Jak miło byłoby posiedzieć i czytać, przez cały dzień. Niestety, szara rzeczywistość dopada i mnie. Już czwartek, a ja siedzę nad papierami i myślę, co ciekawego mam w zasięgu ręki.
A jest coś, do czego sięgam w każdej wolnej sekundzie.
451 Fahrenheita Raya Bradbury’ego to powieść, która powstała w latach 50 ubiegłego wieku. Książka została sfilmowana w 1966 roku i dzięki filmowej adaptacji poznałam ją i po nią sięgnęłam.
Wyobraźmy sobie świat przyszłości. Bradbury nie ma dla nas optymistycznej wizji. Ludzie wyzbyli się całkowicie kultury – nie wolno im czytać książek. Niewyobrażalne. Na dodatek, jeśli zostaną przyłapani na tym występku, mogą zostać spaleni razem ze swoim księgozbiorem przez strażaków. Trwa wojna, ale władze nie mówią społeczeństwu prawdy. A ludzie są skupieni na oglądaniu serialów na szklanych ekranach. Nie dyskutują, nie myślą.
Książka to klasyka po którą warto sięgnąć. Łatwo zauważyć, że nie zestarzała się ani jotę. Może nazewnictwo współczesnych gadżetów jest inne, widać jednak że autor szedł w dobrym kierunku i domyślił się do czego zmierza współczesny świat.