Myślę, więc jestem…

Tak sobie myślęCzy Jerzy Stuhr musi udowadniać, że jest? Zdecydowanie nie. Jako ojciec i nauczyciel zostawił ślad po sobie. Ńie będę przecież wspominać o jego rolach dających nieśmiertelność. A jednak. Jak udowodnić, że istnieję? Przyda się zdanie Kartezjusza: „Myślę, więc jestem”. Człowiek, który cierpi, pozostawia po sobie zapiski, by dać przyszłym pokoleniom dowód na to, że istniał. Stuhr postanowił pisać dziennik z czasu choroby, by być w formie. Ma zamiar doczekać narodzin wnuczki.

Dzięki książce – jako czytelnik – miałam możliwość poznania bliżej wielkiego aktora. Jak się okazało intelektualisty, wrażliwego oraz wielkiego człowieka.  Najbardziej interesowało mnie, jak trudno jest cierpieć, walcząc z chorobą. Jednak Jerzy Stuhr to człowiek starej daty. Nie pisze o szczegółach leczenia, ba – słowo rak pojawia się dopiero na końcu dziennika. Jest człowiekiem silnym psychicznie, nie targają nim wątpliwości natury egzystencjalnej. Aktor postanawia zbierać swoje myśli w formie zapisków, by mogła potem przejrzeć je wnuczka. Ze swoim losem jest pogodzony na tyle, by mieć nadzieję. Najbardziej pragnie doczekać narodzin wnuczki Lenki.

Dziennik powstaje od listopada 2011r., do końca kwietnia 2012 roku. Najważniejsze tu nie będą przemyślenia potityczne, sportowe, czy rak. Za kilkanaście lat mogą one (pomijając chorobę) stać się niezrozumiałe i nieaktualne. Pochłonęłam książkę, dzięki przemyśleniom Stuhra o kulturze. Pojawiają się recenzje filmowe, teatralne. Ważne są informacje na temat kariery aktora, poczucie misji w związku z tym co robił.

Dzięki ludziom takim jak Stuhr można mieć nadzieję. Przede wszystkim na to, że literatura, film, teatr będą istnieć na wysokim poziomie. Można się spierać z aktorem. Będzie to jednak dyskusja z mentorem – człowiekiem, który może się mylić, ale pozwala myśleć.I wymaga tego od odbiorcy.

Zaimponował mi tym, jak pisze o swoich dzieciach. Jest szczęśliwy, że odnoszą sukcesy. Ale najważniejsze, że widać między nimi więź, oddanie oraz zrozumienie. Chociaż do młodych ludzi aktor ma sporo zarzutów. Jest ojcem wymagającym. Również jako nauczyciel, żąda od uczniów, by pracowali nad sobą. Na koniec potrafi się cieszyć z ich sukcesów.

Można zarzucić Stuhrowi, że niewiele pisze o chorobie. Nie uczy nas jak się z nią zmagać, tak dosłownie. Mimo to, pokazuje jednak co zrobić. Trzeba być sobą. Wierzyć, że się uda i nie zapomnieć kim się jest, dla kogo ma się walczyć.  Warto poznać aktora bliżej, usłyszeć jego myśli. No właśnie usłyszeć – gdy czytałam dziennik, to mój wewnętrzny głos mówił do mnie głosem Stuhra.

W dzienniku pojawią się też gratki dla wielbicieli książek. Niejeden miłośnik słowa pisanego mógłby zostać zawstydzony ambitną listą lektur aktora. Stuhr narzeka na zbyt ciężkie „knigi” i obiecuje, że jego dziennik będzie łatwy w czytaniu w pozycji horyzontalnej. Muszę przyznać, że to prawda.

    • Za bardzo bym tego nie demonizowała. Sporo krytykuje, ale jako znawca teatru i filmu ma prawo. Tym bardziej, że w sporej części ma rację. Należy do tego typu ludzi, którzy raczej uprawiają twórczą krytykę. Za to chwali ludzi pracowitych i mających coś do powiedzenia.

Skomentuj joly_fh Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *