Niektórzy może już się zetknęli z głównym bohaterem kryminału Jarosława Klejnockiego. Pojawia się on nie tylko w powieści „Opcje na śmierć”, ale i innych książkach tegoż autora. Nie miałam żadnych skojarzeń, czy narzuconych schematów w odbiorze przez to, że nie czytałam poprzednich tomów, zatem nie przeszkadzały mi w w interpretacji.
Nie czytam zbyt często kryminałów. Staram się sięgać po te zaliczane do klasyki. Jednak trzeba przyznać, że ta dziedzina literatury wraca powoli do łask i nie jest już traktowana jako drugorzędna – chodzi mi oczywiście o krytyków, bo miłośnicy kryminału nigdy tego gatunku nie zdradzili.
Komisarz Ireneusz Nawrocki próbuje rozwiązać zagadkę śmierci Włodzimierza Rawy. Czy jest to jedynie wypadek? A może coś więcej, jak sugeruje zaprzyjaźniona pani prokurator. No i jak to się wszystko ma do matactw w świecie finansowym, czy narkotykowym? Ślady prowadzą od Bielska-Białej, Warszawy, a nawet Holandii. Stopniowo odkrywane są kolejne karty, ale czy komisarz rozwiąże zagadkę?
To tyle na temat głównego wątku fabularnego. Pozostają jeszcze kolejne, również ważne, choć dla rozwiązania sprawy nie są najistotniejsze. Nawrocki zastanawia się, czy odejść z pracy po śmierci współpracownika i przyjaciela. Razem z żoną starają się o to, by stać się rodziną zastępczą dla Krysi.
Jarosław Klejnocki wykreował wiarygodny świat zarówno policyjny i przestępczy. Interesująco pokazał współczesną Warszawę – ze wszystkimi jej wadami w postaci remontów i zaletami, czyli ciekawymi knajpkami, do kórych kolejno przenosi się komisarz, by porozmawiać z różnymi ludźmi, którzy mają pomóc w rozwiązaniu śledztwa.
Spodobał mi się sam główny bohater. Nie jest typowym gliną – twardym i bezwzględnym. Nawrocki jawi się czytelnikowi jako osoba wrażliwa, potrafiąca wyjść poza stereotyp policjanta. Pali fajkę, jest smakoszem wina, no i na dodatek zna się doskonale na literaturze, choć woli klasykę od współczesnego pisarstwa.
Jarosław Klejnocki prowadzi swoistą zabawę z odbiorcą. On sam pojawia się na łamach swej powieści, jako pracownik uniwersytecki i przyjaciel Ireneusza Nawrockiego. To właśnie jemu komisarz opowiada tę historię. I nie wiem, czy wymyślili to literaci, czy filmowcy, bo przecież Tarantino też lubi się pojawiać w swoich dziełach jako postać epizodyczna. W obu przypadkach efekt jest ciekawy.
Komisarz Nawrocki zachwycił mnie – miłośniczkę każdego gatunku literackiego (pod warunkiem, że ciekawie napisanego) – swym oczytaniem. Interesująco brzmią monologi wewnętrzne komisarza, w których odnosi się on na przykład do twórczości Stasiuka. Prócz tego bohater posiada dar do wychwytywania pewnych niuansów i błędów językowych współczesnej polszczyzny – np. wyśmiewając nazewnictwo typu „Centra Wanien”, czy „Galerie Supermebli” w odniesieniu do malutkich sklepików.
Jak widać, każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Jest interesujący wątek kryminalny, ciekawe tło społeczno-obyczajowe, a nawet odniesienia do współczesnej literatury. Dzięki wartkiej akcji przeczytałam kryminał jednym tchem. Potrzebowałam właśnie takiej książki.
Dziękuję za swój egzemplarz wydawnictwu WL 🙂