Teksty Hanny Samson czytuję w „Wysokich Obcasach”. Do tej pory nie miałam jednak okazji, by poznać bliżej jej twórczość prozatorską. Sam tytuł: „Dom wzajemnych rozkoszy” sugeruje tematykę erotyczną. Jednak, czytając tę książkę, nie można zapomnieć o tym, że autorka jest również psychologiem oraz feministką.
Wyobraźmy sobie nowe, telewizyjne reality show. Wygrywa w nim osoba, która opowie najbardziej pikantną historię. Oceniać będą telewidzowie, a program poprowadzą bardzo agresywni dziennikarze: MacPenis i MacCipka (ta ostatnia oczywiście otrzyma niższą gażę, niż jej kolega). Ich zadanie polegać ma na tym, by podkręcać atmosferę. Napięcie erotyczne powinno wzrastać, bo nic tak nie przyciąga widzów przed telewizory tak jak seks i możliwość podglądania.
W Domu Wzajemnych Rozkoszy przebywa dziesięć osób. Producenci show wzorują się na „Dekameronie”, stąd dziesięć historii. Najważniejsze jednak, że wygrać ma osoba, która przełamie swój wstyd i opowie bez zahamowań o łóżkowych podbojach. Hanna Samson obśmiewa programy typu „reality show”. Bo tu chodzi tylko i wyłącznie o podglądactwo. Im mniej zahamowań będą mieli uczestnicy programu, tym większa widownia zasiądzie przed ekranami telewizorów. Liczy się tylko rozrywka (bo za dużą oglądalnością idą pieniądze), nie ma miejsca na najmniejszą nawet refleksję.
Prowadzący dziennikarze również nie wykazują się inteligencją, nie na tym polega ich zadanie. Zachęcają uczestników programu, tak jak zagrzewa się bokserów. Ma być ostra walka, ale nikt nie powinien walczyć na pięści, a snuć gorącą opowieść o seksie. Jednak w pewnym momencie dochodzi do zbrodni. Uczestnicy programu w niejasnych okolicznościach zaczynają ginąć. Program stopniowo wymyka się spod kontroli. Oczywiście producenci nie zamierzają go przerywać, zgodnie z zasadą: „show must go on”. Ale czy uda się utrzymać zbrodnię w tajemnicy przed widzami?
Jednak Hanna Samson nie ma zamiaru karmić naszych prymitywnych potrzeb. Wbrew oczekiwaniom prowadzących i formule programu, bohaterowie opowiadają takie historie, które wyłamują się ze schematu. Snują opowieści, w których najważniejsze są ludzkie emocje. Okazuje się, że choć zalewa się ludzi pornografią, kultem ciała, samo rozładowanie seksualne nikomu nie daje szczęścia. Dlatego właśnie wszystkich najbardziej pociąga opowieść Zofii, emerytowanej nauczycielki, która po wielu latach upokorzeń odchodzi od męża alkoholika i zaczyna życie na nowo. Większość ludzi nie dałaby jej prawa do szczęścia w miłości, bo w pewnym wieku ma według stereotypu jedynie poszukiwać sobie właściwego miejsca na cmentarzu. A ona wtedy odkrywa swoją cielesność i spełnienie w miłości.
W książce „Dom wzajemnych rozkoszy” poznamy historię dziesięciu uczestników programu. Tak jak w „Dekameronie” mają być one snute przez dziesięć dni. Tylko, że bohaterowie przerywają opowiadanie w kulminacyjnym momencie. W ten sposób chcą zapobiec temu, by zostać wyeliminowanym przez widzów. Jednocześnie trzymają w napięciu czytelników.
Hanna Samson napisała książkę, w której stara się ośmieszyć współczesne media, czy świat goniący za sensacją, nie dający ludziom prawa do odrobiny refleksji. „W domu wzajemnych rozkoszy” widzimy dokąd zmierzamy. Autorka wykorzystała pewne elementy powieści erotycznej i kryminalnej, by pokazać ludzkie zagubienie. W świecie, gdzie liczą się statystyki oraz pieniądz, nie ma czasu na zwrócenie się ku drugiemu człowiekowi. Kult młodości, powszechność pornografii sprawiają, że niektórzy zapominają o potrzebie bliskości i miłości. Hanna Samson pokazuje różne drogi, ale nie chodzi tu tylko o erotyczne spełnienie. Powstaje opowieść o tym, jak słuchać samego siebie i zrozumieć własne potrzeby.
Dziękuję Czarnej Owcy za książkę.