Lina Wolff jest szwedzką pisarką, która debiutowała w 2009 roku. Wydała już kilka książek, ale w Polsce możemy na razie sięgnąć tylko po jedną powieść: „Poliglotyczni kochankowie”. Ten tytuł został uhonorowany w 2016 roku nagrodą literacką Augustpriest. To nie jedyne wyróżnienie, które otrzymała Lina Wolff, ale ta wymieniona przeze mnie z pewnością jest bardzo prestiżowa.
Książka „Poliglotyczni kochankowie” składa się z trzech opowieści. Na początku wydaje się, że nic ich nie łączy. Z czasem jednak znajdziemy powiązanie. Historie osnute są wokół tajemniczego maszynopisu, który nosi taki sam tytuł, jak książka Liny Wolff. Motyw tajemniczej księgi pojawia się dosyć często w literaturze, ale w związku z tym, jest on mocno zużyty. Trudno wymyślić coś oryginalnego, a Lina Wolff intryguje czytelnika w ten sposób, że snuje (między innymi) opowieść o roli, jaką spełniał ten tekst dla kolejnych osób przedstawionych w tej powieści.
Pierwsza bohaterka opisana w książce „Poliglotyczni kochankowie” to Ellinor, kobieta po trzydziestce, która chce wreszcie ułożyć swoje życie. Do tej pory jej się nie udawało, ale widzimy, że wciąż pamięta o pierwszej miłości. Bohaterka pochodzi ze Skanii, by znaleźć ukochanego, rusza do Sztokholmu. Szuka partnera w internecie, na portalu randkowym i decyduję się spotkać z mężczyzną, który odpowiedział na jej ogłoszenie. Co czeka kobietę w domu Calista, nieciekawego z wyglądu krytyka literackiego? Między innymi książki Houellebecqa.
Poznajemy też pisarza Maxa, pragnącego doskonałej kochanki. Kobiety poliglotki, która będzie rozumiała nie tylko wiele języków, ale przede wszystkim własnego mężczyznę. Kto mógłby nią zostać? Może Mildred, niewidoma piękność? A może Lucrezia, którą poznajemy w trzeciej części? Bohaterka pochodzi z arystokratycznego rodu, tyle że do tej pory miała okazję zobaczyć jego upadek. I choć nie oszałamia urodą, za to zna wiele języków obcych.
W powieści „Poliglotyczni kochankowie” poznajemy ludzi nijakich, którzy wręcz odpychają. Trudno by wzbudzili w czytelniku jakieś uczucia sympatii. Nic dziwnego, są tak samotni i zamknięci w sobie, że nie potrafią nawiązywać normalnych relacji międzyludzkich. Choć każdy z nich pragnie uczucia drugiego człowieka, to nie potrafią z tą drugą osobą żyć, bez zadawania sobie nawzajem ran.
Jak znaleźć wspólny język? Bohaterowie mimo, że posługują się jedną i tą samą mową, nie potrafią się porozumieć. Świat został podzielony na biegun męski i żeński, więc między płciami trwa coś w rodzaju walki. Z jednej strony mężczyźni chcą dominować, a z drugiej brakuje im potem ciepła i czułości ze strony przeciwnej płci. Z miłości zostaje seks i upokorzenie. Skutkiem walki o dominację jest samotność.
Ludzie opisani w książce Liny Wolff pochodzą z różnych części świata. Dzieli ich także pochodzenie społeczne. Łączy jedno: samotność. Próbują od niej uciekać, ale często popadają w kolejne związki, które kończą się źle. Ważny w tej powieści jest motyw walki płci. Widoczny jest ona także w literaturze. Mildred mówi, że dzisiaj uznawane są tylko takie książki, które zostały napisane przez białych heteroseksualnych mężczyzn. W życiu bohaterów również zobaczymy owo ścieranie się płci. W tym miejscu najciekawsza okaże się postać Ellinor, która będzie wykraczała poza utarte stereotypy.
Powieść „Poliglotyczni kochankowie” została skonstruowana w postmodernistycznym stylu. Otrzymujemy trzy historie, które wiążą się ze sobą. Najbardziej intryguje opowieść pierwsza, o wspominanej już Ellinor. Odnoszę jednak wrażenie, iż pisarka nie do końca miała pomysł, jak ową postać rozwinąć. W powieści otrzymujemy obraz ludzi zranionych, którzy cierpienie przenoszą na kolejne osoby. Mamy do czynienia z osobami, które marzą o poliglotycznych kochankach, a nie potrafią się porozumieć ze sobą w jednym języku. Jak wyrażać swoje uczucia bez słów? Nie jest to możliwe. Łatwo dzisiaj realizować wszelkie żądze, jednak nie idzie to w parze z odnajdywaniem prawdziwej miłości. Lina Wolff skupiła się przede wszystkim na tym, by o tym by pokazać, że można pójść w życiu na łatwiznę, ale niczego to nie wniesie. Wartością są uczucia, ale w powieści widzimy, że bez wysiłku, pracy nad miłością, pozostanie tylko cierpienie.
Tytuł niezwykle intrygujący. A i wymowa utworu wydaje się bardzo interesująca, a przy tym dotycząca bardzo aktualnej tematyki – obecnie lansowany jest styl życia „na łatwiznę”, tj. by o nic się zbytnio nie starać, bowiem trud, wysiłek są po prostu passé.
Książka zbiera różne opinie. Niektórzy zarzucają jej, że jest zbyt przeintelektualizowana. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, w jaki sposób pokazane zostały ludzkie uczucia, a dokładnie brak umiejętności dzielenia się nimi, a także jak to pogłębia wyobcowanie postaci, skazując ich jednocześnie na klęskę w relacji z drugim człowiekiem.
Ja mam słabość do samotnych, dziwnych bohaterów i też do szwedzkich autorów, więc pewnie sięgnę po tę powieść. Widzę, że wśród postaci są osoby związane z literaturą: pisarz, krytyk literacki. To może być ciekawe.
Lina Wolff nawiązuje do dzieł literackich, prowadząc z czytelnikiem pewną grę. Najważniejsze jednak jest to, w jaki sposób pokazuje współczesnych bohaterów – ich wyobcowanie oraz samotność. Problem ten poszerza, nie ograniczając się do bohaterów ze Szwecji.