Jeśli znasz film, albo książkę „Mężczyzna imieniem Ove”, pewnie nie trzeba Ci przedstawiać Fredrika Backmana. Szwedzki pisarz zyskał światową popularność, a jego książki często są chętnie. Świetnie się składa, że w czerwcu wydana została powieść „Moi przyjaciele”, gdyż sama historia doskonale się wpasowuje w porę roku. Będzie tu mowa o najważniejszym lecie kilkorga przyjaciół. Czasie zarówno pięknym, jak i bogatym w dramatyczne wydarzenia, które na zawsze wpiszą się w pamięci głównych postaci.Cała opowieść rozgrywa się w dwóch liniach czasowych. Pierwsza, współczesna, dotyczy Louisy, dziewczyny, która właśnie wkracza w dorosłość. Przynajmniej w dokumentach, gdyż tak naprawdę musiała dorosnąć dużo wcześniej niż przed ukończeniem osiemnastki. Dziewczyna straciła bliską jej osobę, Rybkę. Z nią przebywała w rodzinie zastępczej, i z nią miała najbliższy, siostrzany kontakt. Po śmierci przyjaciółki, Louisa uciekła od opiekunów i trafiła do miejsca, w którym odbywała się aukcja słynnego obrazu.
Nastolatka, choć sama w to nie wierzy, posiada wybitny zmysł artystyczny. Potrafi rysować, ale również rozumie sztukę. Kiedy widzi obraz „Ten tam z morzem” nie daje się zwieść, jak większość oglądających. Doskonale rozumie, że tematem dzieła jest przyjaźń. Dziewczyna nie ma jednak pojęcia, że tego dnia spotka zarówno autora dzieła, jak i jego przyjaciela. Życie pisze skomplikowane scenariusze, a ten, który czeka na Louisę okaże się wielką przygodą.
Nastolatka trafia do pociągu razem z Tedem. Ten niemal czterdziestoletni mężczyzna wydaje się chwilami staruszkiem, a kiedy indziej naiwnym dzieckiem. Dzieje się tak, ponieważ Ted wiele przeszedł. To dzięki niemu odkrywamy drugą warstwę czasową. Wydarzenia, jakie miały miejsce ćwierć wieku wcześniej, wpłynęły silnie na czworo przyjaciół. Poznamy historię ich wszystkich, ale nie od razu. Nawet imiona i postacie pojawiają się stopniowo. Podróż pociągiem będzie bardzo długa, ale tak naprawdę trzeba wielu godzin, by odkryć wszystkie niuanse tej historii.
Joar, Ted, Ali i KimKim wcześniej nazywany artystą mają czternaście lat, kiedy przeżywają najważniejsze lato swojego życia. Rodzi się między nimi niezwykła przyjaźń, która zostanie utrwalona na obrazie. W życiu tych pokiereszowanych życiem dzieciaków, sztuka stanowi ratunek. Przyszli na świat w przemocowym świecie, gdzie brakowało wsparcia ze strony dorosłych, a czasami nawet najbliżsi stanowili zagrożenie. Takim dzieciom trudno szukać pomocy. Dlatego tak ważne stanie się wsparcie przyjaciół. Oni zawsze będą stali za sobą murem. Bez względu na konsekwencje.
Historia, którą śledzimy, od początku posiada jasne przesłanie. Otrzymujemy opowieść o sile przyjaźni, ale napisaną w taki sposób, że nie sposób oderwać się od tej historii. Fredrik Backman opowiada o nastolatkach, ale odbiorcami będą raczej czytelnicy, którzy już nimi nie są. W powieści „Moi przyjaciele” najważniejszy jest sposób, w jaki została napisana książka. Choć czekamy na opowieść retrospektywną, poznajemy ją w kawałkach, a ponadto w warstwie współczesnej dzieje się równe dużo.
Fredrik Backman skupia się na emocjach bohaterów, przez co niekiedy historia zdaje się sentymentalna, ale tak naprawdę niektórzy bohaterowie są właśnie tacy: wrażliwi, ckliwi, choć niepozbawieni poczucia humoru. Poranieni przez życie, ale jako nastolatkowie odnajdują wsparcie za sprawą przyjaźni i co ich samych zaskoczy, sztuki. Okazuje się ona ratunkiem przed wkroczeniem w ciemność.
Powieść „Moi przyjaciele” została napisana w tak, byśmy odkrywali wydarzenia, zwłaszcza najbardziej dramatyczne momenty nie w całości, a małymi kęsami. Otrzymujemy pewne zapowiedzi, tak charakterystyczne dla stylu Backmana, że każdy kto czytał choć jedną jego książkę, doskonale wie, o co chodzi. Pisarz zapowiada przyszłe wydarzenia, ale ich nie dopowiada, czym czasem myli czytelnika. Daje pewne tropy wcześniej, nawet powtarza zdania, by potem okazało się, że historia toczy się inaczej, niż nam się pierwotnie wydawało. Taki zabieg buduje napięcie, choć przecież nie mamy do czynienia z kryminałem. Właśnie z tego względu trudno zauważyć, jak szybko pochłaniamy te ponad 400 stron drobnego druku. Nie było łatwo oderwać się od książki, nawet jeśli niektóre wydarzenia są mało prawdopodobne, a postacie przeżywają zbyt wiele cierpień, to łapiemy się szybko, że liczy się dobrze opowiedziana historia i to właśnie ona jest tu na pierwszym miejscu.
PS Powieść na język polski przełożyła Anna Kicka.