Wojna liczb

wojna liczbDzieci lubią bawić się w wojnę. Prawda to oczywista i stara jak świat, choć rodzice woleliby jakoś to zmienić. Nie pomoże nawet bezwzględny zakaz kupowania pociechom pistoletów. Wyobraźnia dzieci jest nieograniczona – przecież patyk też może być bronią. I jak tu pokazać maluchom, że wojna to nic dobrego?

Trafiłam na książkę wydawnictwa Tako, która doskonale radzi sobie z tematem przemocy.  Autorem tekstu i ilustracji „Wojny liczb” jest Juan Darién. Przekładu z hiszpańskiego dokonał Filip Łobodziński.

Jak dzieciom przedstawić szaleństwo wojny w paru zdaniach? i jeszcze tak, by zrozumiały?  Juan Darién posłużył się symboliką odejmowania. Jedynka miała kompleksy, nikt nie zwracał na nią uwagi, więc zły król minus łatwo ją sprowadził na złą drogę i namówił do wojny z pozostałymi liczbami:

wojna liczb ilustracja 2

Jako broń służy sugestywny i przerażający znak minus:wojna liczb ilustracja 1

Jedynki wygrywają, ale panuje zło – niewolnikami stają się zera. Potem te najniższe cyfry wszczynają bunt i zwyciężają, gdyż na zera nie działa broń w postaci minusa. Całość kończy się dobrze, bo zera chcą żyć w pokoju i postanawiają wybaczyć jedynkom – przykład, że można być tolerancyjnym.

Nie mogłam się powstrzymać przed pokazaniem chociaż kilku ilustracji „Wojny liczb”, gdyż uważam, że właśnie takie książki powinny docierać do dzieci. Piękne ilustracje i prosty język uczą dzieci pacyfizmu – choć to słowo nie pada, po prostu jest za trudne dla trzylatka. Do tego mój czteroletni synek zaczął ćwiczyć odejmowanie – okazało się to dla niego proste. A gdybym wcześniej próbowała go czegoś uczyć, robiłby na przekór – bo nie lubi, jak mu się jakąś wiedzę wtłacza na siłę do głowy. Tu wszystko odbywa się naturalnie, bez świadomości malucha, że nabył jakąś wiedzę.

Obrazki przemówiły do moich pociech. Każdy szczegół był uważnie analizowany. Wszystkie musiały omówić – no i zadawały mnóstwo pytań. Wtedy wiem, że uważały. Najbardziej przemówiły do dzieci zera zakute w kajdanki oraz zarumienione jedynki, które wstydziły się swych niecnych czynów.

Książka otrzymała nagrodę za ilustracje w konkursie CJ 1st Picture Book Awards 2008. Zainteresowanie moich dzieci pokazało, że zasłużenie. Książka – jako dzielo sztuki. Rewelacja. Tylko kiedy skończyłam czytać, wszczął się w domu hałas – mamo a dlaczego już koniec? Jeżeli mały odbiorca nie chce się rozstawać z jakąś historią, to znaczy, że była dla niego ważna… I tak ma być.