Dawno nie było o drugiej wojnie światowej… Czas nadrobić straty w wiedzy i temacie.
Podczas lekcji historii jeśli mowa o jakimś bohaterstwie, to głownie chodzi o Polaków, którzy walczą z okupantem. Czasami zdarzają się Francuzi, chociaż stereotypowo twierdzi się, że oni to w większości byli kolaborantami. A tym razem niespodzianka – Francuz pisze o bohaterskich Czechach i Słowakach. I nie są oni bynajmniej śmieszni. Spotykają się z taką samą okrutną rzeczywistością, jak większość ludzi na terytoriiach okupowanych przez hitlerowców.
Tytuł powieści brzmi – „HHhH. Zamach na kata Pragi”. Laurent Binet na kolejnych stronach książki tłumaczy ten skrót jako „Himmlers Hirn heisst Heydrich. Mózg Himmlera nazywa się Heydrich”. To właśnie o zamachu na Heydricha jest ta książka. Choć niezupełnie.
„Blond Bestia” – tak nazywa się kata Pragi, mógł stanowić wzorzec nadczłowieka. Hitler nawet odrobinę nie przypominał blondyna z niebieskimi oczami, ale Haydrich już owszem. Wysoki wzrost, wysokie stanowisko i okrucieństwo na najwyższym poziomie, tak można o nim powiedzieć w skrócie. To Haydrich miał wiele pomysłow na rozwiązanie kwestii Żydowskiej. Miało być szybko, z zachowaniem porządku i w jak największej tajemnicy, przynajmniej dla świata.
Kubis i Benes mają dokonać zamachu na protektora Czech i Moraw. Cała opowieść Bineta to literacka próba odtworzenia tej historii. Francuz wie, że wszystko co napisze, to przypuszczenia i większość stanowi tylko hipotezę. Dlatego właśnie daje nam infrapowieść. Opisuje w niej proces tworzenia, a nie tylko fakty historyczne. Kiedy czegoś nie wie, nie ma pewności podkreśla to, tworzy kilka wersji jednego wydarzenia. W notce encyklopedycznej o ataku na Heydricha będą suche fakty. Tutaj dostajemy próbę rekonstrukcji i wątpliwości autora.
Okazuje się, że o swoich rozterkach i wydarzeniach historycznych można napisać ciekawą powieść. Niekiedy denerwuje to, że już nigdy nie dowiemy się czegoś do końca, ale taka jest rzeczywistość i dobrze jest mieć tego świadomość. Dzięki powieści Bineta możemy tego wszystkiego dotknąć, zobaczyć też jakie wątpliwości rodzą się w głowie piszącego powieść. Mam też małą uwagę do okładki. Im dłużej patrzę na zdjęcie Heydricha, tym bardziej mi się wydaje, że ma kozy w nosie…