„Olimpijki” – Anna Sulińska

Olimpijki, Anna Sulińska

W starożytnej Grecji zwycięzca igrzysk olimpijskich otrzymywał niewiele, zaledwie  wieniec z gałązek z wawrzynu czyli laur olimpijski. Największe zaszczyty czekały na zawodnika we własnym polis. W rodzinnym mieście stawiano pomniki na cześć zwycięzcy i pisano wiersze, ale otrzymywał on również prezenty, czy pieniądze. Oczywiście kobiety nie mogły brać czynnego udziału w igrzyskach. Współczesne olimpiady są zupełnie inne. Jak to było z polskimi olimpijkami w czasach PRL-u? Anna Sulińska w swoim reportażu „Olimpijki” postanowiła pokazać i wydobyć z zakamarków niepamięci. 

Współczesny świat sportu wygląda zupełnie inaczej, niż kiedyś. Łatwo jednak znaleźć wspólny mianownik, niezależnie od płci i czasów – każdy, kto przygotowuje się do olimpiady, chciałby zdobyć medal. Polki, które opisuje Anna Sulińska to te, którym się to udało. Wydawać by się mogło, że razem z laurem szły przywileje. Niestety w czasach PRL wcale nie oznaczało to korzyści majątkowych. Wyobrażamy sobie, że sportsmenki dostawały pieniądze, talony na samochody, czy mieszkania. Rzeczywistość bywała znacznie mniej kolorowa. Przyszłe zdobywczynie medali często cieszyły się, że mogą zajrzeć za żelazną kurtynę. Zawroty głowy wywoływały ogromne ilości towaru na półkach w zachodnich sklepach. Tyle, że one nie za bardzo mogły sobie pozwolić na te cuda.

Jak wyglądało życie codzienne kobiet przygotowujących się do igrzysk? Na początek należało wybrać dyscyplinę sportu. Czasami nie było zbyt wielkich możliwości. Kobiety decydowały się na to, co akurat było dostępne. Skoro w pobliskim klubie trenowano łyżwiarstwo, wybór padał akurat na to, bo nic innego nie było. Warunki w jakich kobiety trenowały, pozostawiały wiele do życzenia. Jarosława Jóźwiakowska, zdobywczyni srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Rzymie w skoku wzwyż, trenowała w jednym bucie, przez wiele lat nie miała nawet trenera. Każdy skok kończył się na piasku, a nie na materacu jak dzisiaj. Spartańskie warunki nie zniechęcały ambitnych zawodniczek. Zdarzało się nawet, że sprzęt na zawodach, np. kajaki, trzeba było pożyczać.

Surowe warunki podczas treningów to nie wszystko. Na igrzyskach również bywało kobietom trudno. Musiały np. stanąć nago przed komisją, która określała, czy rzeczywiście są kobietami. Tu pojawia się sprawa Stanisławy Walasiewicz, przedwojennej dwukrotnej medalistki olimpijskiej. W pewnym momencie życia kobieta  przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, a w 1980 roku zginęła przypadkowo w czasie napadu. Po sekcji zwłok, okazało się, że w była osobą interseksualną. Druga intrygująca opowieść, która rozegrała się w pierwszej połowie XX wieku i dotyczy Marii Kwaśniewskiej-Maleszewskiej. W 1936 r. zdobyła tytuł Miss Igrzysk w Berlinie. W nagrodę została zaproszona została do loży honorowej Adolfa Hitlera. Tam wykonano jej zdjęcie z führerem. Tą fotografią sportsmenka w brawurowy sposób uratowała kilkanaście osób, które trafiły do obozu w Pruszkowie i czekały na przejazd do obozu zagłady.

Anna Sulińska znalazła ciekawy temat na reportaże i świetnie sobie z nim poradziła. Dotarła do wielu żyjących bohaterek, udało jej się porozmawiać z tymi wyjatkowymi kobietami i wysłuchać ich relacji. Historie popadłyby w zapomnienie, gdyby dziennikarka ich nie przedstawiła w swojej książce. Warto zobaczyć w jaki sposób olimpijki wpisują się w historię polskiego sportu, ale również docenić to, że przecierały szlaki następnym pokoleniom. Dzisiaj niemal zostały zapomniane, ale to czego doświadczyły, może nas wiele nauczyć. Choćby tego że aby coś osiągnąć nie jest istotna płeć, a determinacja i ciężka praca. Brak warunków nie zniechęcił tych kobiet. Wygrywały, ponieważ ciężko na to pracowały. Anna Sulińska opowiada o medalistkach w taki sposób, byśmy jeszcze raz przeżyli te emocje. Idziemy również krok dalej. Oglądamy zawodniczki po tym jak zdobyły laury i widzimy skutki ich działań. Warto zobaczyć jakie poniosły konsekwencje swojej ciężkiej pracy. Dzięki przedstawieniu tła historycznego te reportaże pozwalają lepiej zrozumieć tytułowe olimpijki.

1 komentarz do “„Olimpijki” – Anna Sulińska

  1. Rzadko sięgam po reportaże, ale akurat tym czuję się szczerze zainteresowany. Szczególnie ciekawią mnie te warunki, w jakich trenowały przyszłe olimpijki, bo spotkałem się z opiniami, że akurat za PRL część szkół sportowych było dobrze wyposażonych we wszelakiej maści sprzęty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *