Przyznać trzeba, że Jean Hatzfeld miał iście diabelski plan pisząc „Ostatni wyścig”, ponieważ poszedł w odwrotnym kierunku niż większość z tych, którzy opowiadają o sporcie. Bo przecież mówić należy o zwycięzcach, a nie przegranych.
Francuski korespondent wojenny, Frédéric, dostarcza światu informacji z pierwszych linii frontu. Pewnego dnia, gdzieś w okolicy między Somalią a Etiopią, przygląda się żołnierzowi. Rozpoznaje w nim dwukrotnego medalistę olimpijskiego, którego podczas olimpiady w Pekinie przyłapano na stosowaniu dopingu.
Dziennikarza zdumiewa fakt, z jaką pokorą Afrykanin podporządkował się decyzji o odebraniu mu laurów. Podczas rozmowy Ayanleh Makeda nie zaprzecza, że stosował niedozwolone środki, jednak nie wyjaśnia w jaki sposób do tego doszło. Czy był to przypadek, podstęp konkurencji, czy świadomy czyn maratończyka? Frédéric nie może zapomnieć o Ahanlehu, więc rozpoczyna prywatne dziennikarskie śledztwo.
Postanawia spotkać się z bliskimi etiopskiego maratończyka. Prowadzi kilkakrotnie rozmowy z jego żoną, Tirynesh oraz czeską fizjoterapeutką Hanną. Przemierzy niemal pół świata, by poznać prawdę. W Karlowych Warach dowie się prawdy o dopingu. Ważniejszą sprawą od śledztwa okaże się jednak obraz współczesnego świata.
Ayanleh Makeda urodził się, by biegać. Od dzieciństwa podziwiał rodaka ikonę: Abebe Bikilę, który w latach sześćdziesiątych stał się symbolem afrykańskiego sportu, w czasie rozpadu kolonializmu. Młody Makeda zostaje zauważony przez pewnego duchownego, który widzi jego potencjał i popycha w stronę zawodowego sportu. Maratończyk zadziwia wszystkich, ale najtrudniej zrozumieć jego zasady, jakże inne od naszych. Nie wysuwa się do przodu, ze względu na szacunek wbec starszych. Dopiero, kiedy widzi, że rodacy nie dają rady fizycznie, wtedy rusza po medal.
Świat wobec Makedy okazuje się okrutny. Najpierw wypycha go na szczyt, by jeszcze szybciej go z niego zepchnąć. Kiedy w krwi maratończyka znalazła się niedozwolona substancja, bez żadnych wyjaśnień musi wracać do Etiopii. Tam właśnie odnajduje go podczas wojny Frédéric. Trudno sobie wyobrazić co może czuć człowiek, który choć winny – nie może się bronić. Wszyscy szybko o nim zapominają, więc problem nie istnieje. A on nie może zrozumieć, dlaczego wszystko dzieje się bez słowa wyjaśnienia.
Cała rodzina Ayanleha wraca z Paryża do Etiopii. Z wielkiego świata, prosto do małej afrykańskiej miejscowości. A jednak Makeda przyjmuje przeciwności losu z pokorą. Ani się nie domaga rehabilitacji, ani nie walczy o odebrane mu medale. Różni się od większości sportowców swoim idealizmem. Nie biegał za wszelką cenę, tylko z czystej miłości do maratonów. Nie wiemy o czym myśli sportowiec, ponieważ jest bardzo skryty. Wielki świat odebrał mu wiarę w ten sport, dlatego nie próbuje się oczyszczać.
Powieść „Ostatni wyścig” została napisana z reporterskim sznytem. Jean Hatzfeld w tej niewielkiej książce zawarł mnóstwo ważnych problemów. Jego diagnoza współczesności nie jest jednak przyjemna. Pokazuje, jak niewiele wiemy o Afryce. Świetne są opisy rzeczywistości oraz dbałość o szczegóły. Autor zadbał o to, byśmy poczuli klimat oraz zrozumieli mentalność mieszkańca Etiopii. I choć Ayanleh przegrał wyścig, jednak ocalił swoją godność. Nie pozwolił współczesnemu światu, by go sobie podporządkował .
Przyznam, że nie jestem miłośniczką wielkiego sportu, właśnie ze względu na jego nieczyste zagrania. Hatzfeld obnaża tę niemoralność. Mimo to opisy autora powodowały, że wczuwałam się w nastrój i widzów, i zawodników. Można było na sobie odczuć napięcie, wysiłek biegacza oraz podniecenie tłumów. Ważne jest w jaki sposób Hatzfeld opisuje Afrykę. Frédéric, dziennikarz prowadzący śledztwo, wydaje się być alter ego pisarza. W niezwykle delikatny i subtelny sposób potrafi zrozumieć drugiego człowieka, dzięki czemu przełamuje stereotypy i ukazuje czytelnikom prawdę o świecie. I tak jak historia nie będzie dla nas wygodna, tak na przekór wszystkiemu staje się piękna, dzięki ludziom, których opisuje autor.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarne – dziękuję.
Przede wszystkim brawa za okładkę. Lubię wydawnictwo Pana Stasiuka, bo dba nie tylko o dobór tytułów, jakie wydają, ale również za szatę graficzną.
Od dawna planuję przeczytać rwandyjską trylogię, cały czas jednak nie mogę jej trafić w bibliotece, a na osobistej półce związana z nią „Linia zanurzenia”. Chyba sobie zrobię kiedyś duży, potrójny prezent 😉
Zaciekawiłaś mnie, a książkę tę omijałam do tej pory z daleka…
Czytałem już gdzieś recenzję tej książki. Twoje przemyślenia tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to doprawdy niezwykła lektura, na którą warto się zdecydować.
Zdecydowanie warto. Na niewielu stronach świetnie pokazano jak wygląda współczesny świat. I, że są jeszcze ludzie, którzy nie poddali się globalnemu myśleniu…
Zaintrygowałaś mnie tą książką bardzo.
Teraz czytam „Pożegnanie z Afryką” i z książki tej dowiaduję się cokolwiek na temat tego jak jacy są Afrykanie, jaka jest ich mentalność. To niezwykle intrygujące, jak miejsce, warunki życia wpływają na ludzkie zachowania.
Niesamowita ksiazka ktora otwiera drzwi do poznawanie Afryki a w szczegolnosci Etiopii, mentalnosci ludzi, piekna krajobrazu, bogactwa tradycji i duchowosci tej czesci swiata. Poruszajaca historia czlowieka przegranego nie z wlasnej winy a jednak pozostajacego na szczycie godnosci ludzkiej, wartosci idealow i mistycyzmowi.
Jak malo jeszcze wiemy o Afryce.