Wszyscy, którzy kochają Mikołajka, doskonale znają duet Goscinny-Sempé. Za ostatnim nazwiskiem skrywa się rysownik, któremu sławę przyniosła seria o perypetiach sympatycznego urwisa, jego przyjaciołach i najbliższych. Jednak Jean-Jacques Sempé nie był autorem tylko jednego dzieła. Warto wspomnieć choćby o jego ilustracjach do „Katarzynki” Patricka Modiano. Teraz możemy sięgnąć po pierwszy raz wydaną w Polsce historię o Marcelku. Francuzi znają ją już od półwiecza.
Opowieść na pierwszy rzut oka jest mało skomplikowana. Poznajemy tytułowego bohatera, który zmaga się z jednym problemem – czerwieni się bez powodu. Wielu z nas zna tę przypadłość z własnego doświadczenia, ale u Marcelka czerwienienie występowało w najmniej oczekiwanym momencie. Wcale nie wtedy, kiedy narozrabiał, czy się wstydził. Rumieniec pojawiał się co jakiś czas i był tak intensywny, że wszyscy zwracali na niego uwagę. Dlatego chłopiec stale o tym myślał.
Działo się to tak długo, dopóki na drodze Marcelka nie stanął ktoś taki jak on, choć zupełnie inny. Oto pewnego dnia chłopiec słyszy kichanie. Remek również różni się od rówieśników. Tyle, że jego przypadłością jest kichanie, ale bez kataru. Obaj chłopcy rozumieją się doskonale, ale choć połączył ich ten sam nieuleczalny problem, to ich przyjaźń jest czymś więcej, niż solidarnością w cierpieniu. Czy chłopcom uda się rozwijać i utrzymać przyjaźń? Warto się samemu przekonać.
Myślę, że każdy kto sięgnie po książkę „Marcelek” będzie choćby podświadomie porównywał ją z serią o Mikołajku. Tak naprawdę obie postacie różnią się od siebie. Wprawdzie książka o Marcelku również jest opowieścią o żartobliwym charakterze. Jednak styl żartów jest zupełnie inny. Jean-Jacques Sempé stworzył historię, w której jest mało słów, ale każde jest istotne. Nie znajdziemy tu żadnych ozdobników językowych, tylko sama esencja. Słowo podporządkowane zostało ilustracjom, podobnie jak to dzieje się w przypadku komiksu. „Marcelek” to książka graficzna. Autor zastosował charakterystyczną dla siebie kreskę, a ilustracje są, podobnie jak w „Mikołajku”, czarno-białe. Dzieje się tak z małymi wyjątkami, bo wtedy kiedy trzeba podkreślić czerwienienie się głównego bohatera, pojawia się właśnie taki kolor na twarzy Marcelka. Rysunki Sempé mają charakter humorystyczny, postacie przedstawione zostały w sposób prosty, a jednocześnie nie są pozbawione charakteru. Ilustrator podkreśla cechy postaci i pobudza wyobraźnię odbiorcy.
Czytając historię Marcelka, śledzimy perypetie tytułowego bohatera. Narratorem nie jest główna postać, jak np. w „Mikołajku”. Oglądamy Marcelka z zewnątrz i poznajemy jego historię. Jean-Jacques Sempé stworzył mądrą opowieść o inności i sile przyjaźni, która przetrwa wszystko. Tytułowy bohater bawi oraz wzbudza sympatię. Natomiast jego historia niesie głębokie, uniwersalne przesłanie. Nie dajcie się zwieść pierwszemu wrażeniu, które może sugerować, że „Marcelek” to książka dla dzieci, ponieważ każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od wieku. Na uwagę zasługuje fakt, że książka została pięknie wydana, w twardej oprawie, już sama okładka przyciąga wzrok. Mam nadzieję, że jeszcze się doczekamy podobnych perełek autorstwa Jeana-Jacquesa Sempégo.
O mamuniu, chcę to!
Faktycznie, pewnie trudno nie porównywać tej książki z Mikołajkiem, ale zdecydowanie lepiej zdobyć się na ocenianie jej w oderwaniu od tamtej serii.
W każdym razie, jestem jej bardzo ciekawa.
Zapraszam do siebie na podsumowanie roku. 🙂
Polecam „Marcelka”, nie tylko ze względu na ilustracje. Książka po prostu jest bardzo mądra.
A Twoje podsumowanie roku przeczytałam. 🙂
Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zetknąłem się z Mikołajkiem, gdzieś w podstawówce, to było to dla mnie niczym objawienie. Książka o Marcelku sprawia wrażenie równie intrygującej i zajmującej.
Moi dziesięcioletni uczniowie byli pod wrażeniem „Mikołajka”. A zwłaszcza zaintrygowało ich opowiadanie o paleniu cygara – ciekawe dlaczego…
A czemu ja nie znam Marcelka?! jak to się mogło stać?!
Odpowiedź jest prosta – Marcelek to u nas nowość, choć we Francji tytuł znany jest od półwiecza. 🙂