Charlotte Roche, autoka „Modlitw waginy” często wymieniana jest jednym tchem obok „Pięćdziesięciu twarzy Greya” E. L. James. Jednak czy ma z nią cokolwiek wspolnego? Odpowiedź brzmi – nie. Oczywiście poszukiwacze scen erotycznych zaraz podniosą bunt. Obie autorki łączyć może jedynie skandal wokół ich książek. Chociaż nic obecnie nie przebije E. L. James. Nawet popularność Harry Pottera jest niczym w porównaniu z Greyem.
Wyobraźmy sobie scenę, w której kobieta zwierza nam się w nieustającym monologu. Nie pomija niczego. Zaczyna od szczegółowych opisów scen z życia małżeńskiego. Wszystko zostanie dokładnie wyłożone, z precyzją godną szwajcarskiego zegarka. Język tej opowieści stanie się niemal monotonny. Gdyby nie bulwersujące szczegóły, można by zasnąć, jak byśmy wsłuchiwali się w jednostajne tykanie zegara.
Tylko treść tego co słyszymy, nie pozwoli nam przejść obojętnie obok Elizabeth – trzydziestotrzyletniej głównej bohaterki. Nie jest to zwyczajny słowotok. Co powoduje, że chce zaspokoić męża – nawet za cenę wspólnych wypadów do burdeli? Dlaczego się nie buntuje, wręcz wybiela męża? Skąd pęd ku ekologii, nienawiść do matki i wszystkie inne kompleksy?
Bohaterka pragnie szczęścia w życiu. Pomóc w tym mają kolejne poradniki. Skoro w książce napisano, że istnieje punkt G, to według Elizabeth musi tak być. Jak perfekcyjnie wychowywać jedyne dziecko, też można wyczytać z poradników. Kobieta tak się zatraca w dążeniach do perfekcji, że zapomina zupełnie o sobie. Liczą się przecież inni, a własne pragnienia należy wykreślić, dlatego że inni mają gorzej. Myślenie o sobie rodzi poczucie winy. A wszystko przez jedno wydarzenie sprzed ponad siedmiu lat.
W książce „Modlitwy waginy” autorka pokazuje czytelnikowi osobowość poranionej psychicznie istoty. Odzwierciedlone zostało to przez język, jaki zastosowała Ch. Roche. Moim zdaniem zrobiła to bardzo wiarygodnie – wręcz słyszałam słowa głównej bohaterki, tak jakby siedziała obok mnie. Jej neuroza, odtworzona również podczas zwierzeń w gabinecie psychoterapeutycznym, ukaże czytelnikom osobowość podobną do potłuczonego lustra. Zraniona przez matkę, ojca, a jeszcze dochodzą do tego niedawne traumy. Jak w tym wszystkim odnaleźć siebie? No i czy jest to możliwe?
„Modlitwy waginy” będą powieścią, po którą niektórzy sięgną ze względu na aurę skandalu. Jednak w przeciwieństwie do „Pięćdziesięciu twarzy Greya” zetkną się z prawdziwą literaturą. Taką, która każe czytelnikowi myśleć i szukać interpretacji. Sceny intymne zejdą na plan dalszy. Pozostanie konkluzja, jak skomplikowane jest wnętrze człowieka.