Martynka uczy czytać

MartynkaJako rodzic sześciolatki poszukuję książek, które zachęcą do samodzielnego czytania. Jest jeden podstawowy warunek – muszą być duże literki. Inaczej nici z czytania. Sześciolatek małych liter nie widzi – i już. Nie wiem, czy każde dziecko tak ma. Ja miałam, tyle jeszcze pamiętam z dzieciństwa. Można kupić wprawdzie lupę, ale też do dyspozycji dostajemy serię wydawnictwa Papilon: Zaczynam czytać z Martynką.

Trudno powiedzieć co może podobać się w tej książeczce małym dziewczynkom. Może utożsamiają się z tytułową Martynką, albo zachwycają się realistycznymi, choć mocno przesłodzonymi ilustracjami? Moja córka cieszy się z tego, że potrafi sama przeczytać tę książeczkę. Stron jest niewiele, mniej niż czterdzieści. Mały, mniejszy niż zeszytowy format. Za to literki cudownie duże. Zdania są krótkie, niezbyt skomplikowane. W sam raz dla sześcio-siedmio latka.

 Nie mam zastrzeżeń do książeczki Na kursie pływania, ale już Martynka – mała baltnica, owszem. Ktoś wpadł na pomysł, by wprowadzić słowo: primabalerina. Fakt, nie ma dwuznaków, ani zmiękczeń, choć jednak wyraz jest stanowczo za długi. Starsze dzieci wprawdzie poszerzą swoje słownictwo, ale dla młodszych to nie do przebrnięcia.

Do wyboru mamy sporo tytułów w tej serii. Choć podejrzewam, że przy piątym niektórzy mogą się zanudzić. Znam osobiście takie dzieciaki, które zaczytują się Martynką – już tą starszą wersją, jeszcze w czwartej klasie.