, bo – jak powiedziała: „Małżeństwa zawiera się dla bezpieczeństwa i prestiżu. Mnie to nie interesuje”. Dzięki takim kobietom jak one, możemy wybierać, kim chcemy być oraz jak chcemy się ubierać.
Autorka starała się w książce połączyć biografię z poradnikiem. Jako miłośniczce historii bardziej interesowało mnie samo życie Chanel, więc na początku byłam nieco zdezorientowana. Styl Karen Karbo z pewnością przemówi do młodych kobiet, które chcą podczas czytania się dobrze bawić, gdyż autorka stara się pisać w sposób ironiczny i dowcipny. Ma dystans zarówno do głównej bohaterki oraz do samej siebie. Dlatego, choć książka jest pozornie lekka, pokazuje, jak wiele pracy trzeba włożyć, by osiągnąć wymarzony cel. Odrobina szczęścia też się przyda…
Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Literackiemu.
O modzie i urodzie: „Lekcje Madame Chic” J. L. Scott
Niewiele wspólnego mam z modą. Wiem, że istnieje. Żyjemy sobie gdzieś tam obok siebie i staramy nie wchodzić sobie w drogę. Co innego francuski szyk i uroda. Podziwiam podejście Francuzek do tego tematu. Dlatego sięgnęłam po książkę Jenifer L. Scott pt. „Lekcje Madame Chic”, by zobaczyć, czego Amerykanki chcą się nauczyć od paryżanek.
Jennifer L. Scott podczas wymiany studenckiej przez jakiś czas mieszkała w paryskim domu, w słynnej szesnastej dzielnicy. Tam mogła obserwować nieco arystokratyczne zwyczaje jej mieszkańców i czerpać całymi garściami z ich zasad.
Książka „Lekcje Madame Chic” uczą jak zostać damą w XXI wieku. Autorka w prosty sposób podaje kilka zasad, które mają pomóc – przede wszystkim młodym kobietom – w tym, by stać się osobą z klasą. Co ciekawe, zadań do zapamiętania nie ma zbyt wiele. Za to są takie, że można dzięki nim poczuć się znacznie lepiej. Oto kilka przykładów:
- Nie podjadaj.
- Pozwól, żeby czasem zaburczało ci w brzuchu, to pobudzi twój apetyt.
- Zdefiniuj swój styl, a unikniesz kłopotów podczas kupowania nowych ciuchów.
- Noś tylko te ubrania, które lubisz, w których świetnie wyglądasz i które odzwierciedlają to, kim jesteś.
- Nigdy nie odkładaj swoich najlepszych ubrań „na poźniej”. Noś je już dzisiaj. Na co czekasz?
Autorka poradnika uczy jak poczuć się gustownie we własnej skórze. Jej propozycje są proste, a wynikają z obserwacji stylu Francuzek. Wnioski mogą być inspirujące. Pod warunkiem, że ma się ochotę coś w sobie zmienić.
Przyznam, że podchodziłam ze sporym dystansem do książki „Lekcje z Madame Chic”. Oczywiście nie mam zamiaru polecać tego poradnika komuś, kto ma akurat ochotę na lekturę z górnej pólki. Tu mamy do czynienia z zabawnie napisaną książką o tym, jak stać się bardziej wytrwałą w dążeniu do określania własnego stylu.
Na szczęście autorka pisząc tę książkę miała olbrzymi dystans do siebie. Jako Amerykanka, niewiele wiedziała o Francji, choć przyjechała tu studiować. Przy okazji tej lektury widać, co mieszkańcy USA sądzą o Europie…
„Lekcje Madame Chic” można przeczytać, żeby wprowadzić w swoje życie trochę zasad wypróbowanych przez Francuzki. Oczywiście warto podejść do tego z dystansem. Przecież nie trzeba przyjmować wszystkiego, a wybrać jedynie to, co akurat nam pasuje. Np. jedna z rad była taka, żeby ograniczyć garderobę do dziesięciu ubrań – za to świetnej jakości – pewnie niewiele osób dałoby się na to namówić. Przyznam, że parę razy byłam w Paryżu i to co napisała autorka ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jej obserwacje są jak najbardziej prawdziwe.
