„Przygody Baltazara Gąbki. Trylogia” – Stanisław Pagaczewski

Przygody Baltazara GąbkiJako dziecko z epoki PRL-u, miałam do czynienia z książkami, które dziś albo należą do klasyki, albo uważane są za mało wartościowe. Na szczęście 25 lat wolności sprawiło, że trochę już się nacieszyliśmy disneyowską, arcykolorową stylistyką i niektóre tytuły sprzed lat wracają do łask. Oczywiście w nowym, atrakcyjnym opakowaniu, jednak z tą samą treścią, co kiedyś.

„Przygody Baltazara Gąbki” Stanisława Pagaczewskiego darzę olbrzymim sentymentem. Pierwszy tom: „Porwanie Baltazara Gąbki” dostałam w nagrodę za wyniki w nauce. Był rok 1989 – bardzo ważna data w historii Polski, choć wtedy oczywiście nie miałam jeszcze pojęcia, co się właśnie zmienia w naszym kraju. Wszyscy z mojego pokolenia mieli do czynienia z przygodami profesora i Smoka Wawelskiego za sprawą serialu animowanego. Po przeczytaniu książki znajdziemy jednak kilka istotnych różnic – choćby słynne zawołanie kucharza Bartoliniego.Porwanie Baltazara

Kiedy zatem trafiło w nasze ręce piękne wydanie trylogii autorstwa Stanisława Pagaczewskiego pt. „Przygody Baltazara Gąbki” bardzo się ucieszyłam. Ciekawa byłam jednak, czy „Porwanie Baltazara Gąbki”, „Misja profesora Gąbki, „Gąbka i latające talerze” przejdą próbę czasu i spodobają się moim pociechom?

Wydawnictwo Literackie postanowiło przybliżyć dzieciom przygody Smoka Wawelskiego, kucharza Bartoliniego, profesora Gąbki w jednej książce, która liczy sobie ponad 700 stron. Wszystko zaczęło się w 1965 roku, kiedy po raz pierwszy młodzi odbiorcy otrzymali opowieść o misji sympatycznego smoka do Krainy Deszczowców. Król Krak zleca swojemu najbliższemu przyjacielowi trudne zadanie. Chce, by Smok odszukał i przywiózł do Krakowa Baltazara Gąbkę. Ekspedycję pragnie zatrzymać szpieg, tajemniczy Don Pedro – jednak tak jak w każdej baśni, wszystko kończy się dobrze.Porwanie Baltazara Gąbki 3

„Misja profesora Gąbki” polega na poznaniu tajemniczych zwyczajów mypingów. One sieją zniszczenie w Księstwie Kraka. Na dodatek z więzienia uciekają Największy Deszczowiec i pan Mżawka. Natomiast trzecia część: „Gąbka i latające talerze” rozgrywa się w… przyszłości (czyli współczesności). Wszystko przez kosmitów. Czy bohaterom spodoba się to, co spotkają w nowym świecie i uda im się wrócić do grodu Kraka?

Dzieciom może spodobać się dosyć szybka akcja trylogii. Mamy do czynienia z powieścią przygodową, szpiegowską, a nawet elementami science-fiction. Pagaczewski w oryginalny sposób połączył elementy baśniowe, z realistycznymi. Choć akcja powieści dzieje się w czasach prehistorycznych, bohaterowie jeżdżą samochodem, używają krótkofalówek, czy słuchają radia. Postacie w zasadzie żyją gdzieś poza czasem i epoką, ale opowieść jest podana w taki sposób, by była zrozumiała dla młodych odbiorców.Porwanie Baltazara Gąbki 2

Stanisław Pagaczewski traktował czytelników jak partnerów, nie infantylizował powieści. Humor słowny, który zastosował, jest wciąż na niezwykle wysokim poziomie – i mimo upływu lat – nadal bawi. Autor tworzył ciekawe neologizmy: jakie zwierzęta przychodzą nam na myśl, gdy po raz pierwszy usłyszymy o mypingach? Potem żarty stają się coraz odważniejsze i zahaczają nieco o absurd. Całość jednak jest niezwykle wyszukana, mamy do czynienia z dowcipem w dobrym angielskim stylu.

Ciekawe jest to, że jako dorosła czytelniczka zauważyłam w tych książkach coś w rodzaju satyry politycznej. Biorąc pod uwagę, że historie powstawały w czasach PRL-u, było to śmiałe posunięcie. Bajkowość tej opowieści, to tylko kamuflaż. A im bardziej zagłębiałam się w tę trylogię, tym więcej odnajdywałam aluzji do rzeczywistości PRL-owskiej i jej krytyki. Aż nie chce się wierzyć, że cenzura dopuściła książkę do druku.Porwanie Baltazara Gąbki 4

Moim dzieciom trylogia bardzo się spodobała. Zaprzyjaźniły się za Smokiem Wawelskim, profesorem, królem Krakiem, Bartolinim. „Przygody Baltazara Gąbki” wciąż bawią młodych odbiorców. Zarówno sześciolatek, jak i dziewięciolatka słuchały tej historii z dużym zainteresowaniem. Odpowiadał im humor słowny, co chwilę też zerkały na słynne ilustracje Alfreda Ledwiga, które w tym wydaniu zostały pokolorowane (różnice w wydaniu współczesnym i z 1989 widoczne są na zdjęciach). Książka cieszy oko, ba można nazwać ją kolekcjonerską. Może być świetnym prezentem już dla sześciolatka, który chciałby przeżyć podróżniczą, czy szpiegowską przygodę. Warto pokazać dzieciakom alternatywę wobec tego co obecnie modne, gdyż opowieść o Smoku Wawelskim należy do klasyki i jest ponadczasowa. A podczas czytania na głos dorosły również będzie się świetnie bawił…

Książkę przeczytaliśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego