„Kim jest Yoko?” – Knister

Kim jest Yoko?Książka „Kim jest Yoko?” przybyła do nas Tramwajem nr 4, za co serdecznie dziękuję Oisajowi. Historię o tym niezwykłym stworku napisał niemiecki autor: Ludger Jochmann, wydający pod pseudonimem Knister. Opowieść o Yoko doczekała się również ekranizacji.

Pytanie, które jest jednocześnie tytułem, prześladowało moje dzieci niemal do końca książki. Autor pozwala młodym odbiorcom odkryć tajemnicę, ale dopiero po przeżyciu wielu przygód ze stworkiem. Główny bohater trafił w ręce kłusownika i przemytnika zwierząt van Sneidera. Na szczęście, już na lotnisku, zwierzątko wymyka się z rąk tego złego człowieka. Polowanie jednak trwa.

Yoko ukrywa się u dziewczynki Pii, która wraz ze swoim przyjacielem Lukasem, próbuje rozwikłać zagadkę związaną z pochodzeniem niezwykłego stworka. Chciałaby się dowiedzieć, kim jest to białe puchowe zwierzątko, przypominające skrzyżowanie małpki z niedźwiedziem polarnym? Yoko wyróżnia się wyjątkową inteligencją i zamiłowaniem do mrożonek, ze spaniem w zamrażarce włącznie.

W książce pojawiają się wątki kryminalne. Van Sneider, wyjątkowo wredny typ, nie ustaje w poszukiwaniach swojej zaginionej ofiary. Uważa, że dzięki zwierzątku może się wzbogacić, więc jest niezwykle zdeterminowany w pogoni za stworkiem. Jako, że kłusownik niejedno ma na sumieniu, będziemy dopingować głównym bohaterom, by Yoko udało się wyślizgnąć z jego łap.

Opowieść trzyma czytelników w ciągłym napięciu. W książce jednak nie brakuje zabawnych i ciepłych przygód. Puchowe zwierzątko wzbudza w maluchach poczucie sympatii oraz empatii. Moje dzieci cały czas trzymały kciuki za stworka, żeby udało mu się wykiwać przemytnika. Maluchy utożsamiały się z Pią i Lukasem, którzy robili wszystko, by uratować Yoko. Czy im się to uda? Czy odgadną, kim jest stworek? Oczywiście rodzice szybko się domyślą o co chodzi,ale pociechy chwilkę się musiały zastanowić nad tą zagadką.

„Kim jest Yoko?” pozwala młodym odbiorcom przeżywać ciekawą przygodę. Choć są wątki mrożące krew w żyłach, dzieci przede wszystkim się bawią. Oprócz tego uczą się, że warto być dobrym. Poznają też problem związany z nielegalnym przemytem zwierząt. Może zanim sobie zażyczą egzotyczną papużkę, przyjdzie im do głowy, by się zastanowić skąd pochodzi to zwierzątko i w jakich warunkach do nas przywędrowało? Może jeśli nie one, to chociaż rodzice…

Córka i syn świetnie się bawili podczas lektury. A że kochają wszystkie stworzonka, to bardzo przeżywały ucieczkę Yoko przed złym przemytnikiem. Jednego tylko nie mogły przetrawić – licznych wulgaryzmów obecnych w książeczce. Choć były one uzasadnione: w końcu okrutny przemytnik raczej nie będzie stosował zasad dobrego wychowania, to jednak zauważyłam, że je to raziło. Musiałam porozmawiać z dziećmi o tym, że tak jak van Sneider wyraża się spora część społeczeństwa. Mnie natomiast zastanawia inna książka Knistera, która opowiada tę samą historię, ale inaczej. Nosi tytuł „Yoko – mój wyjątkowy przyjaciel”. Ciekawe, dlaczego autor zdecydował się na taki krok?