Dzieci odkrywają świat na wiele sposobów. Już najmłodsze chcą wiedzieć jak najwięcej na interesujący je temat. Jeśli kochają morze, z pewnością zaintryguje je książka Britty Teckentrup, „24 godziny. Coś się dzieje w porcie!”. Jak wygląda miejsce, do którego przybywają statki? Co zabierają z sobą, gdy odpływają? Czy w nocy port działa, czy jest zamknięty? Odpowiedzi na te pytania dzieci udzielą sobie same, ponieważ w książce nie ma zbyt wielu słów, najważniejszy jest obraz.
„24 godziny. Coś się dzieje w porcie!” to pozycja o sporych wymiarach, z kartonowymi kartkami. Nie licząc okładki mamy do czynienia z siedmioma rozkładówkami, które przybliżają najmłodszym życie w porcie. Właśnie to miejsce jest głównym bohaterem, choć nie zabraknie tu innych, barwnych postaci. Bohaterów jest całe mnóstwo, ale mamy do czynienia ze zwierzętami – również morskimi (w końcu jesteśmy nad wodą).
Z książki dowiemy się, co się dzieje na nabrzeżu o siódmej rano, w południe, czy nocą. W prawym górnym rogu strony umieszczono zegar wskazujący godzinę. Obok niego znajduje się kilka pytań, które zachęcają malucha do szukania odpowiedzi. To jednak zaledwie początek zabawy, gdyż w porcie naprawdę wiele się dzieje. Młodzi odbiorcy będą mieli na czym skupić wzrok. Widzimy kontenerowce, statki pasażerskie, wycieczkowe i wiele innych. Na lądzie również kwitnie życie. Jedni pracują, inni spędzają czas na rozrywkach, znajdzie się nawet jeden podejrzany typ – Borys Borsuk, który najwyraźniej ma jakieś niecne plany.
Na rynku jest całkiem sporo książek do oglądania. Takich, w których mamy do czynienia z masą szczegółów oraz ogromną ilością postaci. „24 godziny. Coś się dzieje w porcie!” jest barwną publikacją, ale nie męczy oczu. Dzieci mogą ją poznawać na wiele różnych sposobów. Dzięki wspólnej lekturze z rodzicami mogą poznać bohaterów, czy pytania które umieszczono w książce. Te, które czytają już samodzielnie, będą uczyły się godzin. Wszyscy, niezależnie od wieku będą mogli dokładnie przyglądać się ilustracjom i opowiadać o przygodach bohaterów postaci. Tutaj współautorem książki jest sam czytelnik. Od jego wyobraźni zależy, jaką historię sobie ułoży. Co więcej, za każdym razem może to być zupełnie inna opowieść.
Publikacja „24 godziny” pobudza spostrzegawczość czytelników, uczy skupienia. Z kolejnymi rozkładówkami można spędzić całkiem sporo miłych chwil. Nie jest to książka na jeden raz, tylko do wielokrotnego użytku. I choć na pierwszy rzut oka wydaje się być przeznaczona dla najmłodszych odbiorców, to starsze dzieciaki z pierwszej, czy drugiej klasy wciąż z przyjemnością będą przeglądały kolejne karty i poznawały perypetie bohaterów. Warto również zachęcić dzieci do tego, by opowiadały co widzą i co sobie wyobrażają, ponieważ dzięki temu będą również rozwijały się językowo. Podczas oglądania kolejnych kart z pewnością pojawi się sporo pytań, a także nieraz pojawi się uśmiech na twarzy oglądających. Jedno jest pewne, nikt się nie będzie nudził, śledząc kolejne strony tej książki.