„Zmiłuj się nad nami” – Andrzej Nowak-Arczewski

Zmiłuj się nad nami, Andrzej Nowak-ArczewskiW naszej przeszłości poukrywane są wciąż trudne i wstydliwe tematy. Łatwo skupić się na bohaterskich czynach przodków, a to co niewygodne przemilczeć. Nie można jednak zapomnieć o tym co nie przynosi chwały, ponieważ może się okazać, że dostrzegamy tylko jedną stronę problemu i tworzymy tematy tabu. Andrzej Nowak-Arczewski zajął się takim niewygodnym tematem. Postanowił opowiedzieć o relacjach polsko-żydowskich w czasie drugiej wojny światowej w Klimontowie. Powstał reportaż pt. „Zmiłuj się nad nami”, który ocala od zapomnienia to, co się wydarzyło w tym małym miasteczku. Czy po latach uda się odnaleźć prawdę o tragedii, do której tu doszło?

Kiedy autor książki dociera do Klimontowa, widzi małe i zwyczajne miasteczko. Z daleka urokliwe, przy bliższym kontakcie zauważa rozpadające się kamienice oraz miejsca zarośnięte chwastami – jak w każdej małej miejscowości. Andrzej Nowak-Arczewski przed rozpoczęciem pracy nad reportażem ma obawy, że nie uda mu się zebrać odpowiedniej ilości materiału, by na jego bazie powstałą książka. Przyczyną jego niepokoju jest temat, jaki reporter chce podjąć. Postanawia opisać mordy, do których doszło siedemdziesiąt lat temu w Klimontowie. Przyjeżdża do miasteczka i akurat trafia na odpust. Słyszy słowa księdza o niebie, które człowiek może stworzyć drugiemu człowiekowi na ziemi. Nasuwa mu się myśl, że w tym miasteczku ludzie już raz zobaczyli piekło.

Przed wybuchem drugiej wojny światowej w Klimontowie trzy czwarte ludności stanowili Żydzi. Jesienią 1939 roku Niemcy zmienili panujące tu od lat zasady. Najpierw ludzie wyznania mojżeszowego musieli nosić opaski z gwiazdą Dawida. Wkrótce powstało getto. Nie zostało ono ogrodzone żadnym płotem, czy drutami. Wystarczyła tabliczka informująca o tym, co się stanie, gdy Żydzi przekroczą granicę getta. Natomiast Polacy, którzy ukrywaliby Żydów również narażali się na śmierć. Do miasteczka przybywają kolejne transporty z ludnością żydowską. Dantejskich scen nie zabraknie.

Widzimy zastraszonych Polaków, którzy obawiają się zapłakać, gdy są świadkami zabijania Żydów, żeby nie zostać posądzonymi o to, że sami są wyznania mojżeszowego. Niekiedy litość i empatia wygrywają, więc znajdują się i tacy, którzy niosą pomoc. Trafiają się również donosiciele, którzy wydają ukrywających się. Dochodzi do zbrodni, których dokonują sami Polacy. W kwietniu 1945 roku zamordowano pięć osób żydowskiego pochodzenia. Dlaczego winni nie ponieśli kary?

Andrzej Nowak-Arczewski opowiada historię Włodzimierza Gadulskiego, który przyznał się do tego, że zastrzelił wraz z innymi partyzantami Chaskiela Grosfelda. Mężczyzna ukrywał się przed hitlerowcami, ale to Polacy go zabili, dla zemsty. Po latach sumienie nie pozwoliło Gadulskiemu spać spokojnie, więc sam zgłosił się do prokuratury. Usłyszał, że wystarczy podać, że przyczyną morderstwa była korzyść materialna, by sprawa uległa przedawnieniu. Mężczyzna jednak tak nie postąpił. Zgłosił, że morderstwo było natury politycznej, więc dostał karę jedenastu lat więzienia o zaostrzonym rygorze. Dlaczego Włodzimierz Gadulski po odbyciu kary nie wrócił już do Klimontowa?

Po latach mieszkańcy miasteczka wciąż milczą w sprawie zbrodni dokonywanych na ludności żydowskiej. Łatwo sobie wyobrazić, że Polacy chętnie zasiedlili opustoszałe domy, po eksterminacji ludności żydowskiej. Kiedy stary porządek społeczny został przerwany przez nazistów, niektórzy Polacy wykorzystali sytuację, by poprawić swój los. Chęć wzbogacenia się, to jednak nie jedyna przyczyna morderstw, których dopuszczali się Polacy. Autor książki pokazuje, jak złożony i trudny to temat. Tym bardziej, że po siedmiu dekadach wciąż panuje zmowa milczenia. Dlaczego mieszkańcy Klimontowa nie potrafią opowiadać o tym, co naprawdę wydarzyło się w miasteczku?

W książce „Zmiłuj się nad nami” autor nie ma zamiaru oceniać winnych czy ich oskarżać. Pragnie jedynie dotrzeć jak najbliżej prawdy o zbrodniach, do jakich doszło w tym miejscu. Utrudnieniem dla reportera okazała się niechęć do mówienia mieszkańców miasteczka. Ludzie nie chcieli opowiadać o przeszłości, ponieważ wciąż się boją. Oprócz strachu został również wstyd oraz wyrzuty sumienia. Natomiast czytający zadaje sobie pytanie, ile było takich miasteczek jak to?

Podczas lektury książki nie zabraknie czytelnikom emocji. W „Zmiłuj się nad nami” autor pokazuje różne mechanizmy, które rządziły w Klimontowie w czasie drugiej wojny światowej, ale mogły wydarzyć się wszędzie. Andrzej Nowak-Arczewski ogranicza wyrażanie własnego zdania, bo oddaje głos tym mieszkańcom Klimontowa, którzy zdecydowali się mówić. Całą historię musimy ułożyć sobie sami, podobnie dzieje się z interpretacją wydarzeń, czy motywacją zachowań bohaterów. Czytając reportaż szybko zdajemy sobie sprawę, jak łatwo człowiek zapomina o podstawowych kwestiach moralnych, które często łączy z wiarą i wypowiada na głos choćby podczas nabożeństw. Podczas wojny giną ludzie, ale również zasady. W „Zmiłuj się nad nami” dostrzegamy jak szybko to następuje. W reportażu przyglądamy się zbrodni, ale patrzymy na nią jak przez pryzmat.. Następuje rozbicie hasła Holocaust na drobne części, byśmy zobaczyli ludzi, którzy zginęli, bo zabrakło dla nich miłosierdzia.

  1. Wyparcie to stety lub nie bardzo skuteczny mechanizm obronny ludzkiej psychiki. Z jednej strony nie dziwię się zmowom milczenia, choć pewnie większość z nich powstaje samorzutnie. Te osoby pewnie przetrawiły przeszłość w sobie na tysiąc różnych sposobów i nie mają ochoty znów tego wyciągać na światło świadomości. W dodatku czasem prawda nie tylko oczyszcza, ale i przyciąga więcej pytań. Dlatego jestem pełen podziwu dla reporterów, którzy są w stanie z wyczuciem zapuszczać się w takie tematy.

    • Właśnie to widzimy, że wyparcie tylko wzmogło strach, a ci którzy ostatecznie zdecydowali się mówić, poczuli się oczyszczeni.

Skomentuj kochamciemojezycie.blogspot.com Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *