Nick Bilton znany jest jako pisarz, dziennikarz i scenarzysta. Przez ponad dekadę pracował w „The New York Times” jako reporter i felietonista. Obecnie jest korespondentem specjalnym „Vanity Fair”. Polskim czytelnikom może kojarzyć się z popularną książką „Twitter. Prawdziwa historia o bogactwie, władzy, przyjaźni i zdradzie”. Również tytuł „Król darknetu” stał się głośną książką, trafił na szczyt bestsellerów na liście „New York Times’a”.
Wielu zastanawia się, jak zdobyć fortunę. Tylko nielicznym się to udaje. Czym wyróżnił się Ross Ulbricht, który w pewnym momencie swojego życia zarabiał pół miliona dolarów tygodniowo? Młody chłopak, który prowadził zwyczajne studenckie życie, postanowił założyć stronę internetową. Na pierwszy rzut oka nic w tym szczególnego. Jednak ten Teksańczyk miał pewien cel. Postanowił uwolnić świat, a szczególnie swój kraj od ograniczeń. Wyznawał libertarianizm, czyli doktrynę filozoficzną, zgodnie z którą zarówno wolność osobista jak i wolność ekonomiczna to najwyższe wartości. Właśnie tymi zasadami kierował Ross.
Według Ulbrichta państwo nie powinno wtrącać się w życie jednostki. Zgodnie z manifestem libertariańskim każdy człowiek ma prawo wyboru. Co za tym idzie, sam powinien decydować o własnym życiu. Nawet jeśli dokonuje wyborów szkodliwych, nie należy mu tego odbierać. Jeśli pragniesz zapić się na śmierć, umrzeć na raka płuc paląc kilka paczek papierosów dziennie – wolna wola. Libertarianie stwierdzą, że ma do tego prawo.
Co ma wspólnego doktryna filozoficzna z tworzeniem stron internetowych? Ross Ulbricht postanowił ominąć ograniczenia ustalone przez państwo. Po prostu założył platformę, która działała jak Amazon. Z małą różnica. Na Silk Road (Jedwabnym Szlaku) można było nabyć… narkotyki.
Dwudziestoparolatek wykorzystał wiedzę informatyczną do stworzenia targowiska dla nielegalnych produktów. Każdy mógł anonimowo nabyć nie tylko narkotyki, ale również broń, czy inne zakazane rzeczy, łącznie z organami takimi jak nerka. Płatność za usługi odbywała się w kryptowalucie bitcoin. To również zapewniało anonimowość zarówno nabywającym, jak i sprzedającym.
Popularność strony zaskoczyła jej twórcę. Ulbricht doszedł do wniosku, że potrzebuje współpracowników i dodatkowych zabezpieczeń. Rozgłos szedł w parze z bogactwem, którego oczekiwał. Mimo to nikt w tym niepozornym człowieku, który nadal mieszkał po studencku i nie obnosił się ze swoim bogactwem, nie rozpoznałby milionera.
Nick Bilton w swojej książce w fascynujący sposób opisuje, jak idealista stał się cyberprzestępcą. Ze zwykłego chłopaka z przedmieść stał się kimś w rodzaju Waltera White”a ze znanego serialu „Breaking Bad”. On sam może bardziej, by się uznawał za Zorro, który walczy z niesprawiedliwym systemem, aż w końcu zmienił swoją tożsamość i stał się Strasznym Piratem Robertsem. Szybko zauważamy dwie strony osobowości Rossa Ulbrichta. Podział nastąpił również na jego dysku w laptopie. Jedna część służyła Silk Road, a druga była prywatna. W życiu osobistym nie udawało mu się odnosić takich sukcesów, jak na stronie internetowej.
Autor książki ukazuje dwa oblicza „Króla darknetu”. Ten wrażliwy mężczyzna szukający prawdziwej miłości, przy budowaniu swojego imperium nie waha się przed zlecaniem morderstw. Wszystko dla chwili władzy. Nick Bilton pokazuje, jak zło narasta. Odsłania również kulisy śledztwa. Na Ulbrichta polowało wielu śledczych i w końcu po długiej i żmudnej pracy odnieśli sukces. Złapali groźnego przestępcę na gorącym uczynku, z „otwartym laptopem”. Na czym wpadł twórca Silk Road. Co go pogrążyło?
Trzeba przyznać szczerze, że książkę „Król darknetu” czyta się jak najlepszą powieść kryminalną. Wzbogacenie tej historii dialogami, jeszcze bardziej ją uatrakcyjniło. Choć mamy do czynienia z literaturą non fiction, to Nick Bolton cały czas trzyma czytelników w napięciu. Zmienia perspektywę, raz pokazując nam Ulbrichta, by przejść do ukazania działalności służb federalnych. W pewnym momencie zobaczymy również, jak kuszący jest świat przestępczy i zdobywanie łatwych pieniędzy, bo niektórzy śledczy przejdą na ciemną stronę mocy. Autorowi książki w budowaniu tej historii pomogły ślady, jakie Ulbricht odcisnął w wirtualnym świecie. Dwa miliony słów, które pozostawił po sobie „Król darknetu” pozwoliły Nickowi Biltonowi dokładnie odtworzyć tę historię, by odbiorcy mogli prześledzić ją z wypiekami na twarzy.
PS „Króla darknetu” na język polski przełożył Rafał Lisowski.
Czytałem o tej książce u Qbusia i poczułem się szczerze zaintrygowany. A Twój tekst utwierdza mnie w przekonaniu, że po „Króla darknetu” warto sięgnąć.
O proszę, zerknę do Qubusia, co sądzi o książce „Król darknetu”, bo mnie się bardzo spodobała.