„Spustoszenie. Nieopowiedziana historia o katastrofie i dyktaturze wojskowej w Birmie” Emma Larkin

SpustoszenieWłaśnie dotarło do mnie, że gdy czytam reportaże, autorami są Polacy. Czym jak czym, ale tym akurat nasi dziennikarze mogą się pochwalić – Wańkowicz swoje zrobił, Kapuściński przetarł szlaki naszym twórcom na świecie. Gdybym się uparła, to mogłabym przecież zacząć od pozytywistów… Ale nie o tym miało być.

Co wiem zatem o reportażu na świecie? Nie tyle ile bym chciała, jak się okazuje. Dlatego dałam szansę książce Emmy Larkin, „Spustoszenie”. Reportaż został nominowany do Nagrody Dziennikarskiej im. Heleny Bernstein przyznawanej przez Nowojorską Bibliotekę Publiczną. Do sięgnięcia po tę książkę nie skłoniła mnie jednak nominacja do prestiżowej nagrody, ile problem, który został poruszony w reportażu.

W 2008 roku tropikalny cyklon uderzył w wybrzeża Birmy, powodując olbrzymie ofiary w ludziach. Dosłownie zmiótł z powierzchni ziemi całe wioski. Około dwa miliony osób zostały bez dachu nad głową. Przypuszcza się, że sto czterdzieści tysięcy osób straciło życie. Niepojęte były owe zniszczenia, ale najbardziej zagadkowe było postępowanie władz Birmy, które odrzuciły międzynarodową pomoc humanitarną. Uniemożliwiano działania obecnym w Birmie organizacjom pomocowym. Dopiero po kilku tygodniach reżim zdecydował się na złagodzenie stanowiska. Tylko, że wtedy dla wielu osób było już za późno. Trudno sobie wyobrazić jak długie musiały być trzy tygodnie, po których junta wreszcie zdecydowała się wpuścić pomoc, dla zwykłych ludzi. Takich, którzy stracili wszystko.

Emma Larkin dzięki wizie turystycznej dostała się do tego kraju tuż po cyklonie Nargis. Mogła obserwować olbrzymi chaos panujący w tym kraju. Nie było podstawowych środków do życia. Wokół zniszczenia, smród, rozkładające się ludzkie i zwierzęce szczątki.

Ten kataklizm doprowadził ostatecznie do pewnych zmian. Junta starała się utrzymać Birmę w izolacji, by nie stracić władzy. Kiedy jednak pomoc z Zachodu okazała się jedynym ratunkiem, w kraju zaczęły następować zmiany. Są one jednak powolne i sama Emma Larkin obawia się, że generałowie zastąpili mundury garniturami. Można mieć jednak pewną nadzieję, że coś się w tym kraju zmieni – na lepsze.

W książce „Spustoszenie” są nie tylko opisy cierpień mieszkańców tego biednego kraju, którym kataklizm zabrał wszystko. Dziennikarka nie ma zamiaru skupiać się na makabrycznych opisach. Bo je można sobie wyobrazić. Stara się opisać ogrom spustoszeń, jakie nastąpiły w człowieku po cyklonie Nargis. Opowiada też o współczesnej historii Birmy.

W kraju doszło też do innych spustoszeń: politycznych, gospodarczych i moralnych. Książka Emmy Larkin została podzielona na części. W jednej z nich opisuje historię reżimu oraz jak opozycja próbowała z nim walczyć. Zaskakuje, że tak wiele informacji nadal jest niepewnych. Choćby data urodzin generała Than Shwe, rządzącego przez wiele lat Birmą.

Dzięki „Spustoszeniu” mogłam dowiedzieć się nieco więcej o tym tajemniczym dla mnie kraju. Bo o Birmie kilka razy słyszałam, ale niekiedy media odwracją głowę od najważniejszych problemów świata, by oferować nam niczego nie wnoszącą do naszego życia sieczkę. Historia, kultura, religia Birmy są warte uwagi. Mam nadzieję, że przemiany zachodzące w tym kraju dają zwykłym mieszkańcom tego kraju jakąś nadzieję. Bo cierpień otrzymali już wystarczającą ilość.

Warto było przeczytać książkę amerykańskiej reportażystki. Poruszyła ważny temat, o którym warto było się dowiedzieć czegoś więcej. Lubię mieć pełny obraz. Tu zobaczyłam jak wyglądał kataklizm, do czego doprowadził, ale poznałam też wiele więcej. Poznałam historię miejsca, o którym niewiele się mówi. Myślę, że łatwo sobie wyobrazić, dlaczego Emma Larkin ukrywa się pod pseudonimem.  Może dzięki zmianom, które zachodzą w Birmie, będzie mogła się ujawnić?

  1. Wydawnictwo Czarne – i już wiem, że to będzie wspaniała książka. Uwielbiam wydane przez nich reportaże, recenzowany przez Ciebie niedługo trafi na moją półkę.

  2. dla mnie Birma wciąż jest zagadką. nie znam mieszkających w niej ludzi, ich przekonań ani religii. Spustoszenie zdaje się zawierać w sobie wszystko to, co lubię najbardziej: emocje, dramat, odrobinę szczęścia, a przede wszystkim szczerość. zapowiada się wyśmienicie.

  3. Książki reportażowe wnoszą o wiele więcej niż literatura tzw. rozrywkowa (powieści, kryminały itp.) Zdarza mi się, że sięgam po takie książki właśnie dlatego, aby się czegoś dowiedzieć, bo nie zawsze można to znaleźć w innych przekaźnikach, zwłaszcza w mediach.

  4. Masz rację – reportaże w Polsce mają się dobrze i wszytko wskazuje na to, że wciąż mają szansę na rozwój. A jeśli chodzi o Czarne – ich książki biorę w ciemno 🙂 Nie zawiodłam się jeszcze na żadnym reportażu z ich oferty.

  5. Nie wiem z czego to wynika, ale bardzo sięgam po tę formę literatury. Oprócz Kapuścińskiego zdarzyło mi się właściwie przeczytać wyłącznie ciekawy reportaż rosyjskich dziennikarzy dotyczący Gazpromu. Prezentowana pozycja sprawia wrażenie równie interesującej lektury 🙂

Skomentuj Varia-czyta Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *