„Mundra” – Sylwia Szwed

MundraCzarne wydało serię książek w serii „Bez Fikcji O…”. Mowa w nich o różnych aspektach rodzicielstwa. Sylwia Szwed przeprowadziła dziesięć wywiadów z położnymi, by poruszyć wiele aktualnych i kontrowersyjnych tematów dotyczących porodów, a następnie zaprezentowała w swej książce pt. „Mundra”.

Kim jest owa tytułowa „Mundra”? „Nazywano ją też babką, babiculą, mądrą babą, babuszką, akuszerką, a jej sztukę – babieniem” (s.5). Mundra, czyli mądra – położna, której często się nie zauważa, choć w historii mogła cieszyć się szacunkiem i sporą niezależnością. Kim są dzisiaj te kobiety, które pomagają w tym, by doszło do cudu narodzin? Sylwia Szwed stara się poprzez rozmowy z dziesięcioma przedstawicielkami tego zawodu, ukazać jego jasne i ciemne strony, ale też pokazać jak się zmienił w ostatnim półwieczu sposób patrzenia na poród.

Najstarsza mundra z którą rozmawiała autorka książki, ma dziewięćdziesiąt dwa lata i przyjmowała porody już w czasie II wojny światowej. Najmłodsza, zaledwie dwudziestosześcioletnia – pracowała w Tanzanii. Wszystkie położne opowiadają o swoich doświadczeniach, ale poznajemy ich poglądy na temat narodzin. Sylwia Szwed nie bała się pytać o niezbyt wygodne sprawy. Dlatego poznamy też ciemną stronę tego zawodu – bohaterki opowiedzą o porodach martwych dzieci, poronieniach, aborcji, czy przemocy wobec rodzących.

„Mundra” pokazuje jak ważną rolę pełni położna. Choć kobiety uwielbiają opowiadać o swoich porodach, często dramatyzują, czy wręcz straszą inne. Tu otrzymujemy rzetelne i fachowe informacje, które kiedyś przekazywane były przez matki i babki, ale teraz niekiedy brakuje owego zdroworozsądkowego podejścia do porodu. Położne nie straszą czytelniczek, a raczej wskazują drogi, którymi mogą podążyć rodzące.

Ważna jest warstwa historyczna. Dowiemy się jak wyglądały porody w PRL-u. Historie z tamtych czasów, czyli pokolenia współczesnych babć, mogą niektóre kobiety nastawić do porodu jak do choroby. W tamtych czasach matki miały rodzić na leżąco, a niemowlęta zaraz po narodzinach były odbierane kobietom. Nikt nie dbał o dobre samopoczucie matki i dziecka. Ani nie było na  to czasu, ani też odpowiedniego podejścia.

Z książki „Mundra” dowiemy się jak to się stało, że dzisiaj w narodzinach może uczestniczyć ojciec i dlaczego popiera się karmienie piersią, czy kontakt matki i dziecka zaraz po przyjściu na świat niemowlęcia. Położne pokazują, że kobiety powinny mieć wybór, jak chciałyby rodzić – oczywiście w granicach rozsądku. Nie popierają cesarskiego cięcia na życzenie i wskazują, że bardzo istotny jest naturalny poród. Taki, który nie odbiera matce i dziecku godności.

Dzięki wywiadom zobaczyłam, że poród po akcji „Rodzić po ludzku” jest zdecydowanie bardziej przyjazny, niż choćby w czasach PRL-u. Jednak kobiety nadal boją się rodzić. Książka „Mundra” oswaja nieco ten lęk. Pokazuje jak powinien wyglądać cud narodzin i co można jeszcze zrobić, by poprawić to, co oferują nam szpitale. Często spotykam się z opiniami młodych kobiet, które są zdziwione, że podczas porodu niemal nie miały kontaktu z lekarzem. Gdyby miały okazję przeczytać „Mundrą” dowiedziałyby się, że to coś dobrego, bo położna ma pomagać przyjść dziecku na świat, a nie lekarz. Dlatego po książkę powinny sięgnąć przede wszystkim te kobiety, które spodziewają się dziecka.

„Mundrą” przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

  1. Ciekawa byłam Twojej recenzji.
    A propos tego zdziwienia kobiet na brak lekarza przy porodzie – na dobrą sprawę mając świetną położną nie trzeba gimnastykować logistycznie tego, aby rodzić w szpitalu lekarza prowadzącego ciążę – tak sobie teoretyzuję 😉

    • To byłoby zbyt piękne, żeby lekarz prowadzący ciążę był przy porodzie. W promieniu 40km mam dwa szpitale, więc niezbyt duży wybór, ale w żadnym z nich mój lekarz nie miał praktyki. Dlatego tak ważne jest, by trafić na mądrą położną…

Skomentuj Gosia Oczko Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *