„Republika ludzi młodych. Opowieść o nowym człowieku” jest najnowszą książką Bernadetty Darskiej. Osoby, która zarówno promuje czytelnictwo, pracuje jako profesorka na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, działa w jury w ważnych konkursach literackich. Zaglądam na stronę bloga Bernadetty Darskiej „Nowości książkowe”, gdyż znajduję tu recenzje, którymi wiem, że mogę ufać. Poprzednia książka autorki pt. „Małgorzata Szejnert. Szczegół” ukazała się w 2024 roku, wcześniej wydane zostały eseje „Berlinowanie. Zapiski z doświadczania miasta”.
Druga wojna światowa pochłonęła wiele ofiar. Co działo się z dziećmi, którzy stracili rodziców w tym czasie? Sierot było milion siedemset tysięcy. Gdzie trafiały? Bernadetta Darska w „Republice ludzi młodych” opowie o jednym z domów dziecka, który założono w Bartoszycach. Było to niezwykłe miejsce, nie tylko dlatego że „Centralny Ośrodek Wychowawczo-Szkoleniowy im. Janusza Korczaka” był największy w Polsce, a ze względu na założenia stworzenia tu „nowego człowieka”.
Bartoszyce, wcześniej Bartenstein, położone były w Prusach Wschodnich. Po drugiej wojnie światowej tereny te włączono do Polski. Niemcy zostali wyrzuceni, zostały po nich takie miejsca, jak koszary Ludendorffa. To właśnie tu postanowiono założyć ośrodek o nietypowych założeniach. Tu w niemal sielankowym otoczeniu miały dorastać młode osoby naznaczone wojenną traumą. Wychowywaniem zająć się mieli ludzie często niewiele starsi od swych podopiecznych.
Dzieci, zanim trafiły do ośrodka w Bartoszycach, przeszły niewyobrażalnie wiele, a ponadto pochodziły z różnych miejsc. Zamieszkały tu sieroty z Monetnej na Uralu, niepełnoletni uczestnicy powstania warszawskiego oraz dzieci autochtoniczne. Młodzi Mazurzy i dzieci niemieckie często nie znały języka polskiego. Taka różnorodność powinna prowadzić do wielkich konfliktów. I choć rzeczywiście Bernadetta Darska wskazuje, że wychowankowie nie posługujący się dobrze polskim językiem byli początkowo źle traktowani przez inne dzieci, ale dosyć szybko udało się pogodzić ze sobą te wielkie różnice.
Lata rozwoju Centralnego Ośrodka Wychowawczo-Szkoleniowego przypadają na najgorsze czasy stalinizmu i biedy. Bernadetta Darska przywołuje nazwiska osób, które przyczyniły się do powstania idei „republiki ludzi młodych” w powiązaniu z myślą Janusza Korczaka, choć oczywiście nie można było oderwać się od panującej myśli ideologicznej. Aleksander Lewin, zapoczątkował ten eksperyment. Miał już doświadczenie przedwojenne w Domu Sierot u Korczaka, potem organizował placówki opiekuńcze dla dzieci-ofiar wojny takie jak dom dla dzieci polskich w Monetnej na Uralu.
Również pracownicy placówki byli zewsząd. Do Bartoszyc trafiali zarówno repatrianci z Wilna i zza Buga, nauczyciele oddelegowani tam do pracy i reemigranci z Francji. Dawne koszary stały się domem dla wielu sierot. Choć oczywiście nie można było dzieciom oddać tego co straciły, w Bartoszycach czuły się bezpieczne. Bernadetta Darska po przeanalizowaniu dostępnych dokumentów przybliża nam rozwój tej placówki. Pokazuje trudności, uwikłania ideologiczne, niejednoznaczności np. w biografii Aleksandra Lewina, który z jednej strony był propagatorem idei wychowawczych Korczaka, a z drugiej człowiekiem uwikłanym w ówczesną sytuację polityczną. Widzimy też, że sama placówka nie była obojętna władzom, gdyż ośrodek odwiedził sam Bierut, co świetnie zapamiętają dzieci, gdyż dostały od polityka cukierki. Dla dorosłych najważniejsze jednak było to, że po wizycie ważnego polityka ośrodek został doposażony w brakujące meble, czy pomoce dydaktyczne.
Prawdopodobnie większość z nas nie słyszała o historii Centralnego Ośrodka Wychowawczo-Szkoleniowego im. Janusza Korczaka, ale Bernadetta Darska miała okazję poznać okolice ośrodka w młodości, za sprawą swoich dziadków, którzy mieszkali w Bartoszycach. Na koniec autorka dodaje własne wrażenia, wspomnienia z młodości, co wzbogaca książkę. Przede wszystkim jednak wnikliwie i dokładnie opisuje historię wyjątkowego miejsca. Trudno już dziś oddzielić ideologiczny język zachowanych dokumentów, od tego co przeżywały dzieci w ośrodku. Bernadetta Darska skupia się na ludziach i precyzyjnie oddziela jedną warstwę od drugiej, by zajrzeć głębiej. Dzięki temu otrzymujemy poruszającą opowieść przywracającą pamięć o zapomnianym eksperymencie społecznym.