„Magiczne drzewo. Czerwone krzesło” – Andrzej Maleszka

Magiczne drzewo. Czerwone krzesłoPewnego dnia, po powrocie ze szkoły, córka zaczęła opowiadać mi o „Magicznym drzewie”. Co ciekawe, nie ona jedna. Również o kilka lat starsze dzieciaki (nastolatki!), wspominały mi o tym fenomenie. Większość z nich miała na myśli serial telewizyjny. Jednak, jak się okazało, istnieje również cała seria książek o magicznym drzewie. I, nawet jeśli dzieciaki mało czytają, te opowieści pochłaniają w zawrotnym tempie.

Serię rozpoczyna książka pt. „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło”. Podczas kilkudniowej burzy, piorun uderzył w stary dąb. W pobliskim tartaku zrobiono z niego deski, z których powstały różne rzeczy. Między innymi tytułowe czerwone krzesło. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie to, że drzewo miało magiczną moc, a wspomniany przeze mnie mebel, spełniał marzenia.

Głównymi bohaterami powieści są dzieci z rodziny Rossów. Ich rodzice stracili pracę, dlatego Kuki, Tosia i Filip mają się dobrze zachowywać w obecności bogatej ciotki, która mogłaby udzielić familii pożyczki. Zamiast tego ciocia oferuje mamie i tacie pracę na statku Queen Victoria. Tyle, że rodzice nie chcą jej przyjąć, bo rejs na statku trwa rok, a oni nie chcą opuścić swych pociech na tak długi czas.

Wszystko byłoby po staremu, ale kiedy dziesięcioletni Kuki wyłowił z rzeki czerwone krzesło, wiele spraw zmieniło swój bieg, bo wystarczyło usiąść na meblu i wypowiedzieć życzenie, by ono się spełniło. Tyle, że najpierw dobrze byłoby wiedzieć o magicznej mocy krzesła. Bohaterowie początkowo przez przypadek wypowiadają swoje marzenia. Z tego powodu wyniknie mnóstwo nieporozumień. Wiele jest zabawnych. Prócz jednego – ciotka siada na czerwonym meblu i życzy sobie, żeby jej siostra z mężem przyjęła pracę w orkiestrze Queen Victorii. Tak się staje, wbrew woli dzieci. Kiedy trójka młodych bohaterów domyśli się, jaką magiczną moc posiada krzesło, postanowi wykorzystać je, żeby odzyskać rodziców. Okaże się jednak, że trzeba bardzo uważać na słowa, gdyż krzesło wszystko rozumie dosłownie.

Dzieciaki przeżyją mnóstwo przygód, zanim dotrą do celu. Ich perypetie będą magiczne, choć żadnych wróżek, ani magów tu nie spotkamy. Rzeczywistość, która otacza bohaterów jest doskonale nam znana, różni się jedynie tym, że za sprawą krzesła, spełniają się życzenia.

Lęki bohaterów niczym też się nie różnią od tego, co znane jest młodym czytelnikom. Kuki boi się burzy, tego że rodzice go opuszczą, chce być akceptowany przez starsze rodzeństwo. Za sprawą książki „Magiczne drzewo” czytelnicy oswajają również swoje obawy. Okaże się, że wiele problemów głównych postaci, świetnie znają ze swoich doświadczeń. W powieści pokazano również, jak zwycięża dobro. W końcu nawet wredna i pozbawiona uczuć ciotka, odnajdzie w sobie dziecko.

Moje dzieciaki słuchały książki z wypiekami na twarzy. Za nic nie chciały przerywać toku opowieści. Zresztą Maleszka napisał świetną powieść, która wciąga (również dorosłych). Znam wielu, którzy dzięki niej w ogóle sięgnęli po taki dziwny przedmiot, który nosi nazwę „książka”. Co ciekawe, historia zainteresuje zarówno sześciolatków, jak i dzieci dwunastoletnie. Te ostatnie pochłoną „Czerwone krzesło” w kilka chwil, dzięki świetnie skonstruowanej fabule i żywemu językowi.

Ogromna ilość humorystycznych sytuacji jeszcze bardziej zachęciła moje pociechy do poznawania losów bohaterów, nie zabrakło też sytuacji mrożących krew w żyłach, nakręcających akcję. Andrzej Maleszka napisał swoją książkę tak, by nie drażnić ckliwym dydaktyzmem. Oczywiście, książka przekazuje pozytywne wartości. Uczy na czym polega prawdziwa przyjaźń, miłość i odpowiedzialność, ale wszystko przedstawione zostało w sposób naturalny, bez zbędnego moralizowania. „Czerwone krzesło” miało premierę pięć lat temu i od tego czasu wydano jeszcze cztery części, więc jestem pewna, że córka za chwilę przyniesie kolejne tomy do domu…

  1. Pamiętam, że w czasach, gdy jeszcze pracowałem w Empiku ta książka cieszyła się sporym powodzeniem. Obiecałem sobie, że kiedyś ją przeczytam i poznam jej fenomen. Dziękuję, że mi o niej przypomniałaś 🙂

    • Muszę podpytać w zaprzyjaźnionych bibliotekach, jak się ma popularność „Magicznego drzewa”. Bo kiedy wydano ostatni tom pt. „Gra”, często widywałam dzieciaki z tą książką.

  2. Czytałam tę książkę starszej córce, bardzo nam się podobała. Obejrzałyśmy film, który również jest fajny. I jakoś zapomniałyśmy o „Magicznym drzewie”, o kolejnych częściach serii. Musimy wrócić do opowieści Maleszki:)

  3. Widziałam jeden odcinek serialu i bardzo mi się spodobał, teraz czekam aż moja pociecha podrośnie na tyle żebyśmy razem czytały „Magiczne drzewo” 🙂

    • Czas płynie szybko, więc trzeba uważać, by nie przegapić właściwego momentu. Myślę, że już sześciolatkowi z pewnością uda się wiele wynieść z tej opowieści. 🙂

  4. Ja przeczytałam mojemu 7 letniemu synowi wszystkie części jednym ciągiem. Książki wspaniale napisane. nie mogę się doczekać następnych części.

    • Myślę, że moje dzieci również mi nie odpuszczą. Na razie czekamy w kolejce w bibliotece, bo książki wciąż cieszą się olbrzymim powodzeniem.

  5. Pingback: „Magiczne drzewo. Tajemnica mostu” – Andrzej Maleszka | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *