Danse macabre – Taniec ze smokami

Taniec ze smokami t.1Pieśń Lodu i Ognia G. R. R. Martina jest historią na wiele bezsennych nocy. Tym razem zaczęłam tom pierwszy Tańca ze smokami, nie mogąc doczekać się losów Jona, Tyriona, a przede wszystkim Daenerys.

We wstępie autor zaznacza, że tom pierwszy jest równoległy do Uczty dla wron. Historia toczy się na północy – na Murze, za wąskim morzem, w Meereen. Dochodzą kolejni bohaterowie, niektórzy znani, jeden z nowym imieniem – nie będę zdradzać kim się okaże, żeby nie psuć innym przyjemności z czytania. Schematy się nie zmieniają. Ciągle mamy do czynienia z grą o tron, na wiele głosów.

Chociaż zatytułowałam wpis mianem – Taniec śmierci, to w tym przypadku nie będzie aż tak dużo opisów bitew i lejącej się przy tym krwi. Do pewnych rzeczy czytelnik już się przyzwyczaił i nic go już nie razi. Chociaż Martin bardziej skupia się na opisach głodujących – bo teraz śmieć głodowa, choroby związane z niedożywieniem są największym problemem i Daenerys, i Jona, a także Brana. Ale gdzieś tam za Murem martwe upiory się czają, Jon Snow o nich nie zapomina.

Bran najbardziej doświadcza rzeczy nadprzyrodzonych. Dzieki niemu uświadczymy parę ciekawych zwrotów akcji. Pozostałe wątki stanowią pewne uspokojenie, ale i mam nadzieję ciszę przed nadchodzącą burzą.

Bałam się również o postaci kreowane przez autora – kogo tym razem uśmierci? Przyzwyczajona, że nie można się do nikogo przyzwyczajać czekałam na  jakąś klęskę… Teraz pozostaje sie dowiedzieć – kto zginął? Ja nie powiem.

Czytając opinie o książkach Martina  zwróciłam uwagę, że niektórzy narzekają na zbyt przewlekłe wątki, nadmierną ilość opisów. Jednak – moim zdaniem – to gratka dla osób, którzy lubią opasłe tomiska. Uwielbiam, kiedy czeka na mnie jeszcze minimum 500 stron, a kilka tysięcy mam już za soba (licząc poprzednie tomy). Na dodatek autor sugeruje, że to nie koniec…

Postanowiłam przeczytać Taniec ze smokami w wersji elektronicznej. Jednak muszę stwierdzić, że wreszcie okładka książki jest rewelacyjna. Medalion ze smokiem – aż się chce patrzeć.

Trudno oceniać książkę, biorąc pod uwagę fakt, że to kolejny tom. Można porównać Taniec z pozostałymi tomami. Tutaj będzie się plasowała gdzieś w środku. Jednak dla miłośnika sagi Martina nie będzie stanowiło to problemu, ponieważ niekiedy trzeba pewne wątki rozwinąć, inne wyciszyć. Pozostanie potem ocenić całość. Choć i teraz można polecić Pieśń Lodu i Ognia nie tylko miłośnikom fantasy. Książkożercy, miłośnicy dobrej prozy i fabuły oraz epickich sag, też mają dla siebie kąsek.

Cisza przed burzą?

Uczta dla wronSkończyłam dwa tomy Uczty dla wron George R.R. Martina. Tym razem było spokojnie, akcja uległa zwolnieniu i wyciszeniu. Czyżby to była cisza przed burzą? Chociaż co to za cisza, jeśli Cersei aż się gotuje w nienawiści do wszystkich i wszystkiego. Knuje, spiskuje, niszczy kogo sięga, by osiągnąć cel – nieograniczoną władzę. Zupełnie rozchodzą się jej z drogi z bratem Jaime, który jest już innym bohaterem, niż np. w Grze o tron. Cierpi z powodu swego kalectwa, ale próbuje za wszelką cenę walczyć z ułomnością. Pomaga mu w tym kat… Jako niemowa, nie zdradzi nikomu tego, że ćwiczy z Królobójcą. Nic nie napisze na ten temat, bo nie potrafi…

W tej części do głosu dochodzą kolejne postacie. Jednak inne zostają pominięte. Musiałam wytrzymać bez Jona Snow, Tyriona i co najgorsze – bez Daenerys. Za to podążamy za Brienne i jej nieudanymi poszukiwaniami Sansy Stark. Widzimy kolejne trupy w Westeros. Obrazowe opisy rozkładających się trupów nie zachęcają do przekąszania czegokolwiek w trakcie lektury. Każdy przelatujący mi nad głową kruk przypomina o tych z powieści – rozkoszujących się wiszącymi trupami (komu się spodoba ten wątek może sobie przypomieć Żeromskiego i Rozdzióbią nas kruki, wrony). Wszędzie są ślady po wojnie, anarchia w Westeros też wpływa na losy bohaterów.

Do akcji wkraczają Żelaźni ludzie. Na razie tylko my widzimy, że stają się potęgą. Ten wątek poznajemy dzięki Ashy, która chce władać Żelaznymi Wyspami. Czy jej się to uda?

Kto dotrze do końca przeczyta, że o pozostałych bohaterach, do których się już przywiązał  w poprzednich częściach, dowie się z Tańca ze smokami. Czas zacierać ręce i siadać do kolejnej części.

I tak zginiesz…

Nawałnica mieczy. Krew i złotoPo pierwsze: nie przyzwyczajaj się! Tak powinno brzmieć motto dla miłośników książek Martina. Jeżeli do tej pory nie przyzwyczaiłam sie do usmiercania głównych bohaterów, to teraz może wyjść na jaw prawdziwe oblicze kolejnych.

Intryga rozwija się. Coś, co uznałam za oczywiste i wyjaśnione, nadal może zaskoczyć. Czasami wydawało mi się, że wyprzedzam ze swoją wiedzą niektórych bohaterów. W innym momencie to oni byli świadkami czegoś, o czym dopiero za jakiś się dowiem – o ile się dowiem…

Ważnym bohaterem staje się Jon Snow. No tak, wcześniej też nim był, ale w tym tomie będzie czekało na niego wiele wyzwań. Kiedy wydaje się, że losy naszych ulubionych bohaterów biegną po właściwym torze, wychodzą na prostą – nic bardziej błednego. Dochodzą kolejne postacie, które będą jeszcze bardziej komplikować fabułę, ale też ciągnąć ją do przodu. Większe znaczenie nabiera magia – tu nie odkryję żadnej tajemnicy, jeśli napiszę, że dzieje się tak po wykluciu smoków. No i okazuje się, że to co jest za murem coraz bardziej będzie zagrażać nie tylko jego obrońcom, ale całemu Westeros. Pojawią się fantastyczne postacie – chociaż nadal nie są pokazane z bliska i wprost.

Trudno napisać coś sensownego nie odkrywając tajemnic kolejnych postaci. Może najlepiej będzie, jeśli zabiorę się do Uczty dla wron? Cieszę się, że dopiero od niedawna czytam Pieśń Lodu i Ognia, bo trudno byłoby mi czekać po kilka lat na kolejny tom.

Zima

Nawałnica mieczy. Stal i śniegCały świat czeka na drugi sezon serialu Gra o tron w HBO, a ja tymczasem podążam za bohaterami Georga Martina w tomie Nawałnica mieczy.  Stal i śnieg. 

Kolejna książka rozwija wcześniejsze wątki, ale ciągle mam niedosyt. Wchłonęłam w ten świat i nie mam zamiaru zeń wychodzić. Większość osób to już starzy znajomi. Teraz pozostaje obserwować jak rozwijają się wydarzenia. Na ile  decyzje postaci zmieniają bieg rzeczy, a na ile ślepy los, to też kwestia do przemyślenia.

 Bardzo spodobał mi się wątek Daenerys. Smoki rosną, wszyscy chcą je mieć. Jednak Dany potrafi już nad nimi zapanować i wykorzysta je w odpowiednim momencie. W tej chwili dąży do zgromadzenia armii. Ciągle musi myśleć o przepowiedni, która wróży jej, że zostanie zdradzona.

Oprócz niej dowiadujemy się jak połączy się wątek Sansy i Tyriona. Co zrobi Catelyn z Królobójcą i jakie będą tego konsekwencje. Co spotka Robba, Aryę i Brandona i wielu innych – warto przeczytać.

Magia w powieści zaczyna odgrywać coraz bardziej istotną rolę. Można się domyślać, że stało się tak dzięki narodzinom smoków.  Bardzo ważny jest tu motyw ognia – nie chcę podpowiadać dlaczego. No i na koniec opisy bitew. Gratka dla miłośników scen batalistycznych. Realistyczne epizody mogą wprawdzie zrazić, bo krew cieknie szerokim strumieniem. Jednak trzeba przyznać, że trudno sobie wyobrazić tę książkę bez scen przemocy. Obcinanie rąk jest tu czymś tak naturalnym, jak jedzenie.

 O nędzy okładek nie będę już wspominać, bo staje się to trochę nudne. Kolejny tom zacznę czytać, bez oglądania obrazków. Ebook jest chyba w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem. W moim kindle jest tylko biały i czarny kolor – na szczęście!

Nadeszła zima…

Starcie królówPochłonąwszy kilkaset (bliżej tysiąca niż dwustu) stron Gry o tron, a teraz po dzięwięciuset kolejnych, już zacieram dłonie z niecierpliwością czekając na kolejne tomy sagi R.R. Martina. Koło zaczęło się toczyć przy pierwszym tomie, teraz rozpędza się i nabiera słusznej prędkości.

Starciu królów autor dodaje nam parę kolejnych smaczków – które połykamy z apetytem. Większość bohaterów już znamy, pojawiają się kolejni – nie mniej ciekawi. Ciągle jest wiele tajemnic do rozwikłania i sporo bohaterów za których trzymam kciuki, choć już wiem, że nadzieje i modlitwy o pozostanie przy życiu moich ulubieńców mogą okazać się płonne.

Choć książka odnosi się do zasad i morałów rycerskich, tu nikt nie jest biały, albo czarny. Na dodatek zostaje to często okraszone barwą krwi, śmierci i seksu. Brutalność może spotkać postaci na każdym kroku. Ktoś, kogo chcielibyśmy uznać za zwykłego prostaczka, może się okazać brutalem, intrygantem, mordercą i bezmyślnym uzurpatorem – mam akrat na myśli Theona, który z przyjaciela Robba staje się zdrajcą, myślącym głównie o swojej wyższości nad innymi. On trochę nagmatwa – warto poznać ten wątek.

W dalszym ciągu nie wiemy do czego los doprowadzi Daenerys. Ma trzy smoki, pojawiają się elementy magii. Co będzie dalej przeczytam jak najszybciej się da.

W tej części dochodzi do wojny. Lannisterowie walczą ze Starkami, do tego występują przeciwko sobie bracia króla Roberta. Wszyscy stają przeciwko sobie. Potyczki przypominją walki średniowiecznych rycerzy, jednak pojawiają się też drobne elementy magiczne. Może razić ogromna rzeka przelanej krwi, ale czarów akurat jest niewiele.

Rody w powieści mają swoje hasła. Nadchodzi zima to zdanie rozpoznawcze Starków. Teraz niebezpieczeństwo pojawia się nie tylko wewnątrz królestwa targanego wojną, ale zaczyna nadciągać od północy. Zbliża się do granicy muru strzeżonego przez Nocną Straż.

Mam nadzieję, że po emisji drugiej serii Gry o tron w HBO pojawią się równiez ciekawsze wydania powieści. Okładka z którą się zetknęłam pozostawia wiele do życzenia. Raczej nikt nie kupi tej książki kusząc się obrazkiem z okładki.

 

Nadchodzi zima

Co zrobić, aby czytelnik wpadł po uszy w jakąś fabułę? Wystarczy stworzyć mu wspaniały, fantastyczny świat i rozwijać jego wyobraźnię. Tak dzieje się w powieści Gra o tron George R. R. Martina. Na ponad 700 stronach poznajemy ród Starków, Lannisterów i kilku innych. A to co otrzymujemy, to dopiero przedsmak tego, co będzie działo się dalej. Na początku nie wiemy jeszcze, kto jest głównym bohaterem. Autor dzieli książkę na  rozdziały, z których kolejny poświęcony jest jednej z postaci. Ta do której najbardziej się przywiązujemy, uznamy za najważniejszą, ginie – i to nie wcale na końcu powieści.

Teraz pytanie o to kto należy do drużyny białych, a kto do czarnych – czyli złych. W Grze o tron nie ma jasnych odpowiedzi. Bohaterowie, nawet ci najbardziej honorowi nie zawsze postepują, tak jak byśmy sobie tego życzyli. To nie jest czarno-biały świat rodem z powieści szabli i szpady.

Nie chcę streszczać fabuły, bo to doskonałe ciasteczko dla miłośnika słodyczy. W tym przypadku można się delektować czytaniem, aż się skończy tom. No i najważniejsze – mam świadomość, że za chwilę zacznę drugi. Starcie królów już czeka.

Zanim zaczęłam powieść jedno mnie od niej odrzucało. Okładka. Ktoś, kto miałby oceniać powieść po wyglądzie tego obrazka z pewnością nie zajrzałby do środka. Gdyby nie te niemal 800 stron, to możnaby pomysleć, że to jakaś harlequinowa saga. Nic bardziej mylnego. Jeśli wybiorę powieść z okładką serialową, to oczywiście zapłacę więcej. Na szczęście jest szary papier, albo czytnik e-booków.

A jeśli ktoś nie zechce przeczytać powieści? Jest do wyboru znakomity serial wyprodukowany przez HBO. Zachęcam do obejrzenia – zwłaszcza po lekturze Gry o tron. Czekam już na drugą serię. W tym czasie pochłonę kolejne tomy powieści z cyklu Pieśni lodu i ognia…