Po lekturze „W Paryżu dzieci nie grymaszą” P. Druckerman zastanawiałam się, do którego modelu nam bliżej: francuskiego, czy amerykańskiego? Muszę z pewnym żalem stwierdzić, że dominuje jednak ten ostatni. Jennifer L. Scott pokazuje jak diametralnie z nim zerwać. Bo kto nie chce być szykowny? Gdzieś w głębi w każdym z nas tkwi potrzeba dobrego smaku…
Za poradnik dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
Kocham Nowy Jork – I. Lafléche
Książka Isabelle Lafléche „Kocham Nowy Jork” na pierwszy rzut oka może przywoływać skojarzenia z powieścią „Diabeł ubiera się u Prady”, czy serialem „Ally McBeal”. Jednak w historii opowiedzianej przez autorkę, coś innego będzie tematem przewodnim.
Przywoływany przeze mnie serial nawiązuje do „Kocham Nowy Jork” w ten sposób, że główna bohaterka historii wymyślonej przez Lafléche również z zawodu jest prawniczką. Z kolei z powieścią „Diabeł ubiera się u Prady” łączy książkę to, że Catherine uwielbia modę. I to tyle. No może jeszcze bezwzględny świat korporacji.
Trzydziestokilkulatka – Catherine – prawniczka z Paryża, rozpoczyna pracę w Nowym Jorku. Miejsce do którego trafia, stanowi obiekt marzeń wielu ambitnych prawników, jednak właśnie przebojowej Francuzce się udaje. Wreszcie ma Nowy Jork na wyciągnięcie ręki z jego nocnym życiem, najwspanialszymi sklepami. Tyle, że nie może za bardzo z tego korzystać. Musi niemal cały czas pracować. Poznaje więc miasto z perspektywy sklepów z kawą, kancelarii, czy bankietów prawniczych – niekoniecznie z wymarzonym towarzystwem.
Bohaterka poddaje się tej niemal niewolniczej pracy, ponieważ chciałaby zostać partnerem w kancelarii. Na chwilę postanawia zapomnieć o życiu prywatnym, by osiągnąć cel. Jednak jej wspaniały asystent hinduskiego pochodzenia – Rikash, znający się na modzie jeszcze lepiej niż Catherine, będzie co jakiś czas odciągał od pracy swoją szefową.
Historia ambitnej prawniczki składa się z elementów, które doskonale już znamy. Młoda atrakcyjna kobieta, wspaniałe kreacje, kariera… A jednak nie jest to historia próżnej i płytkiej kobiety, która pnie się po szczeblach kariery za wszelką cenę, a przy okazji zdobywa najatrakcyjniejszego mężczyznę, ubiera się w najlepszych sklepach, bo przecież myśli tylko o kreacjach znanych projektantów. Trochę próżności będzie, romanse też się pojawią, jednak coś innego chce nam przekazać Izabelle Lafléche.
Z grubsza, tylko pobieżnie przeglądając tę powieść, można odnieść wrażenie, że książka została napisana dla tych, którzy chcieliby zapomnieć o szarej rzeczywistości i przyjrzeć temu niedostępnemu większości światu. Kto z nas ma możliwość, by ubierać się w najlepszych domach mody, czy pracować wśród prawniczych rekinów?
Bajka? Może troszkę tak, tyle że opowiada o kulisach świata prawniczego na najwyższych szczeblach. O tym jak ciężko trzeba pracować w korporacjach, otrzymując w zamian tylko pieniądze i ile trzeba poświęcić w imię kariery. A ta ostatnia jest możliwa jedynie wtedy, gdy wiemy jak prowadzić intrygi oraz potrafimy podporządkować się właściwym osobom. A nawet wówczas stanowimy tylko maleńki trybik w olbrzymiej machinie. Na dodatek taki, który łatwo da się zastąpić.
Czy piękna paryżanka, kochająca modę, odnajdzie się w takim świecie? Jak połączyć walkę o karierę z poczuciem szczęścia? Pracując kilkanaście godzin na dobę trudno poznać kogoś bliskiego, jeszcze trudniej się z nim spotykać.
Powieść Lafléche świetnie się czyta. Akcja wciąga, niekiedy przypomina kryminał sensacyjny. Autorka miała zamiar zadowolić szerokie rzesze odbiorców. Będzie intryga miłosna, afery finansowe, wielki świat i francuska moda. Pisarka nie zapomniała, że wtłoczyła Catherine w świat prawniczy, więc sporo tu żargonu tej grupy zawodowej, dzięki czemu rzeczywistość staje sie bardziej wiarygodna. Ubierając swoją powieść w modne opakowanie, na szczęście nie zapomniała, by dać czytelnikowi jakieś głębsze przesłanie. Ów świat wcale nie będzie tak piękny, jak mogłoby się wydawać z daleka. Teraz czekam na drugą część, bo akcja kolejnej książki Isabelle Lafléche będzie rozgrywała się w moim ukochanym Paryżu.
Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za powieść.