Amerykański Kandyd – „Candy” Terry Southern i Mason Hoffenberg

CandyDzisiaj premierę ma książka „Candy” Terry’ego Southerna i Masona Hoffenberga. Po raz pierwszy wydana została  w 1958 roku w Paryżu,  w słynnym wydawnictwie Olympia Press. W Polsce pozycja ta ma za zadanie uzupełnić nasze braki związane z kontrkulturą, bowiem ten tekst uważany jest za bardzo ważny dla tej formacji kulturowej.

Przede wszystkim zacząć należy od nawiązań literackich. Autorzy zatytułowali swoją książkę „Candy”, odwołując się w ten sposób do „Kandyda” Voltaire’a, oświeceniowej powiastki satyrycznej. W książce Southerna i Hoffenberga należy skupić się bardziej na satyrze oraz szyderstwie, niż filozofii, gdyż właśnie te dwa elementy najbardziej łączą  powieść z wymienianym dziełem oświeceniowym.

Tytułowa Candy jest piękną dziewczyną, która przeżywa swoje objawienie filozoficzne w gabinecie profesora Mephesto. Nauczyciel podkreśla jedno zdanie pracy studentki, na temat miłości współczesnej. Dziewczyna twierdzi, że należy całkowicie oddać się drugiemu człowiekowi. Jej chęć niesienia pomocy zostaje całkowicie wykorzystana przez mężczyzn, którzy staną na jej drodze. Tyle, że oni rozumieją to w jeden możliwy sposób, dążąc do tego, by ją posiąść.

Naiwna i powabna Candy przeżywa wiele awanturniczych przygód. Wszystko zaczyna się w gabinecie profesora. Za sprawą jego wykładu, studentka postanowi pomóc ogrodnikowi, ale przyłapie ich ojciec (oczywiście in flagranti). Pan Christian w wyniku niefortunnej przepychanki otrzyma cios w głowę i znajdzie się w szpitalu. Tam dziewczyna przeżyje przygodę erotyczną z bratem bliźniakiem taty. Trafi też na niezwykłego lekarza, propagującego masturbację, jako jedyne rozwiązanie wszystkich problemów świata. Później osiemnastolatka spotka garbusa, któremu również nie będzie potrafiła odmówić pomocy wiadomej natury.

Autorzy książki wyśmieją wszystkie grupy społeczne od medyków, uczonych, czy nawet ogrodników. Oberwie się również wyznawcom buddyzmu. Kiedy Candy będzie wprowadzana w kolejne etapy wtajemniczenia, jej guru po prostu wykorzysta ją seksualnie. Kiedy wyzna, że spóźnia jej się okres, osiemnastolatka otrzyma od swego przewodnika duchowego bilet w jedną stronę do Kalkuty.

Choć kontrkultura w 1958 dopiero się rozwijała, to autorzy „Candy” wytknęli niemal wszystkie jej wady. Nawiązywali wprawdzie do powiastki filozoficznej, ale pominęli właśnie filozofię, skupiając się na zagadnieniach społecznych. Komediowe sceny przypominają te z „Latającego cyrku Monty Pythona”, tyle że główny punkt ciężkości położono na absurdalne scenki natury erotycznej. Skojarzeń związanych z kulturą wysoką jest znacznie więcej: zaczynając od przywoływanego wcześniej „Kandyda”, po „Justynę, czyli nieszczęścia cnoty” markiza de Sade, na „Lolicie” Nabokova kończąc.

Autorzy książki jednak bardziej niż Candy, wyśmiewają obłudnych samców. Ich hipokryzja nie zna granic. Starają się wykorzystać dziewczynę, nie oglądając się na konsekwencje. Ich dążenia są przedstawione w sposób karykaturalny. Natomiast opisy zbliżeń nie mają zbyt wiele wspólnego z pornografią, ponieważ w żaden sposób nie wzbudzają ekscytacji erotycznej. Cały czas mamy świadomość, że tu chodzi o pastisz, a nie o tzw. obsceniczność. Tym bardziej dziwi mnie, że tytuł został uznany w 2006 roku za jedną z „25 najseksowniejszych powieści w dziejach literatury”. Jednak w 1958 roku książka musiała wzbudzać sensację, zresztą ze względu na cenzurę wydano ją w Paryżu. A nutka skandalu, tylko spopularyzowała „Candy”. Zresztą każda epoka, nurt kulturowy ma swoich moralizatorów – jak choćby młodopolska „Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej. Tyle, że w tym przypadku Southern i Hoffnberg zwracają się ku amerykańskiemu sposobowi widzenia świata z połowy dwudziestego wieku. A my wreszcie mamy możliwość zapoznania się z klasykiem, książką, którą okrzyknięto kultową.

Dziękuję Wydawnictwu Officyna za książkę „Candy”.

  1. Niezła satyra na współczesne zachowania damsko- męskie 🙂 Z tą różnicą, że kobietki dziś nie są, aż tak naiwne, robią tylko takie wrażenie.

    Powiastka społeczna może być ciekawa i jak to z powiastkami bywa pouczająca i śmieszna.

    Z pewnością sprawdzę ile jest Kandyda w Candy 🙂

  2. Rewelacja! Czuję się po prostu oczarowany Twoją recenzją. Jeśli książka jest chociaż w połowie tak dobra, jak ją przedstawiłaś, to biorę ją w ciemno i przeczytam z najwyższą przyjemnością. Negacja fałszywej moralności poprzez satyrę i ironię – uwielbiam takie rozwiązania!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *