„O Kamilu, który patrzy rękami” – Tomasz Małkowski

O Kamilu, który patrzy rękoma, Tomasz MałkowskiTomasz Małkowski, autor książki pt. „O Kamilu, który patrzy rękami”, do tej pory był dla mnie przede wszystkim kimś, kto pisze podręczniki do historii. Po tę publikację sięgnęłam, by dowiedzieć się, w jaki sposób pisarz przybliża dzieciom problem niepełnosprawności. Tytułowy bohater jest dzieckiem tak samo energicznym, jak wszystkie inne. Pięcioletni Kamil to niewidomy chłopiec. Jak wygląda jego życie? Jak sobie radzi w świecie, który tak trudno byłoby sobie wyobrazić, gdyby pozbawić nas zmysłu wzroku?

Główny bohater opowieści ma starszą siostrę, rodziców oraz psa Lupiego. Mama i tata nie traktują syna, jak osoby, która powinna żyć pod kloszem. Kamil posiada obowiązki i radzi sobie z nimi doskonale, chyba że akurat jego siostra ma ochotę robić psikusy i na stół z jedzeniem podłoży psią karmę tak, żeby było na brata. Rodzeństwo niekiedy się ze sobą sprzecza, ale sześcioletnia Zuzia wspiera brata i potrafi nawet dorosłym osobom powiedzieć, co myśli, gdy oni nie zawsze postępują właściwie w stosunku do Kamila. Chłopiec nie chce być traktowany jak ofiara losu, tak go postrzega ciocia Helenka. Kobieta nie pozwala mu na bycie dzieckiem samodzielnym.

Kamil nie zamyka się w domu. Jeździ na rowerze, uczy się grać w piłkę. Do wszystkiego dochodzi stopniowo i powoli, ale jest zdeterminowany i dzięki wsparciu bliskich, udaje mu się żyć pełnią życia. Radzi sobie z niemiłymi kolegami, ale udaje mu się zyskać sympatię u rówieśników i dorosłych nie dlatego, że jest niewidomy. Chłopiec jest niezwykle sympatyczny, dlatego jest lubiany. Nawet w trudnych sytuacjach potrafi zachować zimną krew, co nie zawsze udaje się starszym od niego.

Choć wszystko o czym piszę, brzmi bardzo poważnie, to przecież historia „O Kamilu, który patrzy rękami” jest niezwykle zabawna. Główny bohater ma wiele przygód, ale każda przede wszystkim aż skrzy humorem. Podobnie dzieje się, gdy przyjrzymy się ilustracjom Joanny Rusinek. Kiedy czytałam książkę dzieciakom, to śmieliśmy się wszyscy, a rzadko się zdarza, że bawi nas to samo. Tutaj humor trafia zarówno do dorosłych, jak i najmłodszych. Wprawdzie bohaterami są kilkulatki, ale moje nastoletnie dzieci nie narzekały, że to opowieść dla maluchów. Wprawdzie już pięciolatki będą się świetnie bawiły podczas słuchania tej opowieści, to starsi zrozumieją, że mają do czynienia z historią, która uczy akceptowania inności drugiego człowieka. Szybko dostrzegą, że niepełnosprawność Kamila to nie jest coś, co go definiuje. Chłopiec nie chce być odbierany jako ten, który nie widzi.

Książka została wydana w ramach serii „Małe dzieci, duże sprawy” i już to podpowiada, że będzie w niej mowa o problemach, z którymi niekiedy borykają się najmłodsi. Historia napisana przez Tomasza Małkowskiego nie jest zbyt obszerna. Podział na krótkie rozdziały sprawia, że nawet niecierpliwe dzieci dadzą radę się skupić na tyle długo, by poznać kolejną przygodę Kamila. Z każdej z tych historii łatwo wyciągnąć wnioski. Młodzi odbiorcy przede wszystkim zwrócą uwagę na humor i ciekawe historie. Przy okazji dowiedzą się, że warto być tolerancyjnym, a nie powinno się wykluczać takich ludzi jak niewidomy chłopiec. Nauczą się, że należy akceptować człowieka takim, jaki jest. Kamil to przede wszystkim chłopiec, który lubi się bawić, tak jak jego rówieśnicy. Wzbudza też sympatię swoją postawą i daje się lubić. Myślę, że warto tę książkę podsunąć zarówno przedszkolakom, jak i dzieciom nieco starszym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *