Niedawno premierę miała książka Piotra Bojarskiego „Coraz ciemniej w Wartheland”. Jej autor nie zamyka się w jednym gatunku. Pisze reportaże, powieści kryminalne oraz historyczne. Sporo książek związanych jest w jakimś stopniu z Poznaniem. Również jego najnowsza powieść dotyczy tego miasta. Dzięki „Coraz ciemniej w Wartheland” zobaczymy, jak w czasie wojny wyglądało tu życie Polaków i Niemców.
Historia opisana w książce przenosi czytelników do początku II wojny światowej. W Poznaniu władzę przejęli Niemcy. Natomiast namiestnik Arthur Greiser dąży do tego, by Posen stało się wzorem dla innych miast. Dokładnie takim, jak chce Adolf Hitler: pozbawionym Żydów, z Polakami w roli służących. Niektórzy mieszkańcy podpisują volklistę, by ułatwić sobie egzystencję, inni podejmą próbę walki o wolność. W grudniu na przejeździe kolejowym w okolicy Birnbaum ginie Erhardt, syn niemieckiego namiestnika. Czy wypadek kolejowy był czystym przypadkiem, czy zamachem? Tego ostatniego doszukuje się szef poznańskiego gestapo.
Tymczasem naziści robią wszystko, by pozbyć się nawet najmniejszych oznak ruchu oporu. Choć Arthur Geiser początkowo nie wierzy w zamach na jego syna, z czasem dociera do niego, że sprawowanie władzy w Posen nie będzie takie łatwe, jak wydawało się na początku. Dlatego Niemcy będą w brutalny sposób pozbywali się każdego podejrzanego o współpracę z polskimi tajnymi organizacjami. Poznań miał przecież stać się miastem nazistowskim.
Jeśli pamiętacie filmy w stylu „Czterej pancerni i pies”, albo modne ostatnio powieści o obozach koncentracyjnych, to w „Coraz ciemniej w Wartheland” nie znajdziecie podobnej stylistyki. Tu nie ma miejsca na naiwne opowieści z domieszką sentymentalizmu. Widzimy rzeczywistość okupacyjną taką, jaka była. Choć trzymamy kciuki za każdego z bohaterów, który bierze udział w działalności konspiracyjnej, to jednak nie każdy z nich ma szanse na przetrwanie wojny. Aparat tajnej policji okazywał się bardzo skuteczny. Piotr Bojarski pokazuje bez owijania w bawełnę, w jaki sposób esesmani wyciągali informacje od więzionych przez siebie osób. Tylko najsilniejsi potrafili milczeć do końca.
Oglądamy również Polaków, którzy organizują sieć tajnych laboratoriów. Nie miałam pojęcia o tym, że istnieli ludzie, którzy zajmowali się bronią biologiczną i chcieli wykorzystać ją przeciwko nazistom. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się Franciszek Witaszek, przed wojną wybitny mikrobiolog, a w czasie okupacji szef Związku Odwetu Okręgu Poznańskiego.
Bohaterami książki są zarówno Polacy jak i Niemcy. Jedni i drudzy to postacie autentyczne. Piotr Bojarski napisał powieść fikcyjną, ale oparł ją na prawdziwych wydarzeniach, choć jak przyznał w posłowiu, nie zawsze trzymał się dokładnie chronologii, by zdynamizować fabułę. Jak się okazuje, losy opisywanych bohaterów były na tyle dramatyczne, że aż trudno uwierzyć że były prawdziwe. Szybko domyślimy się, jaki los czeka tych, którzy zostali schwytani przez gestapo, jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie ma tu miejsca na cudowny ratunek. No chyba że taki miał rzeczywiście miejsce. Tylko wtedy jest szansa, że pojawi się w tej powieści.
Kiedy zaczynałam „Coraz ciemniej w Wartheland” miałam obawy, czy autor nie pójdzie w kierunku modnej ostatnio stylistyki popularyzującej II wojnę światową w sposób daleki od rzeczywistości. Okazało się coś wręcz przeciwnego. Piotr Bojarski opisuje okupację tak, jak to wyglądało w Poznaniu. Nie ogranicza się też do przedstawiania jedynie losów bohaterskich Polaków, ale przedstawia też nazistów, czy ludzi, którzy dla wygody postanowili podpisać volklistę. Dzięki tej perspektywie widzimy chyba wszystkie grupy społeczne mieszkające w „Kraju Warty”. Pisarz posługując się konwencją powieści historycznej przybliża czytelnikom nie tylko brutalną rzeczywistość wojenną, ale również ludzi z ich emocjami i dylematami, a często również dramatycznymi oraz tragicznymi losami. Dzięki stylizacji językowej poznajemy też nieco regionalne słownictwo gwarowe, co z pewnością ucieszy poznaniaków. Dla mnie szczególnie cenne było poznanie ciekawych postaci historycznych, o których raczej nie wspomina się w podręcznikach do historii.