Cudowny świat Emila po raz drugi

Emil ze SmalandiiObiecałam dzieciom bardziej rozbudowaną wersję Emila ze Smalandii niż poprzednio, więc dotrzymuję słowa. Znalazłam książkę Astrid Lindgren najzwyczajniej w świecie w bibliotece. Tym razem – zamiast ponad 30 stron formatu A4, mamy niemal sto w wersji zeszytowej.

Książeczka nadaje się do czytania dzieciom – chociaż chwilami wprowadzałam autocenzurę. Nie cierpię słowa: głupi – o ile lepiej brzmi: niemądry… Poprzednia wersja była bardziej do oglądania. Tu synek nie chciał mi wierzyć w to, co czytałam. Jakie niebieskie mundury, jeśli na obrazku są czarne?

Dzieci były zachwycone tym, że niektóre historie już znały. W tej wersji opowieści są jednak bardziej rozbudowane. Dzięki temu – w moim odczuciu – ciekawsze. Zainteresowały zarówno czterolatka, jak i siedmiolatkę. Książka nadaje się do samodzielnego czytania, bo ma dosyć wyraźne i duże literrry.

Kiedy czytałam na głos podobało mi się to, że dzieciaki zadawały mnóstwo pytań do tekstu. Przez to wiem, że uważnie słuchały. Nie rozumiały kontekstu historycznego, ale szybko im to wyjaśniałam w jak najprostszy sposób. Szybko też się domyśliły, którędy wyjdzie pieniążek, po tym jak Emil go połknął…

Pamiętam z własnego dzieciństwa, że bardzo denerwowało mnie to, że nie potrafiłam prawidłowo odczytać obcojęzycznych nazw własnych. Może wydawcy powinni wziąć to pod uwagę i stworzyć jakieś przypisy, albo podać zapis fonetyczny w nawiasie? Sama nie wiem, jak czytać po szwedzku – o ile nie sprawdzę w google translatorze, a co dopiero kilkulatek.

Wieczny Emil

Ach ten EmilWydawać by się mogło, że to czym zachwycał się parę dekad temu mój ojciec, niekoniecznie musi się spodobać kolejnym pokoleniom. Pamiętam z wczesnego dzieciństwa ekranizację powieści Astrid Lindgren Emil z Lönnebergii. Później sama chętnie sięgałam po powieści tej szwedzkiej pisarki. Czytałam wszystko jej autorstwa,  co tylko było dostępne w pobliskich bibliotekach.

Sięgnęłam po książkę Ach, ten Emil z pewnym niepokojem. Bałam się, że treść nie będzie odpowiednia dla dzieci w wieku 4 i 7 lat. No i co może być interesującego w takich opowieściach w XXI wieku? Okazało się jednak, że słuchały z otwartymi buziami. A najbardziej  zachwyciło je to, że można posiadać na własność… – świnkę.

Opowiadania są dosyć krótkie. Każde jest poprzedzone piosenką. Do tego treść urozmaicona została ilustracjami Björna Berga – nie trzeba dodawać, że rewelacyjnymi. Zebrano w tej książeczce najzabawniejsze psoty Emila. Jednak 32 strony okazały się dla nas tylko wstępem. Dzieci domagają się kolejnych historii Emila. Dlatego teraz, kiedy wiem, że te opowieści mają u nas rację bytu, sięgnę po kolejne – już w pełnym wymiarze.

Miałam pewne wątpliwości związane z historią o tym, jak Emil upił się sfermentowanymi wiśniami. No i nie myliłam się. Musiałam odpowiedzieć na tysiąc pytań, co to znaczy, że chłopiec był pijany, kim jest abstynent, itp. Z własnego dzieciństwa pamiętam, że Emila za karę zamykano w drewutni, tu zaś musi siedzieć w stolarni. Teraz tylko czekam, czy nie pójdą w ślady Emila…