Pierwsza powieść Robbe-Grilleta dostępna w języku polskim, to właśnie „Gumy”. Pozornie to kryminał, ale ważniejsza w tej powieści jest forma, klimat, język, czy nawiązania literackie. Dostajemy w książce moc warstw znaczeniowych, ale wymieszanych ze sobą i od nas tylko zależy, co z tej mieszanki dla siebie wybierzemy.
Książkę wydano w 1953 roku we Francji. Autorowi zarzucano, że jego proza składa się tylko z opisów przedmiotów. Uznano, że nie da się czytać tak zimnej, obdartej z uczuć literatury. Dziś książka wpisuje się w nurt nouveau roman.
Alain Robbe-Grillet bierze czytelnika w dwudziestoczterogodzinną podróż. Główny bohater ma za zadanie rozwikłać zagadkę kryminalną. Jednak jej rozwiązania szybko się domyślimy, a co ważniejsze, wiemy więcej, niż agent specjalny Wallas. Tytuł książki – „Gumy” również stanowi grę z odbiorcą. Policjant chodzi od sklepu do sklepu z artykułami papierniczymi, by odszukać idealną gumkę do mazania. Pozornie nie ma to żadnego związku ze sprawą, którą prowadzi, a jednak…
Wallas podróżuje po prowincjonalnym mieście. Niby jest tu tylko opis, nie mający w sobie nic z liryzmu. Jednak autor tak oddaje klimat tego miasteczka, że powstaje wręcz oniryczny obraz świata. Ciekawe jest powiązanie agenta z Edypem. Starożytny mit ciąży nad całą powieścią i co jakiś czas widoczne są nawiązania do niego. Jednak mimo, że strożytni wiedzieli doskonale o czym on opowiada, istotne dla nich był sposób w jaki się go przedstawiło. Podobnie jest chyba z nami, czytelnikami – choć wiemy, że kryminał musi mieć ofiarę i złoczyńcę, chcemy poznać drogę, sposób, dzięki któremu dochodzi do rozwązania zagadki.
Oprócz nawiązania do greckiej tragedii, widoczni są również inni wielcy inspiratorzy. Przytoczę chociażby Joyce’a oraz Prousta. Chodzi o podejście do czasu. U Robbe-Grilleta nietypowe jest następstwo zdarzeń i struktura czasu. Trzeba się mocno skupić, by się zbytnio nie pogubić.
Książka „Gumy” to ambitna lektura. Dzięki niej mogłam odkryć francuskiego klasyka. Do tej pory było to dla mnie nazwisko wymieniane w podręcznikach akademickich. Warto przyjrzeć się bliżej twórczości tego pisarza. Choć nie da się tej książki czytać w zatłoczonym pociągu, kolejce do lekarza, jednak po odpowiednim skupieniu, satysfakcja z przeczytanej lektury – gwarantowana. Spodobało mi się zwłaszcza ukazanie bezimiennego miasta jako chaotycznego labiryntu – tu też można nawiązać do mitologii. Bohater nie może odnaleźć się w tej topografii, gubi się, a jednocześnie traci swą indywidualność. Staję się jedną z wielu twarzy. Po ponad pięćdziesięciu latach powieść nadal jest aktualna.
Dziękuję wydawnictwu Tako za książkę „Gumy”.
Nie tak dawno wypożyczyłem „Gumy” z biblioteki. Książka cierpliwie czeka na lekturę. Jeśli chodzi o Robbe-Grilleta to serdecznie polecam także „Żaluzję”. To już jest chyba kwintesencja nouveau roman.
Muszę się rozejrzeć w bibliotece, bo nie czytałam tej książki Robbe-Grilleta.