„W pewnym teatrze lalek” – Lidia Miś

W pewnym teatrze lalekKsiążka Lidii Miś „W pewnym teatrze lalek” na pierwszy rzut oka zdaje się być zaproszeniem do teatru. Sięgnęłam po tę książkę dla dzieci, by sprawdzić, czy po jej lekturze rzeczywiście, moje pociechy dowiedzą się, jak powstaje spektakl? A może teatr będzie tu tylko miejscem zdarzeń?

Główną bohaterką książki jest czarnowłosa laleczka o perłowych oczach, która właśnie powstała w pracowni wybitnego lalkarza Zenona. Jednak Perełka, choć tak wyjątkowa, nie może zostać na zawsze w rękach twórcy – trafia do teatru lalek. Poznaje tam między innymi Romana, Kamillę, Dziadka, Kaczkę oraz Misia. Są to pacynki, jawajki, marionetki i kukiełki z którymi Perełka będzie pracowała, ale też z nimi będzie dzieliła swój los.

Porcelanowa lalka jest jak tabula rasa. Najpierw musi się nauczyć odczuwać emocje, by potem móc je odgrywać na scenie. Początkowo nie rozumie tego, co czuje. Nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie kim jest, ani jaka jest. Stopniowo jednak poznaje siebie. Oprócz tego coraz lepiej radzi sobie na scenie. Zaprzyjaźnia się z Kamillą oraz zakochuje w dobrym i poczciwym Misiu.

W książce Lidii Miś aż kipi od emocji. Bohaterowie przeżywają smutne i radosne chwile. Autorka skupiła się na tym, by oddać uczucia bohaterów, choć niektóre z nich wcale nie są łatwe. „W pewnym teatrze lalek” dzieci uczą się tego na czym polega przyjaźń, miłość i poświęcenie. Autorka dowodzi, że zrozumienie drugiego człowieka jest równie ważne, jak poznanie własnych uczuć. Perełka, by mogła być dobrą aktorką musiała zrozumieć, czym są uczucia – na czym polega ich wartość. Z drugiej strony mowa też o intrygach, również miłosnych. Tego typu knowania nie muszą być zrozumiałe dla dzieci ledwie potrafiących czytać. Z tego powodu moje sześcio- i dziewięcioletnie dzieci domagały się wyjaśnień.

Również zakończenie historii może budzić sprzeciw miłośników baśni, gdzie wszystko zawsze kończy się dobrze. Tu mamy otwarty finał – czy będzie on pozytywny dla lalek, czy zły, zależy od interpretacji odbiorcy. Lidia Miś zastosowała w książce elementy theatrum mundi, w którym życie jest ukazywane jako przedstawienie. Jak widać, nie jest to łatwa historia. Czasami więcej z niej wyniosą dorośli, niż dzieci. Bo z tej opowieści każdy może wynieść coś dla siebie. Dla jednych może to być historia o tym, że warto być sobą, a dla innych o tym, jak rozpoznawać emocje i być empatycznym oraz jak działa teatr.

Ciekawa jestem, czy będzie druga część tej książki? Tak może sugerować otwarte zakończenie tej historii. Co stanie się z Misiem i Perełką? Z drugiej strony warto porozmawiać z dziećmi o ich wersji tego, jak potoczą się losy głównych bohaterów. Mojej córce i synowi spodobały się ilustracje Laury Aldorfredi. Są ciepłe, kolorowe, a jednak stonowane, dające szansę na pracę dziecięcej wyobraźni. W książce nie brakuje też zabawnych sytuacji, ale przeważa nastrój sentymentalny. Z pewnością jest to dobra lektura dla tych, którzy poszukują dla swych dzieci opowieści o uczuciach, albo chcą się przenieść do teatru, nie wychodząc z domu…

  1. Mnie bardzo podoba się idea otwartego zakończenia, bardzo charakterystyczna dla literatury japońskiej (a same lalki kojarzą mi się z japońskim teatrem Bunraku). Wydaje mi się, że warto od czasu do czasu pokazać dzieciom, że życie to nie tylko pasmo sukcesów i szczęśliwych rozwiązań kłopotliwych sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *