Jakie książki Was bawią (nie tylko w prima aprilis)?

Sprawiedliwość owiecWszystkie dzieciaki z podstawówki cieszą się, że mają dzień wolny od nauki. Niektórzy nawet żałują, że nie idą do szkoły, bo komu robić psikusy? Tylko szóstoklasiści chodzą ze spuszczonymi nosami na kwintę, bo ich nikt nie traktował na wesoło, wręcz odwrotnie, musieli napisać pierwszy ważny egzamin w ich życiu. Trzeba było samodzielnie, bez użycia komputera, stworzyć opowiadanie na temat, że co dwie głowy to nie jedna?

Zaczęłam się zastanawiać, jakie książki wywołałyby uśmiech na mojej twarzy, z racji dzisiejszego prima aprilis. Jest kilka historii, które doprowadziły mnie do łez. Wszystkie były autorstwa Joanny Chmielewskiej. „Lesio” i „Całe zdanie nieboszczyka” zachwycały mnie żartami sytuacyjnymi oraz słownymi. Problem w tym, że było to w czasach nastoletnich. Ciekawa jestem, czy dziś stałoby się podobnie?

Zabawnych książeczek dla młodszych odbiorców jest całe multum. A co z dorosłymi?Całe zdanie nieboszczyka Kiedy czytałam „Paragraf 22” Josepha Hellera też się uśmiałam. Tylko, ze tutaj mamy do czynienia z olbrzymią dawką czarnego humoru. Troszkę podobny typ dowcipu jest w „Konopielce” E. Redlińskiego – taki trochę śmiech przez łzy. Za to nie dałam rady zdzierżyć Moore’a i jego „Najgłupszego anioła”. Miłośnicy angielskiego humoru mogą świetnie się bawić podczas czytania „Latającego Cyrku Monty Pythona”. Przyznam, że dzięki książce wyłapałam więcej absurdów, niż w filmie. Przemówił do mnie żartobliwy styl styl książek Leonie Swann – „Sprawiedliwość owiec” oraz „Triumf owiec”.

A Was jakie książki bawią?

  1. Sprawiedliwość owiec czeka na swoją kolej, grzecznie na półce.
    Najbardziej uśmiałam się, czytając opowiadania Mrożka z tomu Słoń, potem był Forrest Gump. Przygody dobrego wojaka Szwejka – Haśka, to może nie najlepsza książka dla grzecznych dziewczynek, ale humor w dechę 🙂
    Ostatnio bardzo rozbawiły mnie sytuacje jakie wymyślała Szymborska ze swoim sekretarzem Michałem Rusinkiem, w „Pamiątkowych rupieciach”.

    Oczywiście najmilej wspominam Przygody Mikołajka, które czytałam synowi dawno temu.
    Ufff i jeszcze wiele innych, ale na to potrzeba więcej czasu i cierpliwości Pani Dominiki 🙂 Pozdrawiam.
    Aha, poznikały Pani wcześniejsze artykuły – posty. Co się stało?

    • Cierpliwości mam sporo, więc można pisać do woli. 🙂
      Lubię humor Szymborskiej, ale „Pamiątkowych rupieci nie czytałam”. Mikołajka również sobie cenię – tego najstarszego.

      Co do znikających postów. Zmniejszyłam ich ilość na głównej stronie, żeby szybciej się wczytywała. Reszta jest, ale trzeba kliknąć na dole strony na „starsze wpisy”. 🙂

  2. O tak! „Lesio” rządzi. W trakcie jego lektury pokładałem się ze śmiechu. Podobnie jak Magdallena polecam Mrożka, który jest mistrzem krótkiej satyry. Bardzo zabawne są również powieści Pratchetta, których akcja osadzona jest w legendarnym już Świecie Dysku. Swoistym humorem cechuje się także twórczość Charlesa Bukowskiego, chociaż tam nie brakuje także gorzkiej ironii oraz poczucia beznadziejności.

    • Rzeczywiście pominęłam Mrożka. Uwielbiam te jego krótkie formy, choć pewnie trzeba rozumieć czasy PRL-u żeby docenić groteskowość opisywanych sytuacji. A jako miłośniczka miauczących czworonogów doceniam książkę „Kot w stanie czystym” Terry Prachetta – nieźle się bawiłam podczas czytania tej lektury. Myślę, że Bukowski też by do mnie przemówił, właśnie za ironię, którą bardzo sobie cenię.

  3. Bawią mnie książki,których akcja dzieje się na sielankowej polskiej wsi. Ostatnio – chociaż to przeniesienie serialu na papier – naśmiałam się przy lekturze „Rancza” 🙂

  4. Chmielewska rzeczywiście była zabawna (chociaż przyznaję, że przeczytałam dotąd tylko „Zbieg okoliczności”). Zaśmiewałam się czytając „Przygody fryzjera damskiego” i „Brak wiadomości od Gurba” – obie autorstwa Mendozy. Całkiem niezły czarny humor reprezentował „Edmond Ganglion i syn”, a w dawnych czasach saga Sapkowskiego o Wiedźminie. Ach! i Pratchett jeszcze 😉 Za to „Sprawiedliwość owiec”, to jedna z niewielu książek, których nie dałam rady zmęczyć do końca 😉

    • Grochola owszem potrafi mnie rozbawić, ale tylko Chmielewska doprowadzała do łez. Tyle, że nie czytałam tych „nowszych” książek ostatniej autorki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *