Powrót do klasyki: „Sturm” Jüngera

SturmIstnieją twórcy, którym sporo się obrywa za czasy w których żyli. Albo, że wielbili ich ci, o których cały świat wolałby zapomnieć – mam na myśli Wagnera i Hitlera. Inni są odkrywani ponownie po wielu latach, a wtedy okazuje się, że warto do tych twórców sięgnąć.

Takim pisarzem, który okrył się niesławą był Ernst Jünger, niemiecki pisarz żyjący w latach 1895-1998. Czytelnicy wypominali mu poglądy faszystowskie i bycie apologetą wojny. W opowiadaniu Sturm, wydanym w odcinkach w Kurierze Hanowerskim w 1923 roku, autor ukazał inne oblicze. Tłumacz nazywa je „twarzą doktora Jekylla”.

Dzieje się tak, gdyż w opowiadaniu nie ma miejsca na pochwałę wojny. Pojawi się dopiero w kolejnych dziełach  Jüngera. Główny bohater Sturm – alter ego pisarza – zdaje sobie sprawę z „aksjologicznej pustki wytworzonej przez wojnę”. Świat nagle stał się nowoczesny – za sprawą wynalazków, które rozpędzała machina wojenna. Karabin maszynowy, miny, artyleria, lotnictwo sprawiło, że żołnierz nie mógł się wykazać bohaterstwem. Heroizm nie miał tu miejsca, a jedynie walka o przetrwanie, odzierająca jednostkę z wyższych uczuć. Mimo to, żaden z bohaterów nie wykazuje się apatią, wręcz przeciwnie – każdy żółnierz robi to co do niego należy – walczy.

Jak nadać swojej egzystencji głębszy sens? Czy walczyć, a może się poddać? Z człowieka jako indywidualnego bytu nie zostaje nic – tylko przedziurawiony kulami mundur. Nie są istotne poglądy człowieka, jego marzenia. Gdzie tu miejsce na wolność jednostki? Opowiadanie  Jüngera mówi o bólu człowieka i jego rozdarciu wewnętrznym. Autor zadaje sobie i czytelnikowi pytanie: jak się pogodzić z egzystencją w tak okrutnych czasach?

Opowiadanie pt. Sturm liczy niespełna sto stron. Zostało napisane w dwudziestoleciu międzywojennym, ale odkryto je na nowo czterdzieści lat później. Czasmi  obserwuję reakcje osób, którzy są bardzo zdziwieni, że podczas pierwszej wojny zginęło znacznie więcej żołnierzy, niż w kolejnej wojnie. Książka jest napisana tak, że nie odczuwa się upływu czasu. Równie dobrze mogłaby się rozgrywać we współczesności, gdyż temat jest ciągle aktualny. Warto sięgnąć po to krótkie opowiadanie, by zdać sobie sprawę, że po niemal stu latach, ta literatura nadal jest żywa i nie pokryła się kurzem archaizmu.

Książkę poznałam dzięki wydawnictwu Tako.