Kiedy mam ochotę poznać nieco lepiej jakiś zakątek Europy, sięgam po serię „Sulina” Wydawnictwa Czarne. Interesują mnie nie tyle kwestie geograficzne, co ludzie oraz ich historie. Takie doznania zapewniła mi pierwsza książka Małgorzaty Rejmer, z którą miałam do czynienia. Była to publikacja „Bukareszt. Kurz i krew”, czyli opowieść o Rumunii. Tytuł ten znalazł się w finale Nagrody Nike 2014. Najnowsza książka „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii” dziennikarki również nie przeszła bez echa. Kilka dni temu Małgorzata Rejmer otrzymała nagrodę Paszport „Polityki” 2018 w kategorii literatura.
W poprzednim reportażu głównym bohaterem było miasto. Pokazane przez pryzmat zniewolonych ludzi. Tym razem Małgorzata Rejmer postanowiła skupić się na ofiarach reżimu Envera Hodży. Człowieka, który od końca II wojny światowej aż do śmierci w 1985 był dyktatorem Albanii i choć początkowo współpracował z państwami bloku komunistycznego, to w pewnym momencie doszedł do wniosku, że jego kraj jest nie tylko samowystarczalny, ale ideowo bardziej poprawny politycznie niż np. system w ZSRS czy Chinach. Enver Hoxha odizolował swój kraj od reszty świata, a życie swoich obywateli zamienił w piekło.
W Albanii panował kult jednostki i tylko dyktator mógł być czczony jak bóg. Wiara oczywiście była zakazana i kiedy jeden z rozmówców Małgorzaty Rejmer miał wskazać, kiedy skończył się reżim, to stwierdził, że wtedy, kiedy pierwszy ksiądz odprawił mszę. „Partia znaczyła więcej niż Bóg. Bóg nie istniał. A nawet jeśli istniał, to był wszechmocny tylko w teorii, a partia była wszechmocna w praktyce. Bóg nie potrafił zniszczyć partii, ale partia potrafiła zniszczyć Boga” mówił jeden z rozmówców autorki. By kontrolować obywateli w sposób nieograniczony, powołano do życia Sigurimi, czyli albańską służbę bezpieczeństwa podsłuchującą tysiące mieszkań i ponad dwieście tysięcy ludzi. Wielu do dzisiaj wierzy, że donosił co czwarty mieszkaniec Albanii. W dwumilionowym kraju kilkanaście tysięcy osób stało się ofiarami (śmiertelnymi) polityki Hodży, a kilkadziesiąt tysięcy trafiło do wiezień, zostało internowanych czy trafiło do obozów pracy. Choć wydaje się nam, że skoro sami żyliśmy w systemie komunistycznym, to potrafimy sobie wyobrazić rozmiar terroru. Nic bardziej mylnego.
Małgorzata Rejmer oddając głos swoim rozmówcom pokazuje, jak trudne było życie w Albanii. Absurd gonił absurd, a rzeczywistość była gorsza niż to, co spotkało bohatera Kawki. W czasie dyktatury Hodży trafić do więzienia mógł każdy. Wystarczyło stwierdzić, że rowery jugosłowiańskie są lepsze od albańskich. Tutaj, chociaż niełatwo ją znaleźć, można mówić o winie. Jednak szykanowani i karani byli również najbliżsi Tych, którzy trafili do więzienia. Nie było problemu, by zmusić niechętnych do współpracy ze służbami bezpieczeństwa, wystarczyło skrzywdzić bliskich tych, którzy się opierali. Groza, tragedie i niepewność dnia codziennego wydawały się niemożliwe do zniesienia. A jednak są również tacy, którzy dzisiaj tęsknią za rządami Hodży.
Trudno pojąć skalę opresji tego systemu. Jeden z rozmówców autorki stwierdził, że podobny jest w Korei Północnej. Mowa też o tym, że niemożliwe jest opisanie tego systemu. Niewyobrażalny ucisk odbierał wszelką nadzieję. Czujemy się, jakbyśmy czytali „Antygonę ” Sofoklesa – tyle że w roli fatum występował dyktator. On z pomocą swych służb doprowadził do tego, że ludzie nie mogli ufać nikomu, nawet sobie. A jednak rozmówcy pisarki znaleźli siłę, by przetrwać. Wielu udało się tego dokonać dzięki relacjom rodzinnym, ale każda z historii jest inna.
W reportażu dostrzegamy nostalgię za tym, co zostało utracone i odebrane rozmówcom. Opowiadają o przeszłości z sentymentem, bo przecież opisują swoją młodość. Lata, które powinny być dla nich najlepsze, okazały się jak z najgorszego koszmaru. Nie bez powodu wspomniałam wcześniej o dramacie antycznym. Małgorzata Rejmer, by opowiedzieć o Albanii przywołała chór, któremu oddaje głos. Każdy z tych głosów jest niezwykle przejmujący i nie pozostawia nas obojętnymi. Myślę, że reportaż będzie dla ludzi o mocnych nerwach, którzy będą w stanie znieść ogrom cierpień, który opisują rozmówcy. Małgorzata Rejmer opowiada o tym, co trudne i bolesne niezwykle delikatnie, ale wiele scen przeraża. Znajdziemy się w każdym z kręgów piekieł. Jednocześnie, kiedy poznamy te historie, będziemy mogli lepiej zrozumieć mieszkańców Albanii. Bo chociaż reportaż odnosi się do przeszłości, do czasów reżimu Hodży, pokazuje, z czym obecnie muszą zmagać się Albańczycy.
Czytałam jej książkę o Rumunii i była znakomita, także i tę mam w planach.
A ja już czekam na drugi tom reportażu „Błoto słodsze niż miód”, bo ponoć ma powstać.
Wydaje mi się, że ostatnimi czasy Albania staje się coraz bardziej popularnym celem turystycznym. Infrastruktura dopiero powstaje, ale dobrze wiedzieć, skąd wzięły się takie lata zastoju, chociaż jak słusznie podkreślasz, czytanie o prześladowaniach czy nadużyciach władzy z pewnością nie jest łatwe.
Kilka lat temu czytałam powieść „Kolacja dla wroga” albańskiego pisarza, dzięki której jakiś obraz Albanii sobie wyrobiłam, ale to była fikcja literacka a nie reportaż. Po tych lekturach sama chętnie bym się wybrała do tego kraju.