„Szeleścidło” nie jest debiutem literackim Tomasza Maruszewskiego, ale ja po raz pierwszy mam do czynienia z twórczością tego autora. Pisarz wydał swoją pierwszą książkę w 2019 roku. Była to powieść „Do końca świata”, a w 2022 ukazały się „Wrzaski”. Wydane w maju „Szeleścidło” określane jest jako dramat psychologiczny, w którym ukazana została męska wrażliwość bez dodawania do niej stereotypowych obrazów.
Zresztą główny bohater jako malarz doskonale wie, jak malować obrazy. Dobrze sobie z tym radzi, choć jego dzieła są pocięte żyletką. Dlaczego w ferworze pracy Wojtek bierze do ręki ostre narzędzie i naznacza nim swoje prace? Czy to taki rodzaj próżności, chęć zwrócenia na siebie uwagi?
Mamy do czynienia z dwiema warstwami czasowymi. Poznajemy między innymi dzieciństwo głównego bohatera. Ono bardzo mocno odcisnęło piętno na Wojtku. Jako dziecko stracił matkę, która go porzuciła. Dlaczego tak zrobiła? Chłopiec wychowywany przez ojca zazna wiele bólu i cierpienia. Żył w ciągłym strachu, w domu w którym nie brakowało przemocy. Ojciec był tym, który stosował zarówno przemoc fizyczną, jak i psychiczną. Nie dziwi nas zatem, że jego syn będzie uciekał do świata wyobraźni. Zbuduje sobie przestrzeń daleko na innych planetach, ponieważ tam żadna przemoc nie dosięga. Od ojca dostanie teleskop, dzięki któremu zainspiruje się, by sięgać o wiele dalej niż na to pozwala ludzkie oko.
Malarz opisany w powieści stanowi dla czytelników zagadkę. Poznajemy historię z jego perspektywy. Odkrywamy sposób widzenia, a styl opowieści nie zawsze będzie dla nas prosty i łatwy do przyjęcia. Bohater zamyka się w domu, izoluje od zewnętrznego świata. Ważny dla niego właściwie jest tylko pies Franek, ale mężczyzna nie będzie potrafił zaopiekować się zwierzęciem tak, jakby chciał.
Dzieła, jakie powstają z ręki malarza, odzwierciedlają jego emocje. Stopniowo odkrywamy, co się dzieje w głowie mężczyzny i zaczyna się robić niepokojąco. Widzimy w malarzu trzy osoby i każda z nich inaczej się zachowuje. Kim innym jest Wojtek, kim innym Paweł, kim innym Trzeci. Zadaniem czytelnika będzie odkrywanie tych postaci i odpowiedź na pytanie, jaką rolę pełnią. Czy mamy do czynienia z postacią chorującą na rozdwojenie czy roztrojenie jaźni? A może chodzi o coś innego? Do tego dochodzi jeszcze funkcja, jaką pełni tytułowe „szeleścidło”.
Tomasz Maruszewski opowiada historię trudną pod względem emocjonalnym. Widzimy rozpad pewnej rodziny i wpływ tej sytuacji na dziecko. Skojarzenia i określone reakcje na malarzu będzie budzić pewna piosenka (mam ją na liście ulubionych utworów), która dla każdego w jego rodzinie oznaczała coś innego. Jednak autor nie zamknął tej historii na jednym wątku. Śledzimy również perypetie malarza w dorosłym życiu. Trafi on na dwoje ludzi: prostytutkę i alfonsa-pijaka, którzy wtargną w jego egzystencję z hukiem i ubogacą życie artysty w nieoczekiwany sposób. Czy główny bohater okaże się taki jak Henri de Toulouse-Lautrec? Z pewnością dzięki nowym znajomym malarz się zmieni, a my będziemy obserwować kierunek, którym podąży.
Narracja w „Szeleścidle” głównie jest pierwszoosobowa, ale przechodzi co jakiś czas w trzecioosobową. Warto sięgnąć po książkę, która wprawdzie wymaga od czytelnika skupienia, ale odwdzięcza się odsłaniając przed nami portret psychologiczny wrażliwego człowieka. Emocji tu nie brakuje. Ponadto autor zadbał o to, by sama historia skłaniała do refleksji i zostawała z czytelnikiem na dłuższy czas.