Jan Krasnowolski – „Afrykańska elektronika”

Afrykańska elektronikaKiedy sięgnęłam po „Afrykańską elektronikę”, opowiadania Jana Krasnowolskiego, nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Zachęciło mnie to, że autor pokazuje współczesnych polskich emigrantów. Sam zresztą pracuje na Wyspach, więc ich doświadczenia nie są mu obce. Tyle, że kiedy zaczęłam czytać książkę, wcale nie otrzymałam prozy, która byłaby odpowiednikiem serialu „Londyńczycy” (na szczęście).

Pierwsze opowiadanie – „Brudny Heniek” – nie odwołuje się do emigracji. Tytułowy bohater jest byłym zomowcem, którego dopadają pewnego dnia demony z przeszłości. Heniek Juha poznał co to strach, kiedy uciekał przed demonstrantami. Wcześniej przełożony wydał rozkaz strzelania do protestujących. A Heniek stał się tym, który mieczem wojując, od miecza ginie. Tyle, że niedosłownie. Kiedy bohater ucieka w czasie rozruchów, zostaje postrzelony przez mężczyznę przebranego za Mikołaja. Po latach wciąż nie wszystko pamięta. Dopiero szaleniec mordujący w hipermarkecie, pozwoli mu rozwiązać tę tajemnicę.

Kolejne opowiadania: ?Afrykańska elektronika?, ?Hasta siempre, comandante?, ?Kindoki? połączy motyw emigracji. Pierwsze z nich nawiązuje do voodoo. Polak, który zaprzyjaźni się z czarnoskórym Ghańczykiem, odkryje, że z pomocą afrykańskiej magii, da się zrobić świetnie prosperujący interes. Afrykańska elektronika wprawdzie spełniania życzenia, ale konsekwencje okażą się przerażające.

Z koszmarem można się również  spotkać czytając kolejną opowieść – ?Hasta siempre, comandante?. Autor połączył historię „Che” Guevary z majakami sennymi emigranta, które wywołują bohomazy na ścianie sypialni. Natomiast w ?Kindokim? Jan Krasnowolski powiązał w zaskakujący sposób lęki Anglików przed emigrantami z przemycaniem małego Afrykańczyka promem do Wielkiej Brytanii oraz Holocaustem. Jest przerażająco i strasznie, zwłaszcza gdy pojawi się mgła.

Zaskakujące w opowiadaniach autora jest to, jak świetnie są zbudowane. Ich konstrukcja została świetnie przemyślana. Jan Krasnowolski potrafi świetnie operować konwencją i tworzyć przy okazji coś bardzo ciekawego. Historie przez niego stworzone kojarzą się ze Stephenem Kingiem. Mają wywoływać gęsią skórkę ze strachu, ale i wciągać czytelnika, tak że trudno się od nich oderwać. Zakończenia za każdym razem zaskakują i nie są oczywiste, ani przewidywalne.

Wydawać by się mogło, że konwencja thrillera, czy horroru nie może być połączona z opowieścią o współczesnej klasie pracującej za granicą. A jednak. Jan Krasnowolski przygląda się tej grupie i pokazuje jej zróżnicowanie. Znajdą się więc polscy rasiści, ludzie zamknięci we własnej bańce narodowej, nie potrafiący się otworzyć na Brytyjczyków. Będą też tacy, którzy na widok rodaków szybko przejdą na drugą stronę ulicy, by nie wydało się, że oni też są Polakami. Jan Krasnowolski widzi ten światek i opisuje go, ale rozwiewa emigracyjny sen o szybkim bogactwie. Zostaje strach i przerażenie.

Świetnie skonstruowana fabuła opowiadań oraz narracja – tak najkrócej dałoby się scharakteryzować prozę  Krasnowolskiego. Jednak nie jest to książka dla wszystkich. Wydawca zaliczył opowiadania do „lad lit” – czyli literatury popularnej dla męskiego odbiorcy. Chodzi prawdopodobnie o brutalność i konwencję horroru. Jednak nie sądzę, że należy wykluczać sporej grupy odbiorców, którzy poszukują w literaturze ważnych pytań. U Krasnowolskiego ich nie brakuje. Jego proza wręcz ocieka egzystencjalnymi pytaniami – dokąd zmierzamy i ile w nas człowieczeństwa? Tyle, że Krasnowolski czerpie od amerykańskich brutalistów, takich jak Bukowski i Ellis oraz bawi się estetyką thrillera i horroru. Wydaje mi się, że ważne jest przesłanie tych opowiadań. Autor poszukuje źródła zła w człowieku. To, co znajduje przeraża, ale też daje nutkę nadziei.

Dziękuję Ha!art za książkę „Afrykańska elektronika”

  1. Ha, przyznam, że gdy zobaczyłem na blogu okładkę Twojej obecnej lektury, również nie wiedziałem czego można się spodziewać. Nazwisko autora jest mi obce, ale widzę, że warto zapoznać się z jego twórczością. Połączenie thrillera z wątkami emigracyjnymi brzmi naprawdę intrygująco.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *