Książki z serii „Magiczne drzewo” cieszą się wielkim powodzeniem. Czytałam, że sprzedano już ponad 1,5 mln egzemplarzy całego cyklu. Nawet tu, na tym blogu, recenzje dotyczące powieści Andrzeja Maleszki są najbardziej popularne i znajdują się w pierwszej piątce najczęściej odwiedzanych postów. Dzieciaki pokochały bohaterów kolejnych części. Właśnie wydany został dziesiąty tom, pt. „Czas robotów”. Myślę, że to świetna propozycja dla fanów książek z tej serii, a także dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z „Magicznym drzewem”, gdyż wszystkie powieści można poznawać niezależnie od siebie. Jeśli dzieciaki znajdą ten tytuł pod choinką, z pewnością się nie zawiodą. Wręcz odwrotnie, „Czas robotów” to taka książka, która sprawia, że młodzi ludzie polubią czytanie. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Magiczne drzewo
„Magiczne drzewo. Cień smoka” – Andrzej Maleszka
Andrzej Maleszka jest autorem bestsellerowej serii o „Magicznym drzewie”. „Cień smoka” to szósta – najnowsza część cyklu. Po książkę można sięgnąć nawet jeśli nie zna się poprzednich części. Ostatnia powieść Andrzeja Maleszki wyróżnia się objętością. Tym razem otrzymujemy ponad 500 stron wartkiej akcji. Z jakimi przygodami będą zmagali się bohaterowie tym razem?
Postacie występujące w książce „Cień smoka” są nam doskonale znane. Tym razem do Kukiego, Gabi, Blubka i gadającego psa Budynia dołączy ktoś jeszcze. Wszystko zaczyna się od kłopotów. W nich przecież specjalizują się nasi ulubieńcy. Skoro posiadają magiczną kostkę, dlaczego jej nie wykorzystać w razie potrzeby? Kuki i Blubek nie bardzo mają ochotę na naukę. Postanawiają, że wybiorą łatwiejszą drogę. Nie słuchają Gabi, która tłumaczy im, że cała historia może się skończyć źle. Tym bardziej, że kostka spełni życzenie, jeśli wypadnie szóstka. Kiedy jednak trafi im się jedynka, wyczarowana zostanie odwrotność wypowiedzianego pragnienia. Czytaj dalej
„Magiczne drzewo. Gra” – Andrzej Maleszka
Seria książek Andrzeja Maleszki cieszy się u nas w domu niezwykłym powodzeniem. Tom pt. „Gra” mój syn wypatrzył na stoisku z książkami i nie czekając zbyt długo, poszedł ją nabyć – sam. Następnego dnia przechodził obok tego samego stoiska, więc podszedł do sprzedających, by spytać, czy mają już następną część (na dwa miesiące przed premierą). Dobrze, że na co dzień nie mamy księgarni koło domu – księgarze byliby wykończeni…
Piąta część z serii o „Magicznym drzewie” wykorzystuje znane schematy, jednak tego właśnie spodziewają się dzieciaki. W tomie pt. „Pojedynek” Kuki walczył ze swoim klonem. Pomagali mu w tym przyjaciele. W „Grze” okazuje się, Ikuk (klon Kukiego) nie zniknął po wypowiedzeniu życzenia. Wręcz odwrotnie, ma się świetnie i napada na centrum handlowe. Do pomocy ma dwa wielkie roboty i małego niepozornego mechanicznego skorpiona. Czytaj dalej
„Magiczne drzewo. Pojedynek” – Andrzej Maleszka
Seria „Magiczne drzewo” Andrzeja Maleszki składa się już z sześciu części. A my właśnie skończyliśmy czwarty tom pt. „Pojedynek”. Nie było oczywiście wątpliwości ze strony dzieci, co mam im czytać po trzecim tomie, tak moje pociechy wciągnęła ta opowieść.
W „Pojedynku” głównym bohaterem nadal będzie Kuki. On zostanie wysłany przez mamę na obóz szachowy, żeby się podciągnął w logicznym myśleniu, to ma sprawić, że chłopiec w przyszłym roku szkolnym poprawi stopnie. Tyle, że chłopiec zaplanował wakacje gdzie indziej – razem z gadającym psem Budyniem, Blubkiem i Gabi.
Jak łatwo się domyślić, na obozie szachowym wcale nie zabraknie wartkiej akcji. W czasie pobytu w hotelu: starym, kamiennym zamku – na zwycięzcę turnieju szachowego czeka nagroda – pięknie rzeźbione szachy. Tyle, że są one wykonane z tego samego magicznego drzewa, co czerwone krzesło. Kuki odkrywa, że każda figura ma inną magiczną moc. Od tego momentu chłopiec wie, że nie będzie się nudził. Ma też swoich przyjaciół, którzy namówili rodziców, żeby też puścili ich na ten obóz.
Kuki popełnia jeden duży błąd. Postanawia stworzyć swego klona. Konsekwencje tego czynu będą niewyobrażalne. Na niezwykłej wyspie, chłopiec będzie musiał stoczyć pojedynek z drugim „ja” – dla odróżnienia nazywanym Ikukiem. Magiczne szachy sprawią, że rozgrywka będzie niezwykła. Walki robotów, drapieżne ryby, wyspa odpływająca w dal… To tylko namiastka tego, co przeżyją bohaterowie.
W tomie nie zabraknie wartkiej akcji. Bohaterowie niemal nigdy nie odpoczywają, ponieważ po jednej przygodzie następuje kolejna. Nie zabraknie wątków mrożących krew w żyłach. Ikuk powstał ze złych mocy, dlatego nie potrafi być dobry. Jednak w głowie Kukiego rodzą się dylematy moralne. Dokąd można się posunąć w takiej sytuacji? Bohaterowie muszą wciąż walczyć, ale ich przyjaźń przez chwilę zostanie poddana próbie.
Andrzej Maleszka po raz kolejny dał popis swojej niczym nieograniczonej wyobraźni. Jako osoba dorosła nie zawsze byłam w stanie przewidzieć, jakie rozwiązania zostaną zastosowane. Kilka razy poczułam się zaskoczona zwrotami akcji. Dzieci również nie chciały, by przerywać czytanie. Bo gdyby skupić się na streszczeniu tej opowieści, mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z horrorem mrożącym krew w żyłach, jednak dzieci nie boją się tej historii, ponieważ wszystko co straszne, zostaje złagodzone sporą dawką dobrego humoru.
Bohaterowie wykreowani przez pisarza również przekonują moje dzieciaki. Nikt tu nie jest doskonały, każdy ma jakieś wady, ale też zalety. Kuki zostaje ukarany za próżność. Klon, o którym jakiś czas już myślał, wcale nie okazał się taki, jak sobie zaplanował. Magia, stosowana przez postacie z książki, nikomu niczego nie ułatwia. Wręcz odwrotnie, używanie jej może być brzemienne w skutkach.
Choć „Pojedynek” stworzony został wokół fantastycznych wydarzeń, to bohaterowie są niemal tak autentyczni, jak czytelnicy. Przeżywają te same problemy, konflikty, dylematy. Mają tylko więcej niebezpiecznych przygód. Moje pociechy nie mogły się doczekać wieczornego czytania, więc często same zaglądały do książki, by podziwiać piękne ilustracje. Lubiły też dyskutować między sobą o przygodach bohaterów i zastanawiać, co zrobiłyby w danej sytuacji. Jedno tylko mnie zaniepokoiło – olbrzymia ilość literówek. Odniosłam wrażenie, że książka była pisana w wielkim pośpiechu i ktoś nie dopracował tego tomu. Na szczęście mogłam dokonywać korekty na bieżąco, ale co z tymi kilkulatkami, którzy czytali książkę samodzielnie? Mam nadzieję, że wznowienia zostaną lepiej dopracowane, ponieważ historia naprawdę przykuwa dzieci do fotela na długi czas. Gdyby opowieść była nudna, nie udałoby się utrzymać sześciolatka na miejscu. A w tym przypadku miałam zakaz przerywania czytania…
„Magiczne drzewo. Olbrzym” – Andrzej Maleszka
Nie było innego wyboru. Dzieciaki same zdecydowały, co mam im czytać, a były wyjątkowo stanowcze i zgodne w swej decyzji. Cykl o „Magicznym drzewie” jest tak wciągający, że jeśli chodzi o książki dla dzieci, będzie tu monotematycznie: będę pisała głównie o serii autorstwa Andrzeja Maleszki. Sięgnęliśmy po trzeci tom pt. „Olbrzym”, więc jeszcze dwa przed nami, choć wkrótce premierę będzie miała szósta część.
Głównym bohaterem „Olbrzyma” jest Kuki. Marzy mu się, by posiadać nadludzką siłę. Jednak rodzice nie pozwalają mu wykorzystać magicznego krzesła, bo uważają, że to niebezpieczne życzenie. Mebel o niezwykłych właściwościach spełnia marzenia, ale trzeba bardzo uważać o co się prosi, bo może się okazać, że spełniające się życzenia nie zawsze są takie dobre, jak by wydawało się bohaterom.
Tym razem Kuki ma kłopoty w szkole. Prześladuje go Blubek, którego woli unikać, ponieważ potrafi się znęcać nad słabszymi. Kiedy Kuki dostaje zadanie od nauczycielki, by oprowadził po szkole nową uczennicę Gabi, chłopiec robi to niechętnie. Prawdziwe kłopoty zaczynają się, gdy trafiają na Blubka. Kuki i dziewczynka muszą uciekać, ale słabszy chłopiec postanawia się odegrać, wykorzystując do tego magiczne krzesło.
Okazuje się jednak, że zamiast Kukiego, Blubek wypowiada życzenie. Skutki będą tragiczne – zburzona szkoła, potwór o siedmiu życiach, zniszczone magiczne krzesło oraz sprawa sądowa wytoczona rodzicom. By uratować sytuację, Kuki staje się niezwykle silny. Okazuje się, że to za mało. Blubek, Gabi, Kuki oraz pies Budyń wyruszą w niezwykłą podróż, żeby zdobyć pieniądze na odbudowanie szkoły.
Będą musieli jeszcze sześć razy zmierzyć się z potworem. Oprócz tego dostaną wskazówki, gdzie znajduje się inny przedmiot o podobnej mocy, jaką miało magiczne krzesło. Czy uda im się dostać na drugi koniec świata i zdobyć to, czego potrzebują?
Książka Andrzeja Maleszki pt. „Olbrzym” posiada niezwykle wartką akcję, która trzyma czytelników w ciągłym napięciu. Opowieść jest na tyle uniwersalna, że dotrze do dzieci czteroletnich i dwunastolatków. Kiedy czytałam ją na głos, trudno było przerwać czytanie, ponieważ wciąż coś się działo. Nie można było przestać, ponieważ dzieciakom wciąż było mało, domagały się więcej i więcej.
Fantastyczne przygody to nie wszystko. Dzięki „Olbrzymowi” dzieci poznają na czym polega przyjaźń i poświęcenie. Jednak elementy dydaktyczne nie rażą. Mało tego, okazuje się, że ważne sprawy mogą być opowiedziane w niezwykle ciekawy sposób. W książce nie brakuje też humoru. Tym razem uśmiech na twarzach dzieci gościł za sprawą gadającego psa Budynia. Wydawać by się mogło, że potwór stworzony na podobieństwo gry komputerowej sprawi, że dzieci będą się bały, nie zechcą spać w nocy, ale nic z tego, ponieważ jak w każdej baśni i tu wszystko kończy się dobrze. Schemat w tym przypadku jest mile widziany, bo przecież dobro musi zwyciężyć, a bohaterowie pokonać przeciwności losu.
„Magiczne drzewo. Tajemnica mostu” – Andrzej Maleszka
Powieść dla dzieci Andrzeja Maleszki: ?Magiczne drzewo. Czerwone krzesło? została Książką Roku 2009. Niektórzy znają serial telewizyjny o tym tytule, powstał też film kinowy. Jako, że część pierwsza bardzo spodobała się naszym pociechom, sięgnęliśmy po kolejny tom serii: „Tajemnicę mostu”.
Tym razem również mamy do czynienia z doskonale znanymi nam bohaterami, ale oprócz nich dołączą kolejni. Prócz Kukiego, Wiki, Filipa i Tosi ważną postacią okaże się rudowłosa Melania. Najpierw jednak będziemy śledzili w Wenecji pewną kotkę Latte, która przestanie kochać swojego pana. Potem dowiemy się jaki finał będzie miało niefortunne życzenie Wiki. Bo przecież pierwsza część skończyła się na tym, że dom, w którym mieszkanie ma rodzina Rossów poszybował w przestrzeń. Natomiast krzesło spełniające życzenia pozostało na ziemi.
Na szczęście wszystko kończy się dobrze, choć mama ma już dosyć magii. Dlatego siada na krześle i blokuje możliwość czarowania za jego pomocą. Dzieci są zrozpaczone, ale pomysłowy Kuki dopuszcza do tajemnicy Melanię, która również była w unoszącym się w przestworza domu. Używać magii nie może rodzina Rossów, a rudowłosa sąsiadka do niej nie należy. Dlatego właśnie Wiewióra będzie wypowiadała życzenia.
Sprawy się skomplikują, kiedy Mela zakocha się w Filipie. Uczucie nie jest odwzajemnione, więc nieśmiała dziewczynka rzuca czar na ukochanego, ale w taki sposób, że chłopak zamiast obdarzyć uczuciem Melanię, zakochuje się w postaci z plakatu – nazywanej przez wszystkich domowników Żygożelką. Problem polega na tym, że nie można odblokować czaru, a magia wymyka się spod kontroli.
Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z olbrzymim pająkiem, groźnym niedźwiedziem, stadem dzikich kotów, powodzią, czy niebezpieczną Gretą o trojgu oczach. Przygoda goni przygodę, a Kuki i Melania mają ręce pełne roboty i… robota do pomocy (chyba, że się włączą niewłaściwy tryb – koszmarnego wychowawcę – wtedy muszą odbyć musztrę).
Magia źle wykorzystana oznacza kłopoty. Te się dwoją i troją w tej powieści. Bohaterowie używając czarów popadają w tarapaty. Wciąż wydaje się, że są w sytuacji bez wyjścia, ale jakoś za każdym razem spadają na cztery łapy. Kuki, Wiki, Tosia i Melania muszą współpracować, by pomóc Filipowi. Okaże się, że na miłość nie może poradzić nawet czerwone krzesło. Dlatego w tej części dołącza kolejny zaczarowany przedmiot – magiczny most.
Dlaczego ta książka tak bardzo podoba się dzieciom? Myślę, że przyczyn znajdziemy kilka. „Magiczny most” czyta się bardzo dobrze, jest w powieści dużo dialogów. Oprócz tego mamy do czynienia ze światem bliskim młodym odbiorcom, ale okraszonym magią. Maleszka pozwala dzieciom marzyć, a jego bohaterowie są przecież zwyczajni. Chodzą do szkoły, przeżywają takie same kłopoty jak wszyscy, ale mają coś niezwykłego – magiczne krzesło.
Przesłanie książki nie jest okraszone natrętnym dydaktyzmem. Jednak dzięki „Magicznemu mostowi” dzieciaki uczą się czym jest współpraca, poświęcenie i oddanie, czy konsekwencje własnych czynów. Dowiadują się też tego, że warto zwrócić uwagę na osoby nieśmiałe, czy nieco różniące od pozostałych. Okaże się też, że nie tylko czubek nosa jest najważniejszy. Natomiast dodanie do tego wszystkiego odrobiny magii, sprawia, że historia wciąż zaskakuje odbiorców i wciąga. Podoba mi się, że autor uczy dzieci dystansu do świata – w tym przypadku każe im krytycznie patrzeć na reklamę. Postać z plakatu jest ładna, ale tak słodka, że dzieci nazwały ją Żygożelką. Problem polega na tym, że postać została stworzona w komputerze i tak naprawdę nie istnieje.
Dziewięciolatce i sześciolatkowi odpowiada ten fantastyczny świat, choć niekiedy sceny mroziły im krew w żyłach. Na szczęście w fabule co jakiś czas następuje rozprężenie, bo sporo scen jest przezabawnych, wywołujących lawiny śmiechu. Dzieci lubią się trochę bać, uwielbiają też humor. Przy okazji uczą się zdrowego dystansu do świata. A podczas wspólnej lektury również dorosły świetnie się bawi. Doskonale już rozumiem fenomen „Magicznego drzewa”, natomiast trzecia część została już przez nas rozpoczęta. No i zaraziliśmy kolejne dzieci tą opowieścią…