„Usypać góry. Historie z Polesia” – Małgorzata Szejnert

Usypać góry, Małgorzata SzejnertMiłośnikom reportażu nie trzeba przedstawiać Małgorzaty Szejnert. Dziennikarki, która za swoją twórczość była wielokrotnie nagradzana. W ubiegłym roku została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, doceniono ją za zasługi w budowaniu niezależnej prasy, za wszystko, co zrobiła dla rozwoju współczesnej publicystyki. Dla wielu twórców, którzy zajmują się literaturą faktu, jest wielkim autorytetem.

„Usypać góry. Historie z Polesia” to opowieść o miejscu, w którym spotykało się wiele narodowości. Żyli tu Polacy, Białorusini, Litwini, Żydzi. Wielka historia sprawiła, że nagle zniknął świat wielkich magnatów, bogatej szlachty, chłopów i ich panów, cadyków, kupców i przemysłowców. Nawet po słynnym kołtunie polskim nic nie zostało.

Jak widziała Polesie Louise Boyd? Amerykanka, która przyjechała tu w latach trzydziestych ubiegłego wieku? Ta bogata kobieta, nazywana Królową Lodu, albo Dianą Arktyki rusza do miejsc, które opisywał sam Herodot. Ponoć pisał o morzu poleskim – wielkim bagnisku obejmującym obszar dwustu pięćdziesięciu tysięcy hektarów – i ludziach, którzy raz w roku zamieniali się na jakiś czas w wilki. Istnieje nawet legenda, że Owidiusz został pochowany przy ujściu Cny do Pyrpeci. Co zostało z tego świata, który widziała i dokumentowała podróżniczka?

Przed drugą wojną światową na Polesie przybył również inny cudzoziemiec. Był nim niezwykle barwny człowiek: Adrian Carton de Wiart. Weteran wojen brytyjskich w Afryce, który niezwykle sobie cenił polowania w puszczy poleskiej. Spędził wiele godzin na tej rozrywce, w towarzystwie Karola Radziwiłła.

Przeszłość Polesia jest niezwykle skomplikowana. Trudno sobie wyobrazić, ile przeszli ludzie, którzy mieszkają na tych ziemiach. Przeszłość, o której pisze Małgorzata Szejnert, splata się z teraźniejszością. Śledząc to co było, widzimy również, jak wygląda współczesna Białoruś. Miejsce, w którym trudno zachować własną kulturę i tradycję. Syndrom homo sovieticus wiele z tego, co wartościowe, stłamsił. Wykorzeniano ludzi w czasach Związku Radzieckiego. Dlatego tak trudno walczy się miejscowym o własną tożsamość. Małgorzata Szejnert opisuje ludzi, którzy poświęcili się temu, by jak najwięcej ocalić od zapomnienia.

Dziennikarka zebrała wiele ciekawych historii. To opowieści o ludziach z Polesia, w których przeszłość łączy się z teraźniejszością. Wiele z tego co było, odeszło w niepamięć. Czasami po wielu ważnych miejscach nie pozostał nawet ślad. Szejnert pisze o tym z pewnym sentymentem. Rodzi się tęsknota, za tym, co odeszło. Jednocześnie widać, że ludzie mieszkający na Polesiu dzisiaj są równie ciekawi, jak ci sprzed kilku pokoleń.

Również dzisiaj Polesie fascynuje. Maria Söderberg, Szwedka, przyjechała na Białoruś śladem Ryszarda Kapuścińskiego. Właśnie stąd pochodził ten wybitny reporter. Tylko, że nigdy nie udało mu się opisać rodzinnego Pińska. A Maria zafascynowana jego „Imperium”, postanawia przybyć na Polesie, chce uratować język białoruski, wypierany przez rosyjski.

Tytuł książki „Usypać góry” został zaczerpnięty z wiersza Uładzimira Lankiewicza – „Ffynnon Garw. Anglik, który wszedł na wzgórze, ale zszedł z góry”. „Usypmy góry usypmy” – takie słowa padają w utworze poetyckim, bo ważne staje się to, by pamiętać o swojej ziemi.  Małgorzata Szejnert wzięła sobie te słowa do serca i przedstawia niezwykle ciekawe historie o ziemi, która jest dla nas tajemnicą. Okazuje się, że wiele się możemy z tych opowieści nauczyć. Zobaczyć, jak wyglądały losy ludzi z tych ziem, jak teraźniejszość walczy o utrzymanie w pamięci tego, co zostało. Małgorzata Szejnert pisze o Polesiu w wielkim stylu. Pokazuje nam to miejsce w szerokiej perspektywie.  Daje nam książkę, którą mógł napisać Kapuściński, ale wyszła ona spod pióra cesarzowej reportażu.

  1. Sporo dobrego słyszy się o pracy i dziełach pani Szejnert – muszę wreszcie zapoznać się z dziełami tej pani. Ogromnie interesująca wydaje mi się historia Polesia – to taki kulturowy tygiel.

    • Małgorzata Szejnert – można ją nazwać klasykiem. Osobą, na której wzorują się inni, nie tylko młodzi reporterzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *