Kiedy przeczytałam „Filary ziemi” poczułam niedosyt, że to już koniec. Na szczęście szybko odnalazłam książkę będącą opowieścią o potomkach Jacka i Toma. Powieść „Świat bez końca” jest równie ciekawa. Komuś, komu spodobały się „Filary ziemi’ ta pozycja przyniesie tyle samo radości. Kto z kolei nie lubi wielostronicowych czytadeł niech nawet nie zerka na okładkę.
Akcja toczy się w średniowieczu – mojej ulubionej epoce historycznej, ale dwieście lat później. Podobnie jak w pierwszej części mamy jasny podział na dobrych i złych. Bohaterowie są podobni do tych z „Filarów ziemi”, autor bawi się jakby tą konwencją, bo bohaterowie sami wspominają o tych podobieństwach. Nie dość, że nie zmieniają się przez całe życie, to jeszcze z pokolenia na pokolenie. Również mają do pokonania wiele przeciwności i kiedy wydaje się, że nie może już być gorzej, okazuje się, że los dalej się nie poprawia.
Postacie znowu są bardzo współczesne. Mamy tu dziewczynę Caris, która posiada niezwykłe umiejętności – wie, co jest przyczyną dżumy i zna sposoby na pozbycie się epidemii (trochę to oczywiście naciągane). Musi pokonać wielu przeciwników, by jej argumenty trafiły do mężczyzn, żeby zechcieli jej posłuchać. Oczywiście to jeden z wielu wątków.
Teraz mam apetyt na „Upadek gigantów”…