Cisza przed burzą?

Uczta dla wronSkończyłam dwa tomy Uczty dla wron George R.R. Martina. Tym razem było spokojnie, akcja uległa zwolnieniu i wyciszeniu. Czyżby to była cisza przed burzą? Chociaż co to za cisza, jeśli Cersei aż się gotuje w nienawiści do wszystkich i wszystkiego. Knuje, spiskuje, niszczy kogo sięga, by osiągnąć cel – nieograniczoną władzę. Zupełnie rozchodzą się jej z drogi z bratem Jaime, który jest już innym bohaterem, niż np. w Grze o tron. Cierpi z powodu swego kalectwa, ale próbuje za wszelką cenę walczyć z ułomnością. Pomaga mu w tym kat… Jako niemowa, nie zdradzi nikomu tego, że ćwiczy z Królobójcą. Nic nie napisze na ten temat, bo nie potrafi…

W tej części do głosu dochodzą kolejne postacie. Jednak inne zostają pominięte. Musiałam wytrzymać bez Jona Snow, Tyriona i co najgorsze – bez Daenerys. Za to podążamy za Brienne i jej nieudanymi poszukiwaniami Sansy Stark. Widzimy kolejne trupy w Westeros. Obrazowe opisy rozkładających się trupów nie zachęcają do przekąszania czegokolwiek w trakcie lektury. Każdy przelatujący mi nad głową kruk przypomina o tych z powieści – rozkoszujących się wiszącymi trupami (komu się spodoba ten wątek może sobie przypomieć Żeromskiego i Rozdzióbią nas kruki, wrony). Wszędzie są ślady po wojnie, anarchia w Westeros też wpływa na losy bohaterów.

Do akcji wkraczają Żelaźni ludzie. Na razie tylko my widzimy, że stają się potęgą. Ten wątek poznajemy dzięki Ashy, która chce władać Żelaznymi Wyspami. Czy jej się to uda?

Kto dotrze do końca przeczyta, że o pozostałych bohaterach, do których się już przywiązał  w poprzednich częściach, dowie się z Tańca ze smokami. Czas zacierać ręce i siadać do kolejnej części.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *