„Lista obecności” – Agata Kołakowska

Lista obecności, Agata KołakowskaGdzie znaleźć dla siebie idealne miejsce, gdy prowadzi się żywot artysty? Może najlepiej będzie w dużym mieście? Albo odwrotnie, w spokojnej małej społeczności, która zaprasza do siebie twórców? Czy gościnność wsi okaże się właściwa dla rzeźbiarki, która próbuje zapomnieć o tym, co niedawno ją spotkało i pozwoli jej odnaleźć upragniony spokój? Agata Kołakowska, autorka kilkunastu powieści obyczajowych, w książce „Lista obecności” posłuży się konwencją thrillera i połączy ją z intrygą kryminalną. Wątków obyczajowych również nie zabraknie.

Rada pierwsza i ostatnia. Blurb na okładce zdradza zdecydowanie zbyt wiele. Jeśli więc chcecie odkrywać wszystkie tajemnice sami, nie zaglądajcie do notki zachęcającej do sięgnięcia po powieść. Agata Kołakowska skonstruowała „Listę obecności” w taki sposób, byśmy stopniowo odkrywali główną postać, czyli Igę Stelmach, a okładka za szybko na pewne tajemnice nas naprowadza.

W powieści poznajemy cieszącą się uznaniem rzeźbiarkę. Kobieta wiele przeszła w życiu osobistym, ale nie ma ochoty się z tym zdradzać. Odniosła pewien sukces w swojej pracy artystycznej, ale potrzebuje odmiany. Idealna okazuje się propozycja sołtysa wsi Kunice. Iga po tym, jak ciepło została przyjęta przez mieszkańców małej miejscowości, gdzie zaproszono ją jako gościa na na spotkanie, postanawia nabyć tam dom. Oprócz tego, że wszyscy są niezwykle rodzinni, w Kunicach zamieszkuje wielu artystów. Iga Stelmach czuje, że tutaj może uda jej się zakorzenić.

Po sukcesie jaki odniósł cykl jej rzeźb, postanawia pójść w nieco innym kierunku. Ma pewne obawy co do tematyki, jaką wcześniej podjęła. Czuje jakby ciążył nad tymi pracami jakiś zły omen. Nie chce tworzyć tego, co dotąd, choć wszyscy ją do tego namawiają. Kiedy przychodzi jej do głowy inny pomysł, zaczyna go realizować. Jako, że tworzy w glinie, zdobywa ją z okolicznych złóż. Oczywiście nie udałoby się jej trafić na odpowiedni materiał, gdyby nie uprzejmość ludzi z Kunic. Oni wiedzą, gdzie go szukać.

Podczas stopniowego poznawania mieszkańców wsi, Iga Stelmach nieoczekiwanie odkrywa mroczne oblicze Kunic. Okazuje się, że nie wszyscy są sympatyczni. Kobieta otrzymuje anonimowe ostrzeżenia. Jednak, kiedy próbuje się czegoś dowiedzieć od sołtysa, ten zbywa problem. Z czasem Iga odkryje, że jakiś czas temu doszło do zaginięcia pewnego artysty, fotografa. Czy tajemnicze listy są groźbą, czy może ostrzeżeniem? Rzeźbiarka poznaje środowisko dzięki dziwnemu zwyczajowi, który obowiązuje mieszkańców Kunic. Wszyscy muszą się meldować co piątek na spotkaniu organizowanym przez sołtysa, a z nieobecności trzeba się tłumaczyć. Jednocześnie właśnie tam spotyka ludzi, których można nazwać bratnimi duszami. Nie wszyscy jednak okażą się tacy mili, zwłaszcza gdy okaże się, że pewne problemy są zamiatane pod dywan.

Agata Kołakowska w swej powieści umiejętnie buduje napięcie, stopniowo odkrywając przed czytelnikiem kolejne elementy układanki. W „Liście obecności” poznajemy artystkę, która dowiaduje się o skrywanych tajemnicach Kunic, choć sama również niechętnie uzewnętrznia się przed innymi. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Historia ukazana jest z perspektywy rzeźbiarki, a jednocześnie nie od razu dowiadujemy się, co  spotkało Igę oraz to, jak to na nią wpłynęło. Z jednej strony trudna przeszłość, z drugiej dochodzi jeszcze intryga, która rozgrywa się na bieżąco. Dzięki książce przyglądamy się temu, jak wyglądają relacje międzyludzkie w Kunicach, nie brakuje spostrzeżeń natury obyczajowej. Agata Kołakowska pokazuje ludzkie zakłamanie i uciekanie przed problemami poprzez uciekanie od nich. Poraniona psychicznie Iga okaże się osobą, która nie poddaje się stereotypowemu patrzeniu na świat. Drąży głębiej, by poszukać prawdy. Nawet, jeśli oznacza to dla niej powrót do tego, przed czym chciała uciec.

  1. Ha, zawsze zastanawiam się jaki cel przyświeca autorom blurbów, w których zdradza się kluczowe elementy fabuły. Szczególnie jeśli chodzi o kryminały czy thrillery, czyli gatunki w których dobra zagadka to podstawa.

    • Kiedy mam wrażenie, że opis na okładce jest zbyt dokładny i za wiele odkrywa, odstawiam książkę na jakiś czas, żeby zapomnieć, co było napisane z tyłu, ale nie zawsze to się sprawdza. Lepiej nie czytać blurbów w ogóle, żeby nie stracić przyjemności z odkrywania kolejnych elementów zagadki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *