Kasia Koy do niedawna była uznawana za poetkę i fotografkę. Teraz zadebiutowała jako prozatorka za sprawą książki „Nemocja”. Ponadto autorka książki była informatyczką, programistką i graficzką komputerową. Jak widać potrafi dzielić dwie przez niektórych uznawane za sprzeczne kwestie: humanistyczny i ścisły sposób postrzegania świata. Jako poetka wydała najpierw tomik poezji „Dzieje Quatum”, potem był zbiór wierszy „Złamane” oraz „Ostra bezsenność”. Jej twórczość została doceniona i nagradzana w konkursach poetyckich.
Debiut prozatorski Kasi Koy trudno byłoby nazwać powieścią. Nie ma tu klasycznej fabuły, a krótkie obrazki i sceny przedstawiające różne osoby i sytuacje. Nie znajdziemy w „Nemocji” typowej chronologii czasowej. Nie mamy pojęcia, kiedy dokładnie rozgrywają się opisywane sceny. Jeśli jednak prześledzimy wszystkie „rozdziały”, znajdziemy pewnego rodzaju wspólny mianownik i klamrę. Stopniowo odkrywamy również, kim mogą być opisywane postacie. Narracja okaże się także niejednorodna. Czasami wypowiedzi padają w pierwszej osobie liczby pojedynczej, czasem mnogiej, innym razem zmienia się w trzecioosobową. Zmianom ulega również czcionka, w niektórych rozdziałach.
Zwykle, kiedy chcę przybliżyć komuś, o czym jest dana opowieść, krótko ją streszczam. Tu może być to niemożliwe, gdyż oglądamy różne sytuacje. A to bohaterka próbuje popełnić samobójstwo trując się gazem, a to widzimy zagubioną osobę w kryzysie bezdomności, innym razem ktoś wspomina mężczyznę tańczącego wokół drzewa mirabelkowego. Poruszające są opowieści osoby przebywającej w szpitalu psychiatrycznym.
Czy jest coś, co łączy te postacie? Śledząc kolejne sceny zaglądamy do mrocznego świata. Opisywana rzeczywistość zdaje się podkreślać ból, z jakim mierzą się bohaterowie. Zderzają się z ogromnym cierpieniem, które nie ma nic wspólnego z dolegliwościami fizycznymi, a płynie z ich wnętrza. Okazuje się ono niezwykle silnym stanem, autodestrukcyjnym, choć zupełnie niezrozumiałym dla otoczenia.
Powiemy, że wszystko co widzimy dokoła, jest realne. Podobnie się dzieje, gdy spotykamy ludzi na swojej drodze. Tak samo myślą osoby cierpiące na schizofrenię. Kiedy wczytujemy się w książkę „Nemocje”, odkryjemy, że mamy do czynienia z zapisem dotykającym osobistych doświadczeń autorki. Schizofrenia posiada swój kod jako choroba, ale tu odkrywamy, że nie śledzimy zapisków dolegliwości, a wyjątkowo wrażliwej osobowości. Kogoś, kto ma tak czułą duszę, że odbiera świat inaczej. Wykracza to poza percepcję przeciętnego człowieka. Czy jest cena, jaką trzeba za to zapłacić? Często okazuje się ona bardzo wysoka, ponieważ wiąże się z bólem i naznaczeniem, a nawet społecznym odrzuceniem. W „Nemocji” wnikamy w ten świat i od nas zależy, czy spróbujemy go przyjąć do wiadomości, chociaż nie jest łatwo go pojąć.
Kasia Koy podejmuje się trudu, by przybliżyć czytelnikowi postrzeganie rzeczywistości przez niezwykle wrażliwe jednostki. Posługuje się przy tym poetyckim, a jednocześnie obrazowym językiem. Wkraczamy do rzeczywistości, w której rządzi „Nemocja”. Zmusza to odbiorcę do refleksji nad tym, jak postrzegamy otaczający nas świat. Widzimy go i za pomocą języka nazywamy uznając jednocześnie za coś realnego. Dla postaci w książce istnieje wiele otwartych na raz rzeczywistości. Labiryntów, w których łatwo się zagubić. Nadmiar światów i bodźców doświadczanych przez taką osobę wiąże się z cierpieniem, gdyż odbieranie kilku takich rzeczywistości jednocześnie, może jawić się jak wiele koszmarów na raz. Choć książka jest pod względem objętości niewielka, mocno uderza w odbiorcę. Dokładnie tak, jak widoczny na okładce meteoryt.